Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

Piknik Europejski - ciasto ziemniaczano-jabłkowe oraz oliebollen

Ostatni weekend w Opolu upłynął pod znakiem pikniku z okazji 10-cio lecia Unii Europejskiej. Nasze Stowarzyszenie miało przyjemność po raz kolejny przygotować poczęstunek dla mieszkańców miasta. Tym razem każdy miał za zadanie przygotować specjały charakterystyczne dla wybranych wcześniej państw UE. Mi przypadła Irlandia oraz Holandia. Obie kuchnie bardzo bazują na mięsie oraz rybach, choć Holandia zaskoczyła mnie mnogością warzywnych dań (choć najczęściej podawanych z kiełbasa na szczycie ;) ). W obu państwach występuje w pierwszym rzędzie jarmuż(!) mój ukochany, jednak obecnie nie jest na niego sezon, u nas aktualnie został przesadzony z doniczek do ziemi w ogrodzie...więc postanowiłam postawić na desery. Jak się okazało, był to dobry wybór, gdyż nasi goście w pierwszej kolejności przeszukiwali stoiska ze smakiem na słodkości a dopiero po pewnym czasie skłaniali się ku konkretniejszym smakom.
Tym razem walutą wymienną za smakołyki było zadanie- napisac na karteczkach inwestycje z funduszy Europejskich w naszym rejonie, które wg mieszkańców są najbardziej udane. Prym wiodła chyba Biblioteka Miejska
(http://www.opole.pl/files/data/8888/max_photo_biblioteka.jpg)

piękna, prawda?
Niezdecydowanych namawiałam na hasło "ścieżki rowerowe, chcemy więcej" :P

Ale wracając do przepisów - z Irlandzkiej kuchni wybrałam ciasto ziemniaczane z jabłkami, bo jak Irlandia to wiadomo - ziemniaki pierwszą myślą ;) poza tym mnie zaintrygowało, a że mój kolega Piotr, mieszkający i zafascynowany Irlandią, polecił - czego chcieć więcej? Z ciekawością je wykonałam i okazało się bardzo przyjemnym ciastem. Dodatkowy plus za zero cukru :)
Ponieważ odwiedzający nasze stoisko prosili o przepis, wrzucam natychmiast! ;)

Ciasto ziemniaczane z jabłkami


potrzebne składniki:
60 gram masła
110 gram mąki
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
240 ml puree ziemniaczanego
2 jabłka
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1 łyżka masła
miód, syrop z agawy lub syrop klonowy


Piekarnik nastawiamy na 180 stopni;
Masło siekamy z mąką, proszkiem do pieczenia i solą, krótko rozcieramy grudki masła dłońmi, aż powstanie konsystencja kruszonki; do tego dodajemy puree ziemniaczane i całość wyrabiamy przez chwilę. Jeśli jest to konieczne, można podsypywać mąką, aczkolwiek nie widziałam takiej potrzeby gdyż skrobia ziemniaczana sprawia, iż ciasto nie klei sie do rąk.
Ciasto dzielimy na 2 równe części, następnie rozwałkowujemy obie części tak samo, na okrągły placek. Placek wierzchni może być nieco większy, gdyż musi przykryć pierwszy placek wraz z nadzieniem. Umieszczamy placek numer jeden na patelni wyłożonej papierem do pieczenia. Zamiast patelni można użyć specjalnej okrągłej tacki do pieczenia.
Jabłka myjemy, dzielimy na ćwiartki a następnie kroimy na cienkie plasterki. Układamy plasterki jabłka na placku, posypujemy cynamonem i goździkami, polewamy łyżką roztopionego masła oraz syropem z agawy/syropem klonowym/miodem(co kto lubi). Na wierzch kładziemy drugi placek i dociskamy widelcem brzegi placka. Ciasto z góry nacinamy w kilku miejscach, wkładamy do piekarnika i pieczemy przez ok 30-40 minut, do zarumienienia. Podajemy jak lekko przestygnie.


 tu zdjęcie z placu boju, przed piknikiem, czyli jedno z pięciu ciast, przed przykryciem wierzchnim plackiem :)

 Drugim państwem, które miałam przyjemność reprezentować była Holandia. Tym razem bardzo zaciekawiły mnie tradycyjne pączki, przyrządzane w Nowy Rok. Wyczytałam, że w tym czasie, na ulicach Holenderskich miast, stoją budki z tymi smakołykami, w kilku wersjach smakowych! Ja wybrałam wersję z jabłkiem, rodzynkami i skórką cytrynową. Byłam naprawdę mile zaskoczona ich smakiem, mimo iż smażone w głębokim tłuszczu, wydają się lekkie a skórka cytryny dodaje orzeźwiający akcent :) Naprawdę polecam wypróbować ten przepis. I jeszcze pochwalę się, iż nasze stoisko odwiedziło dwóch bardzo miłych starszych panów- jak się okazało-Holendrów :) Oczywiście musiałam od Niech się dowiedzieć jak oceniają moje pączki i bardzo im smakowały :)

Spróbujcie je przyrządzić, nie trwa to długo i nie wymaga wielu składników.

noworoczne pączki czyli Oliebollen


potrzebne składniki:
10 gram świeżych drożdży
2 łyżki cukru
125 ml letniego mleka
190 gram mąki
duża szczypta soli
1 jajko
1,5 łyżki rodzynków
1 obrane jabłko, drobno posiekane
1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny
olej do smażenia
cukier puder do oprószenia


Robimy rozczyn z drożdży, łyżką cukru i 1/4 szklanki mleka. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce.
Po tym czasie dodajemy do rozczynu pozostałe składniki i mieszamy aż powstanie luźne ciasto, można dodać troszkę mąki jeśli będzie za luźne, aczkolwiek ja nie dodawałam, ono ma miec konsystencję jak nasze ciasto na racuchy.
Dodajemy rodzynki, jabłko i skórkę z cytryny. Wszystko razem mieszamy drewnianą łyżką i odstawiamy na ok godzinę, aż ciasto podwoi swoją objętość.


W szerokim rondlu rozgrzewamy olej do 175st (w takiej temperaturze skórka od chleba wrzucona do oleju zabrązowi się w 15 sekund). Można też wrzucić kawałeczek ciasta, jeśli wypłynie szybko na powierzchnie i po chwili będzie mieć kolor słomkowy - to jest to dobra temperatura aby zacząć smażenie :) Nabieramy łyżkę ciasta (łyżkę dobrze wcześniej namoczyć w wodzie) i formujemy z pomocą drugiej łyżki kulkę, wrzucamy na olej i obsmażamy na brązowo z obu stron - jeden pączek smaży się ok 5 minut. Ja smażyłam moje pączki w woku, wrzucałam po 7-8 sztuk naraz. Uważajcie aby olej nie był rozgrzany zbyt mocno, gdyż wtedy skórka się spali a w środku pączki będą wciąż surowe. Po wyciągnięciu z tłuszczu, odsączamy na papierze.
Podajemy oprószone cukrem pudrem

tu Oliebollen w towarzystwie ciasta Irlandzkiego
 (i flaga Holandii do góry nogami, uppps-taką dostałam i sie nie zorientowałam, <help>)


Cała impreza była bardzo przyjemna i mimo bolących od stania nóg, czułam się bardzo dobrze po powrocie do domu :) Jak zawsze miło było częstować ludzi i widzieć, że Im smakuje.

jeszcze zdjęcia naszego nadwornego fotografa Arka Kornackiego
potato-apple pie
oliebollen

 nasze namioty z lotu aparatu ;)
ja w akcji (niech was nie zwiedzie ten kadr, nie jestem olbrzymką, mam 1,58m wzrostu ;) )
i pączuszki na pierwszym planie

ja i Ania z BeeSweet

nasze stoisko, kiedy jeszcze na nim coś było ;)

a tu twórcze zamieszanie na zapleczu :) by Michał Nowik

śliczne ciasteczko-flagi z warsztatów dla dzieci

jeszcze raz przepraszam wszystkich Holendrów za tę odwrócona flagę :/ ;*

wtorek, 4 marca 2014

dzień naleśnika!

Dzisiaj rano najmłodszy zażyczył sobie naleśniki na śniadanie, więc zrobiłam bo robię dość często i sama lubię. Mozna sobie dowolnie eksperymentować ze składnikami, użyć co się akurat ma pod ręką. Więc robiłam już z różnymi rodzajami mąki, moim ulubionym dodatkiem jest niepalona kasza gryczana, oczywiscie zmielona na mąkę(sucha).Poza tym zawsze mamy w domu płatki owsiane, lub miks płatków typu żytnie,orkisz itd, wtedy tez je mielę i dodaję do ciasta bo z samej mąki robię rzadko. Jak nie macie w domu jajek, lub nie chcecie ich użyć - płatki owsiane pięknie scalają ciasto :) czasem używam mleka, ale najczęściej robie na samej wodzie. Obowiązkowo dodajemy szczyptę soli i kapkę oleju - bo ja nie smażę na oleju,tylko na suchej patelni. Podstawa to dobra patelnia do której nic nie przywiera. I tą patelnię musimy dobrze rozgrzać przed rozlaniem pierwszego naleśnika, a to czego na pewno nie wolno robić to odejść na dłuższą chwilę i przypalić naleśnika bo wtedy zaczną przywierać na bank;). Czasem zdarza mi sie dodać kapkę tłuszczu na brzegi patelni jak mam jakiś wyjątkowo nie-naleśnikowy dzień i wszystko przywiera. Czasem sie zdaża. A konsystencja ciasta?Robię zawsze na oko, jest taka jak gęsta śmietana, ale na tyle lejąca, ze po pochylonej patelni ładnie się leje. Najlepiej wiec zrobić pierwszego i jeśli wyjdzie za gruby to mamy zbyt gęste ciasto i trzeba dolać wody. No to tyle o naleśnikach. Bo dzisiejszy przepis będzie na racuchy;) jako że dzisiaj okazał sie być Pancake Day czyli dzień naleśnika w Anglii, ale już raczej "placuszka" w Ameryce, gdyż ich pancakes z reguły mają na składzie proszek do pieczenia. A że rano były naleśniki to wieczorem racuchy, zwłaszcza, że dużo jabłek w domu i jeszcze dwa nadgryzione przez dzieci banany...
Co będzie nam potrzebne?
50gram świeżych drożdży
500 gram mąki
szczypta soli
1 i pół szklanki mleka
3 łyżki cukru
1 jajko
3-4 jabłka, banan opcjonalnie
cukier puder do posypania racuszków
Na początek wsypujemy do miski mąkę, sól i robimy po środku dołek, do którego kruszymy drożdże,na to sypiemy cukier i zalewamy połową mleka. Odstawiamy miskę, przykrytą ściereczką, w ciepłe miejsce, aby zrobił się zaczyn (potrwa to ok 10-15 minut). Po tym czasie dodajemy jajko i resztę mleka, mieszamy całość drewnianą łyżką do połączenia składników i odstawiamy na co najmniej godzinę, aby ciasto wyrosło. W czasie oczekiwania obieramy jabłka i kroimy je na ćwiartki a następnie na plasterki. Gdy ciasto wyrośnie, wrzucamy jabłka i mieszamy wszystko razem. Odstawiamy na 15 minut. No i jak dotrwaliśmy to można nareszcie smażyć:) Ciasto się trochę lepi więc nabieram je dużą łyżką i drugą łyżką zrzucam na patelnię. Ugrzeczniam ciasto, aby leżało w miarę płasko. Po obruceniu racucha, dociskam go trochę z góry, aby sie rozplaszczył nieco. Smażę na średniej mocy, do złoto-brązowego koloru.
Smacznego!

zdjęcia potem,bo za chinyludowe nie mogę wkleić pisząc z tel...

piątek, 10 stycznia 2014

Estoński Kringel

Najpyszniejszy cynamonowy wieniec, w dodatku całkiem zjawiskowy!
Skoro już zasiadłam, zostawiając dziatwę na pastwę własnych, zgubnych w skutkach, pomysłów; to wrzucam kolejny cynamonowy przepis.
Z góry przepraszam, że dopiero teraz, bo piekę go od dawna...odrazu przeproszę też za częstotliwość wrzucania tu nowych przepisów...ale mój syn najmłodszy jest najbardziej absorbujący z całej trójki..hm...w trakcie pisania poprzedniego posta dobrał się do pudełka z narzędziami męża, wylał niedojedzone płatki z mlekiem na krzesło i na siebie, jak poszłam po nowe spodnie to zrobił jeszcze na owo krzesło siku (trwa proces anty-pielucha); obecnie biega więc ubrany tylko w naszyjnik z Pippi...don't even ask. Chata leży pod stertą drewnianych puzzli, okruchów wczorajszego jedzenia i dzisiejszego już też..ledwo opieram się więc aktom szaleńczego uprzątnięcia tej zawieruchy (wszystko, tylko nie wizyta-niespodzianka mojego taty!!!) i piszę! A jak skończę to chyba upiekę Kingel :D

składniki : (źódło- kuchnia pełna smakow)
120 ml ciepłego mleka
1 łyżeczka cukru lub miodu
1 żółtko
30 g masła
szczypta soli
15 g drożdży
300 g mąki
Nadzienie:
80 g masła
4/3 łyżki cukru
2 łyżeczki cynamonu
żółtko do posmarowania ciasta
 opcjonalnie - można dodać startą skórkę z pomarańczy

Dożdże, cukier i mleko łączymy i odstawiamy do wyrośnięcia, na 10 minut
Do zaczynu dodajemy żółtko i masło wcześniej roztopione, mieszamy;
mąkę przesiewamy do miski, dodajemy mieszaninę  i wyrabiamy ciasto. Ostawiamy do wyrośnięcia na godzinę, przykryte folią. Po godzinę uderzamy pięścią w ciasto, aby opadło i znów odstawiamy na godzinę.

W międzyczasie łączymy cukier i cynamon.

Gotowe ciasto wyrabiamy chwilę, następnie wałkujemy placek o grubości ok 1cm.
Smaujemy masłem i posypujemy cukrem cynamonowym (jeśli lubimy, posypujemy otartą skórką pomarańczową). Zwijamy w rulon dość ciasno. Następnie przekrajamy rulon wzdłuż, zostawiając tylko górę nie rozciętą- następnie zaplatamy dwie części tak jak warkocz, kierując widoczne nadzienie do góry i łączymy końce- aby powstał wieniec.

Przykryty kingel odstawiamy do wyrośnięcia na 40 minut.

Piekarnik nastawiamy na 200st, wierzch wieńca smarujemy żółtkiem i pieczemy 25minut.

cudowny na ciepło!





zawijki z cynamonem

Przepisem pokusiła skutecznie Delimamma, sprawiając, że 6 stycznia(czyli u nas w Polsce święto 3 króli) leciałam do sklepu jednego czynnego po brakujące składniki  ;)
No nic nie poradzę na to, że uwielbiam zjeść ciepłą drożdżówkę z cynamonem, popijając kawą, no kaman... ;) Poza tym jest to idealny pomysł na smakowitą kolację, zwłaszcza że u nas w domu raczej brak kupnych słodyczy, zamiast tego są właśnie wypieki z kontrolowaną ilością cukru lub suszone owoce. Tak więc z racji ograniczania tego cukru do minimum, jesteśmy przyzwyczajeni do mniej słodkich rzeczy, dlatego też prezentuję Wam wersję naszą. Żeby nie było- oryginalną wersję zrobiłam na 1 ogień, ale jednak była za słodka, do tego przyznam, ze mam po prostu od lat barierę przed lukrem...nawet pierniki na święta dekorujemy zwykle białą czekoladą, lub gorzką+migdały. Ale wiadomo, od czasu do czasu dobrze zaszaleć...więc nawet zrobiłam ten lukier za pierwszym razem;
no i było to wszystko jednak za słodkie, może też dlatego, że przywykłam do smaku estońskiego kringla (na który przepis miałam tu dać już dawno...help). Tak czy inaczej, zawijki są świetną propozycją dla małych - bo miękkie i delikatne, jak i dla dużych- bo kawa kocha cynamon, a jakże.
Do dzieła zatem, bo myślę, ze macie wszystkie składniki w domu :D

składniki: (moja wersja z okrojonym cukrem)
pół szklanki mleka
ćwierć szklanki cukru
szczypta soli
20g świeżych drożdży
pół łyżeczki cukru
pół łyżki mąki
pół szklanki ciepłej wody
jedno jajko wyciągnięte wcześniej z lodówki
3,5 szklanki mąki
2 łyżki stopionego masła

nadzienie:
1/4 szklanki stopionego masła
1/4 szklanki cukru trzcinowego
1 łyżeczka cynamonu

mleko z cukem i solą podgrzewamy, odstawiamy
drożdże kruszymy do miski, dodajemy cukier, mąkę i wodę; mieszamy i odstawiamy aż zrobi się zaczyn. Następnie dodajemy jajko i mieszamy. Wszystko łączymy z odstawionym wcześniej mlekiem.
Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy mieszaninę z drożdżami i wyrabiamy ciasto, pod koniec dodajemy masło i nadal wyrabiamy, aby ciasto było sprężyste i nie kleiło się już do rąk.
Ostawiamy na godzinę w ciepłe miejsce. Miskę przykrywamy szmatką.

Składniki na nadzienie- cukier i cynamon mieszamy w kubeczku. Masło roztapiamy.

Gotowe ciasto wałkujemy na prostokąt duży, smarujemy masłem i rozsypujemy równomiernie cukrem cynamonowym. Zwijamy ciasto w rulon, po dłuższym boku. Tniemy ostrym nożem na 4cm-kawałki. Układamy w blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, w 2cm-odstępach.
Zostawiamy na pół godziny do wyrośnięcia.

Piekarnik nastawiamy na 200st. Pieczemy bułeczki przez 20 minut.

jeśli macie ochotę na lukier, odsyłam do Delimammy :)

smacznego!






niedziela, 15 września 2013

pitu pitu ;)

skandal, google utrudniał mi ostatnio wejście na własnego blogera  }:(
ale dałam temu radę, więc z lekkim poślizgiem przedstawiam Wam przepis na pity, czyli okrągłe placki z pszennej mąki, które podczas pieczenia pęcznieją tworząc naturalną kieszonkę na farsz :) pochodzi prawdopodobnie ze starożytnej Syrii; kiedyś sławna na dworcu Wrocławskim..niemniej ja jej tam nigdy nie jadłam- w Opolu sławne były zawsze knysze (patrz "karmelek" i wypady na knysze w czasach internatu- gdy była jakaś obleśna kolacja większość mieszkańców tegoż można było spotkać kręcących się z knyszami po Krakowskiej :P ). No i pewnego wieczoru Brikomąż zagadał co by zrobić pitę, wyguglał co i jak, wręczył mi przepis i "rób". No...dobra...lubię różne wyzwania to czemu nie. Zrobiłam, kilka mi nie wyszło, ale nie ważne- przepadłam! Teraz pity robimy regularnie a ja już zdążyłam się dobrze wyćwiczyć w ich pieczeniu, call me the Master of Pita :D
zaczynamy czyli ZACZYN:
14 gram drożdży
2 szklanki mąki
2 szklanki zimnej wody

Bierzemy większą miskę, wodę z drożdżami mieszamy aż się troszkę rozpuszczą, dodajemy powoli mąki i mieszamy cały czas drewnianą łyżką. Miskę przykrywamy  folią spożywczą i lokujemy na minimum 12h w lodówce.

po tym czasie...
Wyciągamy zaczyn, dodajemy:
2 łyżki oliwy,
1,5 łyżeczki soli,
3 szklanki mąki

mąkę oczywiście stopniowo i mieszamy ciasto. Następnie porządnie je misimy.  Ja zwykle w misce to robię, bo mam fajną szeroką i płytką, ale można na blacie.

Formujemy kulę i zostawiamy w dużej misce aż podwoli obiętość, miskę przykrywamy ściereczką.

Gotowe ciasto trochę ugniatamy, dzielimy na 12 części; z każdej części formujemy kulkę (tu posypujemy bez bólu mąką ile nam potrzeba) i zostawiamy na 30 minut pod szmatką.

Następnie z każdą kulką postępujemy tak oto:
na oprószonym mąką blacie wałkujemy z kulki placuszek dość cienki, ale bez przesady. Nie robimy nic gwałtownie, tylko z wyczuciem, pita delikatną jest i lubi aby się tak  nią obchodzić.

Patelnię rozgrzewamy dość porządnie, ja mam płytę z numeracją do 9, ustawiam więc na 6.

Placuszek delikatnie przenosimy na rozgrzaną patelnię, obserwujemy po po kilku sekundach zaczną się pojawiać bąbelki powietrza pod ciastem, wtedy szybko ale delikatnie przewracamy placek (ja używam łopatki takiej) i też czekamy kilka sekund po czym znów obracamy- tym razem czekamy dłużej i obserwujemy jak placek powoli napełnia się powietrzem, po chwili odwracamy i wtedy on już powinien sie po kilku sekundach nadmuchać
wtedy po prostu podpiekamy go z obu stron i gotowe :) ściągamy z patelni na talerz, on tam sobie opadnie i po chwili możemy przeciąć go w połowie tworząc kieszonkę na dowolny farsz

my najczęściej robimy sos czosnkowy, wrzucamy do środka sałatę, pomidory, czerwoną cebulę, ogórka kiszonego, kukurydzę (to zwłaszcza dobry wabik na dzieci) i Brikomąż robi genialny sejtan, ale jak nie ma czasu to podsmażamy tofu z przyprawą do gyrosa :D
polecam bo ge-ni-al-na jest pita :)

przepis pochodzi STĄD

niedziela, 28 kwietnia 2013

orzechowe serca

Te bułeczki robiłam już wiele razy i zawsze znikają tak samo szybko, a do tego są urocze :D polecam fanom orzechów włoskich. 
Pierwszy raz zobaczyłam je na blogu Tsumko która po przepis posłała na znane Moje wypieki
obu paniom dziekuję za smaczną inspirację i przepis podaję dalej :

potrzebne składniki:
160ml mleka
2,5 łyżki cukru
pół łyżeczki soli
1 jajko
2,5 szklanki mąki pszennej
2 łyżki roztopionego masła
15 g drożdży

z cukru, mleka i drożdży robimy zaczyn; łączymy z pozostałymi składnikami i porządnie wyrabiamy ciasto aż przestanie się kleić do rąk i będzie sprężyste.
Zostawiamy do wyrośnięcia - ok godzinę

Przygotowujemy nadzienie, na które potrzebne będą:
200 gram  orzechów włoskich
100gram cukru
80ml śmietanki kremówki
1/ łyżeczki cynamonu

wszystkie składniki miksujemy

I teraz możemy robić bułeczki.
Dzielimy ciasto na 10 części.
Każdą część wałkujemy na placuszek, smarujemy go 1/10 nadzienia i postępujemy tak jak na zdjęciach:

następnie zwijamy nasz placuszek jak naleśnik i ten naleśnik składamy na pół:
 
teraz bierzemy ostry nóż i przecinamy ten naleśnik od góry do prawie końca


kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i rozkładamy przecięte boki, aby ostatecznie bułeczka wyglądała jak serce:
Zostawiamy do wyrośnięcia bułeczki, pod szmatką, rozłożone w dość dużych odległościach od siebie, bo rosną. Ja 5 umieszczam na mojej blaszce. Niech rosną tak ok 30-40 minut.

I możemy piec :D Smarujemy wierzch jajkiem roztrzepanym z łyżką mleka, aby były rumiane. Pieczemy w 180st przez 15-17minut.




mój najmłodszy bardzo zaciekawił się planem zdjęciowym ;)

zabrał się za pałaszowanie bułek, na dwie ręce, nie zważając na moje plany ;)
 

piątek, 5 kwietnia 2013

Dannish pastry czyli duńskie ciasto drożdżowe

 

Odkąd zrobiłam je pierwszy raz stało się moja miłością wśród ciast :) Mimo iż istnieje "prostszy" sposób jego przyrządzania (zgodnie z ta metoda masło miksujemy z częścią składników) to ja, po wypróbowaniu obu, wybieram tę tradycyjna metodę, która tu opiszę. Po prostszą możecie się wybrać do Nigelli Lawson.
Przepis z którego ja korzystam pochodzi z ksiazki świetnego piekarza Paula Hollywood'a "How to bake".

Co będzie potrzebne?
500g maki pszennej
10g soli
80g cukru
20dkg drozdzy
2 jajka
90ml zimnej wody
125ml mleka
250g zimnego masła

Najpierw przygotowujemy zaczyn z drożdży, części mleka i 2 szczypt cukru. W dużej misce łączymy mąkę z solą i resztą cukru. Gdy zaczyn będzie już gotowy dodajemy go do mąki (tylko nie lejcie tam gdzie jest nasypana bezpośrednio sól), dodajemy też resztę składników (poza masłem) i wyrabiamy porządnie ciasto.
Odstawiamy do lodówki na godzinę.

Na 10 minut przed wyciągnięciem ciasta wyciągamy masło, aby nie było tak całkiem zmrożone.

Ciasto wykładamy na opruszony mąką blat, wałkujemy długi prostokąt o bokach 50cm na 20 cm.
 
Następnie między dwoma płatami papieru do pieczenia kładziemy masło i ubijamy je wałkiem, tak aby powstał prostokąt o bokach 19cm na 33cm.
 
Gotowe masło przekładamy na górną partię ciasta, po czym zawijamy ciasto jak list- 1/3 ciasta z dołu składamy do środka, na 1/2 część z masłem
 
 a na to zakładamy górną część z pozostałym masłem.
 Takie coś nazywa się pojedynczym złożeniem. Tak przygotowane ciasto owijamy folią spożywczą i wkładamy na godzinę do lodówki.
Po godzinie wyciagamy ciasto, kładziemy na blacie tak aby dłuzszy bok był po lewej i prawej i wałkujemy znów na prostokat 50cm na 20cm. Składamy ponownie jak poprzednio i chowamy na kolejna godzine do lodowki.
Powtarzamy wszystko jeszcze jeden raz.
Po tych zabiegach na powierzchni ciasta wytworzy się marmurkowy wzorek:

Gotowe ciasto znów owijamy folia i wkładamy na minimum 8h lub na cała noc do lodówki.

rano można piec :D
Danisze pieczemy przez 25 minut w 200st; po wykonaniu bułeczek zostawiamy je na ok 2h aby wyrosły, smarujemy z wierzchu jajkiem

Ja najbardziej lubię croissanty, ale w każdej wersji to ciasto jest cudowne.
Robiliśmy na słodko (czekolada, krem pattisier, dżem) lub na słono (pieczarki z cebulą np.)





 creme pattisier z książki "How to bake"



100 gram cukru
4 żółtka
40 gram mąki kukurydzianej
500ml mleka
40 gram masła
laska wanilii/kilka kropel ekstraktu waniliowego

cukier, żółtka, mąkę kukurydzianą wymieszać trzepaczką
mleko zagotować, dodać  na początku nasionka wanilii
1/4 mleka dodać do mieszaniny i dobrze połączyć
dodać do mleka w rondelku i zagotować mieszając, gotować na małym ogniu i mieszać aż zgęstnieje..
Zdjąć z ognia, dodać masło i wymieszać
Przepuścić przez sitko do miseczki, przykryć folią spożywczą wierzch, aby nie wytworzyła się skórka (jak w budyniu) i schłodzić w lodówce.