Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza jaglana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza jaglana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2015

jak zrobić sushi?

Na 5 edycji Żarłostacji przygotowałam nasz prawie chleb powszedni, czyli sushi. Naprawdę bywa, że jemy je codziennie, a w szafce zapas nori musi być. Brikomąż uwielbia i gdy tylko przytarga do domu dojrzałe awokado to już wiem co się święci ;)
Pierwszy raz próbowałam sushi robione przez naszych znajomych, w sylwestra - jakieś 8 lat temu. Wtedy nie bardzo rozumiałam o co chodzi z wasabi, dlaczego Bartek płukał ten ryż chyba z pół godziny i w zasadzie o co całe halo. Jakiś czas później odwiedziliśmy sushibar w naszym mieście i wsiąknęliśmy po uszy. Jedliśmy wtedy też zupę miso z porem i tofu, która też od tamtego czasu gości na naszym stole bardzo często, w zasadzie gdy tylko jest jakiś wywar warzywny to wieczorkiem, do filmu, szybko montujemy sobie miso - bo pasta miso w lodówce też musi być ;)
Jakie sushi jemy? Tak na codzień to bez szaleństw- najczęściej z awokado, ogórkiem, co tam się nawinie, i ze zwykłym białym ryżem, albo ryżem basmati ugotowanym na mniej sypko. Od wielkiego dzwonu pozwolimy sobie na ryż do sushi, jako że jedząc tak często chyba jednak poszlibyśmy z torbami. Obowiązkowy jest sos YAMASA - ten nam super smakuje, no i wasabi koniecznie - bez tego Brikomąż sushi kijem nie tknie ;) (dla mniej wtajemniczonych - wasabi to pasta z japońskiego chrzanu, o charakterystycznym zielonym kolorze; daje mocno kopa ale tylko na pierwszy smak). Miewamy też marynowany imbir bo pycha, a dla mnie podstawa to dodać do ryżu ocet ryżowy i zawsze mieć pod ręką szczypiorek :). Co do kompozycji smakowej - w zasadzie wkładamy do środka co tam akurat w domu jest, możecie włożyć co chcecie. Moje typowe sushi zawiera kompozycję różnorodnych smaków; lubię dodać awokado-bo miękkie i orzechowe, ogórka kiszonego bo kwaśny, gruszkę albo brzoskwinię bo słodkie, ostrawy szczypiorek to mój faworyt. Często dodaję też marchewki aby dodać chrupkości, lubię dodać majonez a czasem kupujemy sobie jakiś egzotyczny składnik typu tykwa czy japońska rzodkiew. Ale szczerze mówiąc nie zmienia to jakoś drastycznie smaku. Ja ryb nie jem, więc u nas króluje wege sushi. Mąż w sushi rybę jada, ale ostatnio preferuje w formie nigiri:
www.kikkoman.pl

twierdzi, ze w maki nie czuje tej ryby. Dlatego też powoli dochodzę do perfekcji w produkcji nigiri ;)
Maki natomiast to właśnie takie typowe sushi jakie na codzień kojarzymy :
Na zdjęciu powyżej sushi, które przygotowałam na Żarłostację vol.5 i było to sushi z kaszą jaglaną zamiast ryżu. Pewnego dnia zastanawialiśmy się z mężem czy dało by radę sushi z kaszą, poszperałam w sieci i oczywiście ktoś już na to wpadł ;) szczerze powiem, że z początku byłam sceptyczna a maż w zasadzie chyba jeszcze bardziej; ale okazało się iż takie sushi jest równie pyszne!

A więc do dzieła, co potrzebujemy?
nasza wieczorna strawa na 2 osoby to zwykle:
- 4 arkusze nori
- 2 szklanki ryżu / kaszy
- 1 awokado
- 2 kiszonke ogórki
- 1 marchew
- 1 brzoskwinia
- pęczek szczypiorku
-majonez

na zaprawę - ocet ryżowy, sól i cukier
Zaprawę do ryżu/kaszy robimy w proporcji na 100g ryżu: 1 łyżka octu ryżowego, 1 łyżeczka cukru, szczypta soli. Wszystko mieszamy i podgrzewamy do rozpuszczenia soli i cukru. Nie gotujemy. Wlewamy gotowy sos du ugotowanego uprzednio ryżu/kaszy.

Ryż/kaszę płuczemy w zimnej wodzie kilkakrotnie, następnie gotujemy w proporcji 2:1 (2 części wody na 1 część ryżu). Ja gotuję aż ryż wchłonie na tyle wody że już napęcznieje, ale jeszcze wody trochę widać i wtedy wyłączam. Przykrywam i pozwalam mu na spokojnie wchłonąć resztę wody.
Po wymieszaniu z zaprawą przekładam ryż/kaszę do dużego naczynia aby szybko ostygł. Nie nakładajcie ryżu czy kaszy zanim nie ostygną - w przeciwnym razie nori zrobi się ciągnące i gumowate.

Warzywa kroję w cieniutkie paseczki, szczypiorek drobno siekam. Wszystko sobie układam na desce.


Na środku blatu układam bambusową matę - to taka mata, podkładka pod talerze, kwadratowa i zszyta tak, aby dało się ją zrolować. Do kupienia w marketach.

Na macie układam nori (po wyciągnięciu z woreczka przyjrzyjcie się dokładnie, bez problemu odnajdziecie lewą i prawą stronę. Nadzienie układamy na lewej.). Na to nakładam dłońmi ryż/kaszę, i rozprowadzam w miarę cienką warstwę po całym nori, zostawiając sobie mały margines:

Robię to zwilżonymi dłońmi, aby mi się za dużo doń nie przykleiło. Generalnie lubię nakładać nadzienie dłońmi, bo uwielbiam bezpośredni kontakt z jedzeniem :)
Bardzo lubię też zapach, który uwalnia nori przy kontakcie z ryżem.

Następny krok to nałożyć warzywa. Jak dodaję majonez, to na początek rozsmarowuję pasek majo na ryżu, na to sypię szczypiorek a następnie układam warzywa. Wygląda to tak:



Czasem sypię szczypiorek na górę ;)
Tak przygotowaną całość zwijam pomagając sobie matą:

Następnie zwinięty rulon lekko dociskam dłońmi ze wszystkich stron, trzymając o tak:


 gotowa rolka wygląda o tak:


Taki ruloniki kroimy bardzo ostrym nożem na grubsze plastry. Końcówki wyglądają oczywiście mało estetycznie, ale smakują równie wybornie i oczywiście zjadamy je ze smakiem :)


Sushi zjadamy zamaczając je w sosie sojowym, możemy na każdy kawałek dać odrobinę pasty wasabi. Między kolejnymi kawałkami zajada się marynowany imbir, gdyż ma on funkcję oczyszczenia kubków smakowych - aby każdy kęs był w pełni wysmakowany. Przydaje się to zwłaszcza wtedy, gdy mamy różne rodzaje sushi. 

Gdy zajadacie sushi często to szczerze polecam zaopatrzyć się w specjalną zastawę do sushi, w której skład wchodzą talerze, oraz specjalne miseczki na sos sojowy czy imbir. 

Można jeść pałeczkami, można palcami. Przynajmniej u nas w domu ;)

Nasze starsze dzieci uwielbiają sushi, najmłodszy jeszcze nie do końca się przekonał. Ale na pewno warto dzieciom dać spróbować, z robieniem sushi też powinny sobie poradzić - w trakcie ostatniego Festiwalu Smaków w Opolu, miałam okazję prowadzić warsztaty dla dzieci z przyrządzania sushi i radziły sobie wyśmienicie :)

(fot. Marek Cholewa)

a tu w trakcie 5 edycji Żarłostacji, gdzie na moje stoisko dotarła spora liczba smakoszy sushi i były to dla mnie bardzo miłe spotkania :D


Generalnie przyrządzanie sushi nie jest trudne, ale na pewno ćwiczenie czyni mistrza, czyli nie zrażajcie się podczas pierwszych prób. I tak będzie dobre, a z czasem będzie na pewno super wyglądać :)

smacznego!!

ps. jeśli spróbujecie zrobić sami w domu, zachęcam do wrzucania fotek w komentarzach, będzie mi bardzo miło :D

sobota, 20 grudnia 2014

klopsy w sosie pieczeniowym po wegetariańsku

Jadłonomia zamieściła ostatnio przepis na wegański sos pieczeniowy (jakkolwiek dziwnie to brzmi ;)) co bardzo trafiło w nasze gusta, gdy lubimy od czasu do czasu zjeść kluski śląski + pseudo-pieczeń z sejtanu. Niestety dotychczas jedliśmy z gotowym sosem w proszku. Dlatego ten przepis bardzo mi się spodobał i natychmiast go wypróbowałam. Wyszedł prawie idealny, trochę a bardzo pomidorowy ale i tak byliśmy zachwyceni. Ale jak postanowiłam zrobić go drugi raz to już lekko zmieniłam proporcje i wyszło jak dla mnie idealnie :) Dziś jedliśmy oczywiście z kluskami śląskimi oraz klopsami, które wyszły mi naprawdę pysznie, więc łapcie przepis :)

na sos:
-2 cebule
-2 liście laurowe
-2 kulki pieprzu
-2 kulki ziela angielskiego
-łyzeczka tymianku
-łyżeczka rozmarynu
-olej

-1marchew
-1pieruszka
-2 laski selera naciowego
-2 ząbki czosnku

-1/2 łyzki cukru brązowego
-3 łyżki sosu sojowego
-1 łyżka przecieru pomidorowego
-1 litr bulionu warzywnego
-sól i pieprz

Sos najlepiej przygotowywać kiedy gotujemy zupę, wtedy robimy gar bulionu na zupę, z przeznaczeniem jednego litra na sos :)

Cebulę kroimy w piórka i wrzucamy na olej z przyprawami. Gdy się zeszkli, układamy ją łyżką równo na dnie garnka i podsmażamy aż zbrązowieje. Następnie wrzucamy warzywa pocięte w grubsze plastry i czosnek w drobną kosteczkę.  Całość smażymy na średnim ogniu, mieszając tylko aby sie nie przypaliły. Po ok 20 minutach dorzucamy cukier, sos sojowy i koncentrat i na małym ogniu smażymy 2 minuty. Po tym czasie zalewamy całość bulionem i gotujemy przez ok 40 minut, aż sos się zredukuje.
Następnie odcedzamy sos od warzyw, odciskając porządnie warzywa na sitku. Sos przelewamy z powrotem do garnka, doprawiamy solą i pieprzem. Jeśli lubicie aby sos był gęsty - zróbcie zasmażkę.
Gotowy :D

na pulpety:
- szklanka ugotowanej kaszy jaglanej (pół szklanki suchej kaszy)
-2 cebule
- 30 dkg pieczarek
-1 jajko*
-2 łyżki bułki tartej*
-2 łyżki mąki*
-sól
-pieprz
-pieprz ziołowy

*w wersji wegan można zastąpić te składniki mąką z cieciorki

Kaszę gotujemy, cebulę kroimy w kosteczkę i szklimy na patelni (doprawiamy ją solą); pieczarki ścieramy na tarce, dorzucamy do cebuli, doprawiamy pieprzem oraz pieprzem ziołowym i podsmażamy aż pieczarki nieco zbrązowieją.  Wszystko wrzucamy do miski, dodajemy jajko, bułkę tartą i mąkę, mieszamy. W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę, na wrzątek wrzucamy uformowane pulpeciki (dobrze jest zwilżyć ręce). Najlepiej wrzucić najpierw jednego i sprawdzić czy się nie rozpada, jeśli się rozpada-dodać więcej mąki.  Moje się na szczęście nie rozpadały. Gotujemy przez ok 7 minut.

Pulpety można wrzucić do sosu i jeszcze chwilę pogotować na małym ogniu aby wchłonęły nieco sosu, ale nie rozpadły się.

my zjedliśmy z kluskami śląskimi









wtorek, 29 lipca 2014

burgery jarmużowe

Burgery okazały się idealnym posiłkiem na wyjazd. Robisz w domu, pieczesz w piekarniku a na drugi dzień, kiedy jedziesz na drugi koniec kraju i po rozłożeniu namiotu marzysz o wartościowym i ciepłym posiłku - wystarczy mieć ze sobą bułki i ulubione warzywa; burgery podgrzewają się w minutę na suchej patelni i GOTOWE :D Do tego dobrze się przechowują, wiec na drugi dzień też można było je zjeść. Tak więc na wyjazdy zdecydowanie polecam!


W produkcji inspirowałam się przepisami na burgery warzywne od jadłonomii
Składniki których użyłam:
2 pęczki jarmużu (liście miałam dość duże)
kubek ugotowanej kaszy jaglanej
pół szklanki podprażonych na suchej patelni ziaren słonecznika oraz sezamu
1/4 szklanki oleju
4 łyżki mąki
1 cebula
posiekany koperek
4 łyżki sosu sojowego
1 ząbek czosnku
łyżeczka kuminu
łyżeczka kolendry
pieprz
sól

Jarmuż blanszujemy w wodzie z odrobiną soli, trzymamy go w wodzie dłużej niż delikatniejszy szpinak. Łodygi oczywiście odcinamy. Następnie kroimy dość drobno. Mieszamy z ugotowaną kaszą jaglaną, posiekaną w kostkę cebulką, i resztą składników. Z powstałej masy formujemy burgery, układamy je na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 200st przez 30 minut; po 20 minutach odwracamy burgery.



Gotowe podajemy z ulubionymi dodatkami. Łatwe do podgrzania, skradły moje serce. Wcześniej idealnie sprawdziły się jako obiad na naszym ogrodzie a teraz na wakacjach nad morzem okazały się być wprost idealne, dzięki temu jak szybko można je przyrządzić gdy już jesteśmy pod namiotem, bo całą robotę tak naprawdę robimy w domu a na kempingu możemy się delektować pysznym, wartościowym obiadem robionym w mig ;)

tu właśnie zdjęcie z przed namiotu, z podwójnym burgerem, mniam
burger w towarzystwie pomidora, papryki czerwonej, wędzonego tofu, musztardy i majo + oczywiście polecam sałatę, ale nie mięliśmy wtedy.

piątek, 27 czerwca 2014

Wegański majonez z kaszy jaglanej

Jak to majonez wegański...bez żółtka? Ano :)
Przyda się tym, którzy przez alergię jeść majonezu nie mogą, bądź przez poziom cholesterolu powinni unikać a lubią. Bo kto nie lubi? Na kanapkę, do sałatki, albo do pity- jak u mnie na 3 Żarłostacji :)

w 2 numerze COOLmaga napisałam jak zrobić majonez wegański z nerkowców. Ale na 3 Żarłostację postanowiłam wypróbować coś innego, zainspirowałam się Smakoterapią i zrobiłam z kaszy jaglanej, troszkę modyfikując.

A więc szykujcie jaglankę, sprzęt do miksowania i do dzieła :)

potrzebne składniki:
ok 2/3 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
1/2 szklanki wody
2 łyżki ziaren słonecznika
sok z połówki cytryny
łyżka syropu z agavy
łyżeczka musztardy
3 szczypty soli
ok 2-3 lub 3-4 szklanki oleju np. z pestek winogron (w zasadzie dodajemy tyle ile trzeba by konsystencja nas zadowoliła)
2 ząbki czosnku wyciśniete
zioła do smaku - ja dodałam świeży czaber z naszego ogrodu, posiekane 3 gałązki

wszystkie składniki poza olejem i ziołami umieszczamy w melakszerze, termomixie, kto co ma - i miksujemy na gładką masę. Następnie nadal mieszając dolewamy pomalutku olej, nie za szybko, aby mógł się dobrze wmieszać w naszą majonezowa masę.
Jeśli uzyskamy pożądaną konsystencję - możemy nie dodawać więcej oleju, generalnie im więcej tym będzie gęstrzy.
Na sam koniec możemy dorzucić zioła do smaku.

nie mam zdjęcia niestety, gdyż na Żarłostacji nie było czasu samemu zrobić a nasi fotografowie nie mięli jak się dostać do naszego stoiska, z powodu kolejek, tak więc dorzucam zdjęcie z "the making of" czyli jak montuję pitę :) i właśnie nakładam majonez zresztą ;)