Rok temu namiętnie piekłam keks dyniowy, który był ciastem jesieni 2013; w tym roku wciąż wracam do zupy dyniowej. Robię coraz to inaczej, ale zawsze z dyni hokkaido. Obsesyjnie ją wykupywałam, kiedy skończyły się zapasy z naszego własnego ogrodu. 8 sztuk leży w kuchni na podłodze, a drugie tyle siedzi już w zamrażalniku jako puree. Kolor pomarańczowy to mój ulubiony energetycznie kolor. Otaczam się nim od lat instynktownie, i jem go ;)
A dzisiejsza wersja zupy dyniowej idealnie pasuje do aury za oknem, czas się ogrzewać i wzmacniać.
Potrzebne składniki:
- 1 dynia hokkaido
-2 ząbki czosnku
-pół zielonego chilli (jeśli nie przepadacie tak bardzo za ostrym to można pominąć, ewentualnie wyciągnąć pestki)
-gruby plasterek imbiru
-duża szczypta wędzonej papryki (można pominąć)
-filiżanka wody
-puszka mleka kokosowego
-olej do smażenia
-sól i pieprz do smaku
-natka pietruszki do podania
Dynię kroimy na pół i wkładamy do piekarnika rozgrzanego na 180st, pieczemy przez 40 minut. Wyciągamy, studzimy, wyciągamy pestki i kroimy w kostkę (skórkę można zostawić).
W rondelku grzejemy olej na dnie, imbir i czosnek kroimy w kosteczkę, chilli w plasterki - wrzucamy to na olej, dodajemy wędzoną paprykę. Mieszamy przez minutę, dorzucamy dynię. Mieszamy wszystko i po chwili zalewamy mlekiem kokosowym, dodajemy wodę oraz doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy na mniejszym ogniu przez ok 10-15 minut. Następnie miksujemy na krem. Podajemy z natką pietruszki.
konsystencja idealnie kremowa, smaki ostre mieszają się ze słodyczą dyni i mleka kokosowego - pyycha przekąska na zimny wieczór, lub kiedy katar nas próbuje dopaść.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 października 2014
poniedziałek, 28 lipca 2014
żółte sabdżi
Sabdżi to typowe danie kuchni indyjskiej, są to warzywa duszone z przyprawami, idealne do ryżu lub papadamów (indyjskiego pieczywa). W zasadzie można robić z czego się chce, co się najbardziej lubi, lub co akurat pod reką. Szybkie do zrobienia i idealne, kiedy chcemy zasmakować Indii.
Aktualnie przebywam w domu moich rodziców, więc dużo tu improwizuję, aby było szybko i z tego co jest. O powstaniu dzisiejszego dania zaważyły dwa składniki - dynia haloween, którą tato przyniósł rano oraz mieszanka przypraw, którą ktoś podarował mojej mamie. Zaglądnęłam do lodówki i dobrałam z tego co było. Wyszło pysznie i lekko, więc zachęcam do eksperymentowania :)
składniki:
-1 cebula
-2 marchewki
-20 dkg żółtej fasolki szparagowej
-pół redniej dyni haloween
-3 średnie pomidory, bez skórki
-puszka pomidorów
-sos sojowy
-pół puszki mleczka kokosowego
-opcjonalnie papryczka chilli, drobno skrojona
-masala przypraw - chilli, curry, kolendra, kurkuma, kumin, imbir
-olej
Na olej wrzucamy przyprawy oraz chilli, jeśli chcemy aby sabdżi było ostre. Cebulkę kroimy w kosteczkę lub w piórka, dorzucamy na patelnię i szklimy. Dodajemy po kolei, marchewkę pokrojoną w talarki, fasolkę szparagową; po chwili dodajemy dynię- obraną ze skórki i pozbawiona nasion, pokrojoną w kostkę grubszą. Na koniec dodajemy pokrojone w ćwiartki pomidory oraz pomidory z puszki. Mieszamy i dusimy pod przykryciem. Kiedy warzywa będą miękkie, dodajemy ok 1/2 puszki mleka kokosowego(można dać więcej lub mniej, jak kto lubi), chwile dusimy razem. Na koniec doprawiamy sosem sojowym do smaku.
my zjedliśmy z ryżem i natką pietruszki.
wybaczcie nieprzewidywalną częstotliwość pojawiania się przepisów, niestety z czasem jest trochę ciężko..ale ostatecznie uznałam, że może nie będę tu umieszczać artystycznych zdjęć mojego jedzenia, jako że rodzina nie zwykła czekać z jedzeniem aż wykonam fotografie ;) zatem zdjęcia będą przeróżne, prawdopodobnie będą raczej na szybko robione, przed pałaszowaniem, ale może przynajmniej uda mi się więcej rzeczy wrzucać :)
Aktualnie przebywam w domu moich rodziców, więc dużo tu improwizuję, aby było szybko i z tego co jest. O powstaniu dzisiejszego dania zaważyły dwa składniki - dynia haloween, którą tato przyniósł rano oraz mieszanka przypraw, którą ktoś podarował mojej mamie. Zaglądnęłam do lodówki i dobrałam z tego co było. Wyszło pysznie i lekko, więc zachęcam do eksperymentowania :)
składniki:
-1 cebula
-2 marchewki
-20 dkg żółtej fasolki szparagowej
-pół redniej dyni haloween
-3 średnie pomidory, bez skórki
-puszka pomidorów
-sos sojowy
-pół puszki mleczka kokosowego
-opcjonalnie papryczka chilli, drobno skrojona
-masala przypraw - chilli, curry, kolendra, kurkuma, kumin, imbir
-olej
Na olej wrzucamy przyprawy oraz chilli, jeśli chcemy aby sabdżi było ostre. Cebulkę kroimy w kosteczkę lub w piórka, dorzucamy na patelnię i szklimy. Dodajemy po kolei, marchewkę pokrojoną w talarki, fasolkę szparagową; po chwili dodajemy dynię- obraną ze skórki i pozbawiona nasion, pokrojoną w kostkę grubszą. Na koniec dodajemy pokrojone w ćwiartki pomidory oraz pomidory z puszki. Mieszamy i dusimy pod przykryciem. Kiedy warzywa będą miękkie, dodajemy ok 1/2 puszki mleka kokosowego(można dać więcej lub mniej, jak kto lubi), chwile dusimy razem. Na koniec doprawiamy sosem sojowym do smaku.
my zjedliśmy z ryżem i natką pietruszki.
wybaczcie nieprzewidywalną częstotliwość pojawiania się przepisów, niestety z czasem jest trochę ciężko..ale ostatecznie uznałam, że może nie będę tu umieszczać artystycznych zdjęć mojego jedzenia, jako że rodzina nie zwykła czekać z jedzeniem aż wykonam fotografie ;) zatem zdjęcia będą przeróżne, prawdopodobnie będą raczej na szybko robione, przed pałaszowaniem, ale może przynajmniej uda mi się więcej rzeczy wrzucać :)
wtorek, 11 lutego 2014
brownie z dynią
ale chyba popłynęłam, bo miało być o brownie z dyni ;) przepis jest stąd
Składniki na brownie:
200g gorzkiej czekolady
220g masła
3 jajka
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
130 g mąki
szczypta soli
czekoladę rozpuszczamy na parze, dodajemy masło i mieszamy. Jajka ubić z cukrami na białą masę, powoli dodawać przestudzoną czekoladę, mieszając na małych obrotach. Dodać mąkę i delikatnie wymieszać składniki. Cisto wylać na formę, u mnie to jest taka kwadratowa. Na górę wykładamy puree dyni:
300 gram dyni obranej ze skóry, pieczemy przez ok 40 minut w 180st
następnie miksujemy na puree, dodając 4 łyżeczki cukru i łyżkę soku z cytryny
opcjonalnie- orzechy do posypania na wierzchu. Ja dodałam laskowych, ale ostatecznie myślę, ze lepiej by to współgrało z nerkowcami
pieczemy w 180st przez 30 minut
Ciasto wygląda bajecznie, hm..może dlatego, że uwielbiam kolor pomarańczowy i puree z dyni cudownie wygląda w połączeniu z mocno czekoladowym brownie. Polecam!
niedziela, 12 stycznia 2014
Ratatuille czyli rzecz o wpływie bajek na życie jednego chłopca
Z Ratatujem było tak: mój starszy syn Lew od najmłodszych dni towarzyszył mi przy gotowaniu i od początku wykazywał chęć pomocy. Gdzieś po drodze zdradzał też fascynację szczurami, której pierwsza odsłona przypadła na wizytę w Ikei, Lew miał wtedy niecałe 2 lata i wybrał sobie 2 szczury-pluszaki; na pytanie Briko-męża czy chce białego czy czarnego odpowiedział oba i koniec. Od tamtej pory niemal każdy dzień zaczynał się od namalowania na twarzy młodego szczurzego pyszczka :) Skończyło się na uszyciu przeze mnie szczurzych uszu i ogona.
pewnego dnia moja siostra spytała czy znamy bajkę Ratatuj, bo nie dość że o szczurze to jeszcze gotującym! Szybko zatem poznaliśmy a jeszcze szybciej Remi podbił serce Lwa i tak oto nabył On swoje pierwsze alter ego ;)
Co prawda ostatnio szczurzy flow stoi nieco w cieniu Angry Birds, ale mimo wszystko Remi wciąż zajmuje specjalne miejsce w sercu mojego syna, gdyż kilka dni temu zażyczył sobie abym ugotowała ratatuille i oczywiście koniecznie chciał wszystko robić sam ;)
Tak znalazłam przepis na blogu innego fana gotującego szczura, a właściwie fanki - Deb ze Smitten Kitchen. Tak samo jak Lew, zapragnęła odtworzyć przepis, wg którego na końcu filmu Remi gotuje tytułowe danie i dlatego też wybrałam właśnie ten przepis - Lew oczekiwał dokładnie tego samego dania co na kreskówce ;) Niestety nie byłam w stanie spełnić tego w 100% bo nie znalazłam warzyw o tej samej mniej więcej średnicy i brak u nas o tej porze żółtej cukinii, że o dyni piżmowej nie wspomnę. Dysponując zatem tylko bakłażanem, czerwoną papryką i niewielką cukinią porwaliśmy się na potrawę z bajki;)
A układaniem plasterków w brytfance zajął się już nasz domowy Remi, wiadomo:
to teraz czas na przepis:
- 1 bakłażan większy albo lepiej 2 małe
- jedna mała cukinia
- jedna czerwona papryka, najlepiej podłużna bardziej niż pękata
- jedna żółta papryka/ lub cukinia/ lub piżmowa dyńka
(najlepiej aby wszystkie warzywa miały zbliżoną średnicę)
-1/2 cebuli w kostkę
-2 zmiażdżone ząbki czosnku
- 1 filiżanka zmiksowanych na sos pomidorów
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- świeży tymianek (może być suszony)
- pieprz i sól
Posiekaną cebulkę i czosnek mieszamy z pomidorowym sosem, dodajemy oliwę oraz pieprz i sól wg uznania. Wlewamy wszystko na dno naczynia żaroodpornego. Na tym układamy pocięte na cienkie plasterki warzywa, tak aby było widać różnokolorowe brzegi.
Wierzch skrapiamy oliwą i doprawiamy tymiankiem, solą oraz pieprzem. Następnie przykrywamy potrawę przyciętym, odpowiednio do kształtu garnka, papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzewamy do 190st i pieczemy całość przez ok 45 minut.
Zajadać można ze świeżym pieczywem typu bagietka, lub kuskusem; my zjedliśmy z kaszą jęczmienną.
pewnego dnia moja siostra spytała czy znamy bajkę Ratatuj, bo nie dość że o szczurze to jeszcze gotującym! Szybko zatem poznaliśmy a jeszcze szybciej Remi podbił serce Lwa i tak oto nabył On swoje pierwsze alter ego ;)
Co prawda ostatnio szczurzy flow stoi nieco w cieniu Angry Birds, ale mimo wszystko Remi wciąż zajmuje specjalne miejsce w sercu mojego syna, gdyż kilka dni temu zażyczył sobie abym ugotowała ratatuille i oczywiście koniecznie chciał wszystko robić sam ;)
Tak znalazłam przepis na blogu innego fana gotującego szczura, a właściwie fanki - Deb ze Smitten Kitchen. Tak samo jak Lew, zapragnęła odtworzyć przepis, wg którego na końcu filmu Remi gotuje tytułowe danie i dlatego też wybrałam właśnie ten przepis - Lew oczekiwał dokładnie tego samego dania co na kreskówce ;) Niestety nie byłam w stanie spełnić tego w 100% bo nie znalazłam warzyw o tej samej mniej więcej średnicy i brak u nas o tej porze żółtej cukinii, że o dyni piżmowej nie wspomnę. Dysponując zatem tylko bakłażanem, czerwoną papryką i niewielką cukinią porwaliśmy się na potrawę z bajki;)
Część pierwszą, czyli krojenie obstawiłam ja i Dobromir, czyli syn młodszy.
A układaniem plasterków w brytfance zajął się już nasz domowy Remi, wiadomo:
to teraz czas na przepis:
- 1 bakłażan większy albo lepiej 2 małe
- jedna mała cukinia
- jedna czerwona papryka, najlepiej podłużna bardziej niż pękata
- jedna żółta papryka/ lub cukinia/ lub piżmowa dyńka
(najlepiej aby wszystkie warzywa miały zbliżoną średnicę)
-1/2 cebuli w kostkę
-2 zmiażdżone ząbki czosnku
- 1 filiżanka zmiksowanych na sos pomidorów
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- świeży tymianek (może być suszony)
- pieprz i sól
Posiekaną cebulkę i czosnek mieszamy z pomidorowym sosem, dodajemy oliwę oraz pieprz i sól wg uznania. Wlewamy wszystko na dno naczynia żaroodpornego. Na tym układamy pocięte na cienkie plasterki warzywa, tak aby było widać różnokolorowe brzegi.
Wierzch skrapiamy oliwą i doprawiamy tymiankiem, solą oraz pieprzem. Następnie przykrywamy potrawę przyciętym, odpowiednio do kształtu garnka, papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzewamy do 190st i pieczemy całość przez ok 45 minut.
Zajadać można ze świeżym pieczywem typu bagietka, lub kuskusem; my zjedliśmy z kaszą jęczmienną.
Polecam - potrawa jest bardzo prosta a przy tym naprawdę smaczna :)
środa, 18 grudnia 2013
gulasz z dyni hokkaido wg 5 przemian
Był hitem mojego stoiska na jesiennej Żarłostacji, aromatyczny, rozgrzewający i pomarańczowy!
Wiem, że już dawno miałam wstawić ten przepis...i wiem, że kiepsko o dynie teraz...
nie wiem czy mogę cośkolwiek napisać na swoją obronę..
my mamy swoje dynie i zawsze przechowujemy je do głębokiej zimy..mąż przywiózł z ogrodu i najstarsza latorośl wykrzyknęła, że musi być gulasz. Więc ugotowałam, i stwierdziłam, że tym razem muszę Go wklepać na blogu. A korzystając z tego, że nie jestem dziś zbyt mobilna z powodu choroby- trzeba działać, aby nie zadręczać sie myślami złymi i lękiem przed ewentualną hospitalizacją (zwłaszcza, że święta za pasem i za nic w świecie nie chcę ich spędzać w szpitalu :( potrzymajcie za mnie kciuki)...
jestem trochę zgnębiona dzisiaj :( gulasz był miłym ociepleniem, dodatkowo w moim ulubionym kolorze. Słucham właśnie soundtracku z filmu "500 days of Summer" lubianym przeze mnie barrrrdzo Josephem G-J. I staram się dotrwać do jutrzejszej wizyty u lekarza. I myśli zajmuję pisaniem tu i teraz.
Jeśli gdzieś udało Wam się schować choć jedną dynię hokkaido- to jest idealny przepis na tą mroźna pogodę; gulasz wg 5 przemian porządnie rozgrzeje Was od środka i poprawi humor.
co potrzebujemy?
1 dynię hokkaido, wielkości piłki siatkowej powiedzmy
olej
pieprz
łyżka curry
kolędrę
1/ łyżeczki soli
sos sojowy
filiżankę zimnej wody
łyżkę estragonu
2 łyżeczki kurkumy
łyżka masła
jogurt
(ostatnie pozycje nie są konieczne, jeśli z nich zrezygnujemy mamy przepis full vegan)
Dynię kroimy w grubą kostkę (hokkaido nie trzeba obierać ze skórki :) )
wrzucamy na olej, dodajemy po kolei: pieprz (wg uznania), curry, garść kolendry (w kulkach najlepiej), sól, sos sojowy (wg uznania), zalewamy wodą. Dodajemy łyżkę estragonu oraz łyżeczkę kurkumy i mieszamy. Dusimy wszystko na średnim ogniu, aż dynia zmięknie. Na konie dodajemy masło znów trochę pieprzu sos sojowy, łyżeczkę kurkumy, Mieszamy.
Na talerzu dodajemy jogurt na górę. Można jeść z ryżem, kaszą lub z chlebem.
smacznego!
Wiem, że już dawno miałam wstawić ten przepis...i wiem, że kiepsko o dynie teraz...
nie wiem czy mogę cośkolwiek napisać na swoją obronę..
my mamy swoje dynie i zawsze przechowujemy je do głębokiej zimy..mąż przywiózł z ogrodu i najstarsza latorośl wykrzyknęła, że musi być gulasz. Więc ugotowałam, i stwierdziłam, że tym razem muszę Go wklepać na blogu. A korzystając z tego, że nie jestem dziś zbyt mobilna z powodu choroby- trzeba działać, aby nie zadręczać sie myślami złymi i lękiem przed ewentualną hospitalizacją (zwłaszcza, że święta za pasem i za nic w świecie nie chcę ich spędzać w szpitalu :( potrzymajcie za mnie kciuki)...
jestem trochę zgnębiona dzisiaj :( gulasz był miłym ociepleniem, dodatkowo w moim ulubionym kolorze. Słucham właśnie soundtracku z filmu "500 days of Summer" lubianym przeze mnie barrrrdzo Josephem G-J. I staram się dotrwać do jutrzejszej wizyty u lekarza. I myśli zajmuję pisaniem tu i teraz.
Jeśli gdzieś udało Wam się schować choć jedną dynię hokkaido- to jest idealny przepis na tą mroźna pogodę; gulasz wg 5 przemian porządnie rozgrzeje Was od środka i poprawi humor.
co potrzebujemy?
1 dynię hokkaido, wielkości piłki siatkowej powiedzmy
olej
pieprz
łyżka curry
kolędrę
1/ łyżeczki soli
sos sojowy
filiżankę zimnej wody
łyżkę estragonu
2 łyżeczki kurkumy
łyżka masła
jogurt
(ostatnie pozycje nie są konieczne, jeśli z nich zrezygnujemy mamy przepis full vegan)
Dynię kroimy w grubą kostkę (hokkaido nie trzeba obierać ze skórki :) )
wrzucamy na olej, dodajemy po kolei: pieprz (wg uznania), curry, garść kolendry (w kulkach najlepiej), sól, sos sojowy (wg uznania), zalewamy wodą. Dodajemy łyżkę estragonu oraz łyżeczkę kurkumy i mieszamy. Dusimy wszystko na średnim ogniu, aż dynia zmięknie. Na konie dodajemy masło znów trochę pieprzu sos sojowy, łyżeczkę kurkumy, Mieszamy.
Na talerzu dodajemy jogurt na górę. Można jeść z ryżem, kaszą lub z chlebem.
smacznego!
na koniec oś do posłuchania, co właśnie wypełnia mi głowę
poniedziałek, 4 listopada 2013
szybka piłka- topinambur z marchewką i dynią
mega prosty przepis, dużo wartości odżywczych, idealny do obiadu lub na kolację
5 bulw topinamburu
4 marchewki
mała dynia (ja użyłam piżmowej)
masło do duszenia
sól i pieprz
Topinambur myjemy, usuwamy wąsy, ale nie obieramy ze skórki-bo jest w niej wiele cennych składników;
Marchew obieramy;
Dynię obieramy, usuwamy gniazda nasienne;
wszystko kroimy w kostkę
na maśle dusimy warzywa aż zmiękną, doprawiamy solą i pieprzem
i tyle :)
jest przepyszne!
5 bulw topinamburu
4 marchewki
mała dynia (ja użyłam piżmowej)
masło do duszenia
sól i pieprz
Topinambur myjemy, usuwamy wąsy, ale nie obieramy ze skórki-bo jest w niej wiele cennych składników;
Marchew obieramy;
Dynię obieramy, usuwamy gniazda nasienne;
wszystko kroimy w kostkę
na maśle dusimy warzywa aż zmiękną, doprawiamy solą i pieprzem
i tyle :)
jest przepyszne!
poniedziałek, 28 października 2013
ciasto mojej jesieni - keks dyniowy
W tym roku jesień jest cudowna, a przynajmniej mijający właśnie październik. Czuję się kompletnie rozpieszczona ciepłym słońcem i wiatrem. Do tego wszędzie masa kolorowych liści, kasztany, ciepłe barwy - wszystko to sprawia, że ma się ochotę chodzić na niekończące się spacery :) Jesień to jest moja ulubiona pora roku, już od dawna najlepiej czuje się właśnie w takim ciepłym a nie gorącym, jak latem, Słońcu. Nie zawsze mam ochotę na wakacyjny ekshibicjonizm, wolę swetry i kolorowe czapki. Lubie dojrzałe owoce i pierwszy topinambur z naszego ogrodu.
I pomarańczowe DYNIE. Uwielbiam odmianę hokkaido i nie starcza mi żadna ilość ;) dlatego mimo iż mamy własne, to jak widzę gdzieś ładne to dokupuję. One w chłodnym ładnie się przechowują i czasem w lutym jemy dyniowy gulasz.
Ale ostatnie tygodnie należą zdecydowanie do keksu dyniowego z czekoladą
Zjadłam kilka muffinek upieczonych z tego przepisu przez Amelkę i stwierdziłam, ze to jest smak którego mi trzeba. Więc upiekłam już chyba z 10 tych keksów ostatnio i wciąż nam mało; przepis jest na jedną foremkę, ale ja piekę zawsze 2 ;)
składniki znam już na pamięć:
250g puree z upieczonej dyni*
125g masła
1 łyżka golden syropu/ miodu/ można też pominąć
100g cukru
1 jajko
180g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/ łyżeczki sody oczyszczonej
100g pokrojonej czekolady mlecznej (ja często daję jednak gorzką)
piekarnik nagrzewamy do 180st.
Dynię miksujemy z masłem, golden syropem, jajkiem i cukrem.
W misce mieszamy mąkę z sodą i proszkiem do pieczenia, dodajemy dyniowy mix oraz czekoladę, wszystko mieszamy łyżką.
przekładamy do wysmarowanej masłem foremki na keks i pieczemy ok 50 minut. Skórka nieco ściemnieje, w środku ciasto będzie zachęcająco pomarańczowe.
koniecznie spróbujcie, póki jeszcze można kupić dynię
*dynię kroimy na pół, wyciągamy nasiona układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy w 180st przez 40 minut. W przypadku odmiany hokkaido nie trzeba odcinać skórki.
wtorek, 10 września 2013
Zupa dyniowo-cukiniowa
jej, na blogu truskawki z czerwca a tu już się jesień zaczyna i sezon na dynie!!
przepraszam niniejszym za mą nieobecność, głównie spowodowaną wyjazdami pod namiot-przeważnie, zatem domyślacie się, że dostępu do sieci nie było, ani nawet laptopa; aczkolwiek zabraliśmy ze sobą nasz ekspres do kawy, a co :D
ale jestem, jestem. Pichcę cały czas, zwłaszcza ostatnie 2 tygodnie, jak już wreszcie osiedliśmy w naszym domu powakacyjnie i nawet odgruzowaliśmy go nieco; praktycznie cały ekhem..wolny czas (jasne, mama trójki dzieci miewa czas wolny tak zwany...) spędzam przy garach, bo sezon w pełni. Brikomąż-ogrodnik zwozi na chatę tonami śliwki, gruszki, jabłka, jarmuże, ostatnie marchewki, pomidory i cukinie oraz nareszcie dynie!!! Obecnie uprawia naszą ulubioną odmianę czyli hokkaido i tego się chwilowo trzymamy :)
przepis na zupę to moja wariacja na temat zupy cukiniowej, przepisu znalezionego na forum wegedzieciak. Jest przepyszna i mogę zjeść nawet 3 talerze naraz, mniam!
składniki:
-1 mała dynia hokkaido
-1 średnia cukinia
- duża cebula
-2 ząbki czosnku
-1 litr bulionu warzywnego (ja poprostu gotuję warzywa zupowe)
-przyprawy: sól, pieprz, papryka czerwona, curry, gałka muszkatałowa, cząber, tymianek
-sos sojowy
-olej do duszenia warzyw
-chleb najlepiej czerstwy, pokrojony w kostkę; polewamy oliwą z wierzchu, mieszamy i w piekarniku na termoobiegu (180st) przerabiamy na grzanki, mieszając od czasu do czasu
Dynię kroimy w kostkę ze skórką (taka wygodna odmiana), wcześniej usunąwszy gniazda pestkowe;
cukinię obieramy i również kroimy w kostkę;
cebulkę siekamy na drobno
2 ząbki czosnku też kroimy w drobną kostkę
wszystko to razem dusimy na patelni, aż się szeszklą i zmiękną
następnie wrzucamy do bulionu, doprawiamy i gotujemy jeszcze 20 minut
na koniec miksujemy wszystko i podajemy z grzankami; jak kto woli można dodać kleksa ze śmietany bądź jogurtu, ale ja wolę bez.
zdjęcia będą...ale padł nam główny komp a tu nadaję z laptopa-ledwo-alive i jeszcze na linuxie, więc chwilowo ze względu na późną porę, pozwolę sobie na ten luksus lenistwa i nie wgram tych fot cożem uczyniła. (edit-zdjęcia jak widać już są :) )
idę robić pity na które przepis jutro, bo już dawno miał być..ale przynajmniej dopracowałam do perfekcji technikę :D yay!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

