Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na słodko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

ciasto musli

 

Rewelacyjne ciasto, które można zajadać w ramach drugiego lub nawet pierwszego śniadania :) Robi się szybko, przepis pochodzi z książki o wymownym tytule "Bake me a cake as fast as you can" Mirandy Gose Browne - finalistki pierwszej edycji the Great British Bake Off. Miranda jest też autorką książki o wypieku ciastek, i specjalistką w dziedzinie wypieków rodzinnych. A zatem chętnie przeglądam Jej przepisy :) Bardzo lubię też ciasta, które nie wymagają jakiś szczególnych składników, tylko takie które i tak zwykle w kuchni są - wtedy, kiedy tylko najdzie nas ochota możemy upiec ciasto bez biegania po sklepach :D

czego potrzebujemy?
175 gram musli
150 ml mleka
175 gram mąki pszennej
łyżeczka proszku do pieczenia
150 gram cukru, najlepiej trzcinowego
175 gram masła pokrojonego w kostkę
3 duże jajka

Musli zalewamy mlekiem i odstawiamy.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, cukrem i rozcieramy z masłem. Następnie dodajemy rozbełtane jajka i musli z mlekiem. Wszystko mieszamy do połączenia składników, za pomocą drewnianej łyżki.
Wlewamy ciasto na mniejszą tortownicę ( u mnie o średnicy 23cm), pieczemy w 180st przez 45 minut. Z wierzchu można posypać cukrem - wtedy na górze tworzy się z niego delikatna skorupka :)

Ciasto idealnie nadaje się też do szkoły, nie rozpada się, jest miękkie, nie brudzące i na pewno będzie ciekawą odmianą w śniadaniówce :D

smacznego!



kokosowy ryż basmati z dżemem truskawkowym

 

Deser ten powstał ostatnio w ramach słodkiej kolacji. Pyszny na ciepło, ale na zimno może nawet lepszy? Spróbujcie sami. Zrobienie go jest banalnie proste bo robi się samo ;)

potrzebujemy:
puszka mleka kokosowego
pół kubka ryżu basmati
dwie garście truskawek
trochę cukru
laska wanilii (opcjonalnie)

Ryż zalewamy mlekiem i gotujemy na małym ogniu aż zmięknie - będzie to trwało dłużej niż na wodzie ale efekt smakowy jest tego warty ;) W razie potrzeby można dodać trochę wody.


Truskawki myjemy, pozbawiamy szypułek i zasypujemy cukrem w rondelku. Gotujemy aż truskawki się rozpadną i dżem nieco zgęstnieje. Opcjonalnie można wrzucić do gotującego się dżemu laskę wanilii - wtedy przekrawamy ją na pół i wydobywamy nasiona - wszystko wrzucamy do truskawek.

Gotowy ryż przekładamy do miseczek i nakładamy nań dżem. Można dorzucić listki mięty - u nas mięta czekoladowa.
Można też schłodzić i zajadać na zimno. Mniam.



środa, 8 lipca 2015

czekoladowe ciasto z cukinii

 

Najbardziej ze słodyczy, zaraz po czekoladzie, uwielbiam warzywne ciasta. Mają idealną konsystencję, trochę ciężkie, ale zarazem bardzo wilgotne przez warzywa w składzie. Dyniowy keks już znacie, sa też na blogu babeczki z dodatkiem buraka; niedawno robiłam brownie z burakami, które też niebawem znajdzie się na blogu. Dziś wrzucam przepis na ciasto z cukinią - jednym z moich ukochanych warzyw, na które właśnie jest sezon. Wrzucamy ją do zupy, miksujemy na krem, zajadamy w plackach ziemniaczanych, robimy z bułą tartą w formie kotlecików, lub na parze, albo w tarcie, no i jeszcze w czekoladowym cieście :) Absolutny hit lata, nie za słodkie, idealne i zadowoli każdego czekoholika, bo nie dość, że naładowane kakao to jeszcze w środku można umieścić kawałki ulubionej czekolady. A krem do środka? oczywiście, że czekoladowy! Oryginalnie przepis ten znalazłam w Zwierciadle, ale tam ciasto przekładało się musem z białej czekolady - dla nas jednak zbyt słodkim. Dlatego w mojej wersji krem jest z mascarpone i gorzkiej czekolady - całość wychodzi perfekto :) Właśnie wyciągnęłam z piekarnika, dziś jest z cukinią która wyrosła już w naszym ogrodzie :)

składniki na ciasto:
- 250 gram mąki pszennej
- 180 gram cukru
- 50 gram kakao
- 2 jajka
- 100ml oleju
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody
- 400 gram cukinii
- 100 ram czekolady, posiekanej na małe kawałki ( u mnie biała, mleczna, gorzka i karmelowa )

składniki na krem:
- 450 gram mascarpone
- 100 gram gorzkiej czekolady

Piekarnik nastawiamy na 180st.
Suche składniki, za wyjątkiem cukru, mieszamy w misce; cukier, jaja oraz olej miksujemy; cukinię obieramy i ścieramy na tarce o małych oczkach. Do suchych składników dodajemy mokre, do tego cukinia i kawałki czekolady - wszystko mieszamy.
Ja piekę w tortownicy o średnicy 23cm, pieczemy przez ok 45minut do suchego patyczka.

Kiedy ciasto się piecze, możemy przygotować krem - czekoladę rozpuszczamy na parze; następnie miksujemy z kremem mascarpone. Gotowe :)

Chłodne ciasto przekładamy kremem - ja przekrawam je na 3 blaty. Jeśli chcecie posmarować też ciasto z wierzchu, zróbcie podwójną porcję kremu. Smacznego!




na koniec trochę muzyki, ostatnio mój ulubiony rytm Balakulandian
polecam puścić sobie na czas wykonywania ciasta, zobaczycie że wyjdzie pysznie!


środa, 7 stycznia 2015

blok czekoladowy

 

Dzisiaj smak mojego dzieciństwa. Jestem dzieckiem lat '80; kiedy to lizało się kostki cukru kiedy naszła ochota na słodkie. W sklepach nie było wtedy za wiele do kupienia, a już napewno nic z rzeczy, które chciało by zjeść dziecko. Tak więc trzeba było kombinować samemu. Do dziś pamiętam jak robiłyśmy z siostrą domowe krówki w brązowym, emaliowanym garnuszku. Nie raz nam się spaliły a mimo to desperacko próbowałam je zjeść. Innym przysmakiem było kakao mieszane z cukrem i śmietaną. Najlepiej smakowało u babci, bo tam śmietanka była prosto z krowiego mleka; w pamięci mam obrazek, jak ucieram łyżeczką w szklance cukier z kakaem. Prawdziwym hitem były też kanapki ze śmietaną i cukrem - tato dzielił mi kromkę chleba na małe kwadraty i układał na deseczce. Podchodziłam do stołu i brałam po jednym :) Pamiętam dobrze widok cukru rozpuszczającego się na powierzchni gęstej śmietany (tej z małej szklanej butelki, zakrywanej złotkiem w żółtą kratkę, kto pamięta?).
 A od czasu do czasu robiłyśmy właśnie blok czekoladowy, z mleka w proszku, tego w granatowym worku. Mleko było takie żółte i zalepiało podniebienie. Uwielbiałam je wyjadać łyżką. A w bloku czekoladowym, po zastygnięciu, zostawały takie małe grudki tego mleka - tworząc wzór w kropki :)
I tak do dziś kocham ten smak, bo zdecydowanie bez czekolady nie umiała bym żyć a taki blok, mimo iż oazą zdrowia nie jest, to jednak jakoś wolę go podać dzieciom, zamiast kupnej czekolady - po pierwsze w tym przypadku wrzucam do środka sporo całych orzechów i migdałów, dużą garść żurawiny - nie jakieś tam śladowe ilości. Po drugie ilość cukru jest kontrolowana i w sam raz, gdzie niestety większość czekolad kupnych jest dla mnie za słodkich :/ Na dodatek jest ekonomiczniej jak się ma w domu 5 osób uwielbiających czekoladę ;)

a wiec na co czekamy? lista zakupów:

-240 gram masła
-pół szklanki wody
-niepełne półtora szklanki cukru
-5 łyżek dobrego, gorzkiego kakao

- 500gram pełnego mleka w proszku
- 600 gram herbatników typu petitki
- 200 gram bakalii (orzechy wrzucam w całości)

masło, cukier, wodę i kakao mieszamy w rondelku i podgrzewamy aż składniki zamienią się w płynną masę. Odstawiamy do przestygnięcia.

Do miski kruszymy herbatniki, a kilka zostawiamy w całości i odstawiamy na bok. Dodajemy do tego masę kakaową (może być wciąż ciepła, ale nie gorąca), dosypujemy mleko stopniowo, mieszając masę łyżką. Dorzucamy bakalie i wszystko razem dokładnie mieszamy - ja używam do tego ręki bo masa jest dość zwarta. Ale jeśli wyszła Wam mniej zwarta to się nie przejmujcie bo i tak wszystko ładnie zastygnie. Następnie wkładamy do foremki keksowej, wyłożonej papierem do pieczenia, i ugniatamy całość. Na koniec wciskamy odłożone wcześniej całe herbatniki.
Odstawiamy do lodówki na kilka godzin, aby masa stężała.
I gotowe, tylko kroić i zajadać ze smakiem!





piątek, 2 stycznia 2015

szarlotka domowa


przepis absolutnie klasyczny w naszym domu, do którego regularnie wracamy i chyba jest to ciasto które najczęściej było u nas w domu pieczone. Pyszne na ciepło i chyba jeszcze pyszniejsze jak trochę postoi, aczkolwiek u nas w domu to wyczyn aby ciasto przetrwało więcej niż dzień ;) Można sobie je za każdym razem jakoś modyfikować,trzeba tylko pamiętać aby nie przegiąć z ilością jabłek, i najlepiej aby nie były takie moc soczyste, gdyż wtedy grozi to niedopieczonym spodem. Brrrrr.

klasyczny przepis jest taki:
-pół kilo mąki pszennej
-kostka margaryny
-szklanka cukru
- łyżeczka proszku do pieczenia
-5 jaj
-kilogram jabłek
-cynamon

 Piekarnik nagrzewamy na 180st. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy proszek do pieczenia, wkrajamy margarynę i siekamy nożem wraz z mąką. Robimy dołek i wbijamy tam żółtka oraz wsypujemy pół szklanki cukru. Ciasto zagniatamy. Odcinamy 1/3 ciasta i zawinięte w folię spożywczą, chowamy do lodówki.
Pozostałe 2/3 ciasta wkładamy na dno formy do pieczenia, wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia, lub natłuszczonej; i wylepiamy nim dno. Jeśli używamy okrągłej formy to można wylepić też boki formy. Następnie obieramy jabłka, kroimy na ćwiartki, odkrawamy gniazda nasienne a następnie tniemy na plasterki średnio-grube, bezpośrednio do formy wylepionej ciastem. Jabłka posypujemy cynamonem.
Białka oddzielone wcześniej od żółtek ubijamy na sztywną pianę, dosypując stopniowo pozostałe pół szklanki cukru. Gotową pianę wykładamy na jabłka z cynamonem. Wyciągamy z lodówki pozostały kawałek ciasta - musi być schłodzony, gdyż będziemy go ścierać na tarce o grubych oczkach na wierzch ciasta. Jeśli ciasto nie zdążyło się dobrze schłodzić, można przeciąć je na pół, najpierw zetrzeć pierwszą część, kiedy druga czeka w lodówce; lub też umieścić ciasto odrazu w zamrażalce aby szybciej się schłodziło i łatwo się ścierało.

Gotową szarlotkę pieczemy przez około godzinę, aż góra się przypiecze, ale nie spali. Można kroić jeszcze ciepłą :)


a modyfikacje? Można np. zetrzeć do jabłek skórkę z cytryny, lub obok jabłek dodać jeszcze gruszki lub śliwki - dobrze wtedy owoce przez chwilę podsmażyć na patelni aby puściły trochę soku.

A wczoraj do ciasta kruchego dodałam trochę domowej masy cynamonowej (ok 70g) oraz starłam trochę masy na dno wylepione ciastem, aby trochę zabezpieczyć ciasto przed sokiem jabłek.

Zamiast cynamonu można dodać kardamon, imbir... za każdym razem nasza szarlotka może być nieco inna. Fantazjujcie!

niedziela, 31 sierpnia 2014

do słoika - śliwka renkloda ulena z cynamonem i imbirem


Koniec lata to jest czas całkiem przyjemny; jest jeszcze dość ciepło a jednocześnie nie możemy już narzekać na nadmiar upałów, na bazarkach można już oszaleć od wyboru dojrzałych śliwek, jabłek, dyń; wakacje się kończą ale za to głowa jest pełna miłych wspomnień z wyjazdów i ciepłych wieczorów ze znajomymi...coś się kończy, coś się zaczyna.. u nas trochę dużo się dzieje, bo najstarsza córka zaczyna 4 klasę w zupełnie nowym składzie, średni syn zaś idzie do klasy pierwszej; tak więc wrażeń mi nie brakuje, głowę wypełniają na przemian nadzieje i jakieś małe stresy jak to wszystko będzie. Jednak, zgodnie z moją naturą, jestem nastawiona pozytywnie i ciekawa tego co idzie. Jestem też nieustannie ciekawa nowych smaków a tego lata odkryłam dla siebie śliwkę idealną - nazywa się renkloda ulena, jest zielona, słodko-kwaśna i wychodzą  z niej cudowne powidła. Tak, powidła z renklody. Do tej pory znałam tylko renklodę fioletowo-różowa, która ma w sobie tyle wody iż nadaje się najlepiej na kompoty i soki. Dlatego zdziwiłam się, kiedy smażona ulena zagęściła się w zasadzie w ciągu jednego dnia.
Tak więc polecam, polecam, biegnijcie na bazarek zobaczyć czy jeszcze jest. Szukajcie już bardziej żółtawych, bo pod koniec sierpnia są już one dojrzałe.


powidła z Renklody Uleny z cynamonem/kardamonem i imbirem
- 2 kilo śliwek, umytych i wypestkowanych
- kawałek świeżego imbiru
- 3 szczypty cynamonu lub kardamonu
- 5 łyżki cukru

Śliwki wrzuciłam na głęboka patelnię, zasypałam cukrem i odstawiłam aby puściły sok. Po ok 30 minutach zaczęłam je smażyć, na początek na większym ogniu, jak już konkretnie puściły sok to zmniejszyłam na mały i tak sobie pykały, czasem je mieszałam aby się nie przypaliły. Po ok 40 minutach wyłączyłam i zostawiłam. Wieczorem znów zaczęłam smażyć. Kiedy wszystko zaczęło gęstnieć, dodałam cynamon i starty imbir. Zamieszałam i smażyłam dalej aż do pożądanej konsystencji. Czasem warto zostawić na noc i rano jeszcze podsmażyć, jeśli w jeden dzień nie zgęstnieją tak jak chcemy.

Gotowe powidła wrzucałam do wyparzonych wcześniej słoików.

smakuje jak dla mnie idealnie, jest słodko-kwaskowata a do tego obecność imbiru i cynamonu bądź kardamonu gwarantuje dodatkowe rozgrzanie na zimowe dni. Pyszności. Zachęcam Was do eksperymentowania z klasycznymi przepisami na przetwory :)


u mnie jest z 10 razy tyle;) uwielbiam chować smak lata w słoiki i potem zajadać zimą ze smakiem. Planuję co roku odkrywać jakieś nowe kombinacje. Tego lata zdecydowanie ulena z imbirem i cynamonem, oraz truskawka z kardamonem.



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Blondie - bezglutenowe ciasto z cieciorki

Ciasto zaintrygowało mnie swoim składem a ponieważ cieciorkę, czyli groch włoski, bardzo lubię - musiałam spróbować :) Przepis pochodzi stąd. Moja modyfikacja to troszkę mniej słodu, sok z cytryny oraz zwykła czekolada zamiast kropelek czekoladowych, które u nas nie są aż tak popularne. Robiłam je z masłem migdałowym (podprażone i zmielone migdały) oraz z orzechowym i obie wersje są pyszne! Na górze świetnie się sprawdza polewa z gorzkiej czekolady (roztopiona czekolada na parze wodnej) - można dodać do niej małą szczyptę soli; lub zrobić solony karmel- wtedy polecam jeszcze troszkę zredukować cukier bo może wyjść za słodkie.

potrzebne składniki:
425 gram ugotowanej cieciorki(bez soli)
118ml masła orzechowego/ migdałowego
80ml syropu z agawy/ klonowego
1/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
 1/2 łyżeczki soli
łyżeczka soku z cytryny
1/3 tabliczki czekolady dowolnej (mleczna/gorzka) posiekanej na drobne kawałki (ale nie za drobne, bo się rozmyje w cieście)

Piekarnik rozgrzewamy do 180st. wszystkie składniki, za wyjątkiem czekolady, miksujemy na gładką masę. Następnie mieszamy masę z czekoladą.
Wylewamy na kwadratową blaszkę do pieczenia brownie
Pieczemy przez około 25 minut. Ciasto będzie wyglądało na nie-upieczone, ale tak ma być, bo inaczej będzie za suche.

Na górę, jak wspomniałam, można dać polewę czekoladową, lub solony karmel.




Blondie z cieciorki przygotowałam na 3 Edycję Żarłostacji, spotkała się z bardzo miłym odzewem, więc szybko publikuję przepis a o samej Żarłostacji napiszę w następnym poście :)


poniedziałek, 12 maja 2014

Piknik Europejski - ciasto ziemniaczano-jabłkowe oraz oliebollen

Ostatni weekend w Opolu upłynął pod znakiem pikniku z okazji 10-cio lecia Unii Europejskiej. Nasze Stowarzyszenie miało przyjemność po raz kolejny przygotować poczęstunek dla mieszkańców miasta. Tym razem każdy miał za zadanie przygotować specjały charakterystyczne dla wybranych wcześniej państw UE. Mi przypadła Irlandia oraz Holandia. Obie kuchnie bardzo bazują na mięsie oraz rybach, choć Holandia zaskoczyła mnie mnogością warzywnych dań (choć najczęściej podawanych z kiełbasa na szczycie ;) ). W obu państwach występuje w pierwszym rzędzie jarmuż(!) mój ukochany, jednak obecnie nie jest na niego sezon, u nas aktualnie został przesadzony z doniczek do ziemi w ogrodzie...więc postanowiłam postawić na desery. Jak się okazało, był to dobry wybór, gdyż nasi goście w pierwszej kolejności przeszukiwali stoiska ze smakiem na słodkości a dopiero po pewnym czasie skłaniali się ku konkretniejszym smakom.
Tym razem walutą wymienną za smakołyki było zadanie- napisac na karteczkach inwestycje z funduszy Europejskich w naszym rejonie, które wg mieszkańców są najbardziej udane. Prym wiodła chyba Biblioteka Miejska
(http://www.opole.pl/files/data/8888/max_photo_biblioteka.jpg)

piękna, prawda?
Niezdecydowanych namawiałam na hasło "ścieżki rowerowe, chcemy więcej" :P

Ale wracając do przepisów - z Irlandzkiej kuchni wybrałam ciasto ziemniaczane z jabłkami, bo jak Irlandia to wiadomo - ziemniaki pierwszą myślą ;) poza tym mnie zaintrygowało, a że mój kolega Piotr, mieszkający i zafascynowany Irlandią, polecił - czego chcieć więcej? Z ciekawością je wykonałam i okazało się bardzo przyjemnym ciastem. Dodatkowy plus za zero cukru :)
Ponieważ odwiedzający nasze stoisko prosili o przepis, wrzucam natychmiast! ;)

Ciasto ziemniaczane z jabłkami


potrzebne składniki:
60 gram masła
110 gram mąki
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
240 ml puree ziemniaczanego
2 jabłka
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1 łyżka masła
miód, syrop z agawy lub syrop klonowy


Piekarnik nastawiamy na 180 stopni;
Masło siekamy z mąką, proszkiem do pieczenia i solą, krótko rozcieramy grudki masła dłońmi, aż powstanie konsystencja kruszonki; do tego dodajemy puree ziemniaczane i całość wyrabiamy przez chwilę. Jeśli jest to konieczne, można podsypywać mąką, aczkolwiek nie widziałam takiej potrzeby gdyż skrobia ziemniaczana sprawia, iż ciasto nie klei sie do rąk.
Ciasto dzielimy na 2 równe części, następnie rozwałkowujemy obie części tak samo, na okrągły placek. Placek wierzchni może być nieco większy, gdyż musi przykryć pierwszy placek wraz z nadzieniem. Umieszczamy placek numer jeden na patelni wyłożonej papierem do pieczenia. Zamiast patelni można użyć specjalnej okrągłej tacki do pieczenia.
Jabłka myjemy, dzielimy na ćwiartki a następnie kroimy na cienkie plasterki. Układamy plasterki jabłka na placku, posypujemy cynamonem i goździkami, polewamy łyżką roztopionego masła oraz syropem z agawy/syropem klonowym/miodem(co kto lubi). Na wierzch kładziemy drugi placek i dociskamy widelcem brzegi placka. Ciasto z góry nacinamy w kilku miejscach, wkładamy do piekarnika i pieczemy przez ok 30-40 minut, do zarumienienia. Podajemy jak lekko przestygnie.


 tu zdjęcie z placu boju, przed piknikiem, czyli jedno z pięciu ciast, przed przykryciem wierzchnim plackiem :)

 Drugim państwem, które miałam przyjemność reprezentować była Holandia. Tym razem bardzo zaciekawiły mnie tradycyjne pączki, przyrządzane w Nowy Rok. Wyczytałam, że w tym czasie, na ulicach Holenderskich miast, stoją budki z tymi smakołykami, w kilku wersjach smakowych! Ja wybrałam wersję z jabłkiem, rodzynkami i skórką cytrynową. Byłam naprawdę mile zaskoczona ich smakiem, mimo iż smażone w głębokim tłuszczu, wydają się lekkie a skórka cytryny dodaje orzeźwiający akcent :) Naprawdę polecam wypróbować ten przepis. I jeszcze pochwalę się, iż nasze stoisko odwiedziło dwóch bardzo miłych starszych panów- jak się okazało-Holendrów :) Oczywiście musiałam od Niech się dowiedzieć jak oceniają moje pączki i bardzo im smakowały :)

Spróbujcie je przyrządzić, nie trwa to długo i nie wymaga wielu składników.

noworoczne pączki czyli Oliebollen


potrzebne składniki:
10 gram świeżych drożdży
2 łyżki cukru
125 ml letniego mleka
190 gram mąki
duża szczypta soli
1 jajko
1,5 łyżki rodzynków
1 obrane jabłko, drobno posiekane
1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny
olej do smażenia
cukier puder do oprószenia


Robimy rozczyn z drożdży, łyżką cukru i 1/4 szklanki mleka. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce.
Po tym czasie dodajemy do rozczynu pozostałe składniki i mieszamy aż powstanie luźne ciasto, można dodać troszkę mąki jeśli będzie za luźne, aczkolwiek ja nie dodawałam, ono ma miec konsystencję jak nasze ciasto na racuchy.
Dodajemy rodzynki, jabłko i skórkę z cytryny. Wszystko razem mieszamy drewnianą łyżką i odstawiamy na ok godzinę, aż ciasto podwoi swoją objętość.


W szerokim rondlu rozgrzewamy olej do 175st (w takiej temperaturze skórka od chleba wrzucona do oleju zabrązowi się w 15 sekund). Można też wrzucić kawałeczek ciasta, jeśli wypłynie szybko na powierzchnie i po chwili będzie mieć kolor słomkowy - to jest to dobra temperatura aby zacząć smażenie :) Nabieramy łyżkę ciasta (łyżkę dobrze wcześniej namoczyć w wodzie) i formujemy z pomocą drugiej łyżki kulkę, wrzucamy na olej i obsmażamy na brązowo z obu stron - jeden pączek smaży się ok 5 minut. Ja smażyłam moje pączki w woku, wrzucałam po 7-8 sztuk naraz. Uważajcie aby olej nie był rozgrzany zbyt mocno, gdyż wtedy skórka się spali a w środku pączki będą wciąż surowe. Po wyciągnięciu z tłuszczu, odsączamy na papierze.
Podajemy oprószone cukrem pudrem

tu Oliebollen w towarzystwie ciasta Irlandzkiego
 (i flaga Holandii do góry nogami, uppps-taką dostałam i sie nie zorientowałam, <help>)


Cała impreza była bardzo przyjemna i mimo bolących od stania nóg, czułam się bardzo dobrze po powrocie do domu :) Jak zawsze miło było częstować ludzi i widzieć, że Im smakuje.

jeszcze zdjęcia naszego nadwornego fotografa Arka Kornackiego
potato-apple pie
oliebollen

 nasze namioty z lotu aparatu ;)
ja w akcji (niech was nie zwiedzie ten kadr, nie jestem olbrzymką, mam 1,58m wzrostu ;) )
i pączuszki na pierwszym planie

ja i Ania z BeeSweet

nasze stoisko, kiedy jeszcze na nim coś było ;)

a tu twórcze zamieszanie na zapleczu :) by Michał Nowik

śliczne ciasteczko-flagi z warsztatów dla dzieci

jeszcze raz przepraszam wszystkich Holendrów za tę odwrócona flagę :/ ;*

wtorek, 29 kwietnia 2014

ANGRY CAKE - tort czekoladowo-kokosowy, z malinami i...szpinakiem :)

Tort dla wielkiego fana Angry Birds, czyli dla mojego starszego syna :)
Jeśli ktoś jeszcze nie kojarzy popularnej gry, gdzie wściekłe ptaki są zmuszone odzyskać swoje jaja, skradzione przez hordę zielonych świnek - polecam wyguglać. Wymyślając tort dla mojego 6-cio latka odrazu stwierdziłam, ze musi być zielone ciasto, świnkowe ;) Przepis na nie znalazłam na wegedzieciaku, ale orginalnie pochodzi z trochę innej cukierni. Ja zmodyfikowałam go o więcej mleka. Ma kokosowo-orzechowy smak, szpinaku nie czuć prawie wcale, za to nadaje on ciastu cudownie zielony kolor i nie jest potrzebny żaden sztuczny barwnik!
 Pozostałe warstwy ciasto to czekoladowa i biszkoptowa, przełożyłam je bitą śmietaną z mleka kokosowego, malinami oraz masą z czekolady i mascarpone. Wyszedł baaardzo smaczny.

potrzebne składniki:
blat szpinakowy:
-1 szklanka mąki pszennej
-1 szklanka wiórek kokosowych
-1/2 szklanki cukru
-1 łyżeczka sody
-1/3 szklanki oleju
-1 łyżka octu balsamicznego bądź soku z cytryny
-100 gram świeżego szpinaku
- 2/3 szklanki mleka roślinnego (jeśli używacie krowie to wystarczy 1/2)

Suche składniki wymieszać w misce, mokre zmiksować ze sobą. Połączyć suche i mokre składniki, wlać do formy tortowej i piec w 180st przez 40 minut.

blat biszkoptowy:
2 jajka
66 g cukru
50,8 g mąki
19 g mąki ziemniaczanej

białka ubić, stopniowo dodawać cukier, następnie żółtka. Mąki przesiać razem, dodać do masy jajecznej i wymieszać. Całość piec ok 12 minut w 170st, aż biszkopt się zarumieni. Następnie wyciągnąć z piekarnika i zrzucić na podłogę  60cm (serio!), pozostawić do ostygnięcia.

blat czekoladowy:
50 gram ciemnej czekolady
50 gram masła
50 gram mąki
50 gram cukru
2 jajka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Odstawiamy na chwilę aby przestygła. Następnie miksujemy ją z masłem, następnie dodajemy po kolei żółtka i cukier. Miksujemy do połączenia składników. Następnie dosypujemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i mieszamy wszystko łyżką.

W innym naczyniu ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę.

Białka dodajemy do czekoladowej masy i delikatnie mieszamy aby nie stracić powietrza z ubitej piany. Ale będzie to trochę trudne, bo czekoladowa masa jest bardzo gęsta. Nie będzie to więc w efekcie taka puszysta masa jak przy murzynku, ale pamiętajcie że tu zamiast kakao jest rozpuszczona czekolada, więc masa siłą rzeczy jest cięższa i samo ciasto będzie bardziej zwarte niż puszyste po upieczeniu.

pieczemy w 170st przez ok 20 minut, do suchego patyczka

kokosowa bita śmietana
-puszka mleka kokosowego, dobrze schłodzonego
- 3 łyżeczki cukru pudru (lub więcej, zalezy ile lubicie)

Otwieramy puszkę z mlekiem i wyciągamy z niej tylko twardą masę kokosową z góry, na dole będzie woda, która oddzieliła sie od reszty, jej nie wlewamy do miski. Masę kokosową ubijamy z cukrem, gotowe :)

Masa czekoladowa:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
500g serka mascarpone

czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, jak chwilę przestygnie zmiksować z serkiem.


Upieczone blaty przekładamy masami; ja robiłam ten tort dwa razy (na urodziny rodzinne oraz na urodziny dla dzieci z przedszkolnej grupy) za pierwszym razem użyłam proszku do pieczenia w blacie szpinakowym i nie wyrósł za ładnie, był nieco suchy; drugim razem użyłam sody i wyszedł puszysty i na tyle wysoki, ze przecięłam go na dwa blaty.
Tak więc na dół blat szpinakowy, przełożony śmietaną kokosową i malinami, na to znów warstwa śmietany koko i malin; na to blat biszkoptowy, masa czekoladowa i blat czekoladowy. Całość wykończyłam drugą połową masy czekoladowej i zrobiłam ozdowy z masy marcepanowej, zafarbowanej barwnikami Wilton.

tort w połowie jest wegański, więc można tez zrobić tylko wersję kokosowo-malinową ze szpinakiem i oblać np.polewą z gorzkiej czekolady - jest pyszny!

tort w wersji pierwszej


 tort wersja druga, już nadgryziona ;)

solenizant :) 

wtorek, 4 marca 2014

dzień naleśnika!

Dzisiaj rano najmłodszy zażyczył sobie naleśniki na śniadanie, więc zrobiłam bo robię dość często i sama lubię. Mozna sobie dowolnie eksperymentować ze składnikami, użyć co się akurat ma pod ręką. Więc robiłam już z różnymi rodzajami mąki, moim ulubionym dodatkiem jest niepalona kasza gryczana, oczywiscie zmielona na mąkę(sucha).Poza tym zawsze mamy w domu płatki owsiane, lub miks płatków typu żytnie,orkisz itd, wtedy tez je mielę i dodaję do ciasta bo z samej mąki robię rzadko. Jak nie macie w domu jajek, lub nie chcecie ich użyć - płatki owsiane pięknie scalają ciasto :) czasem używam mleka, ale najczęściej robie na samej wodzie. Obowiązkowo dodajemy szczyptę soli i kapkę oleju - bo ja nie smażę na oleju,tylko na suchej patelni. Podstawa to dobra patelnia do której nic nie przywiera. I tą patelnię musimy dobrze rozgrzać przed rozlaniem pierwszego naleśnika, a to czego na pewno nie wolno robić to odejść na dłuższą chwilę i przypalić naleśnika bo wtedy zaczną przywierać na bank;). Czasem zdarza mi sie dodać kapkę tłuszczu na brzegi patelni jak mam jakiś wyjątkowo nie-naleśnikowy dzień i wszystko przywiera. Czasem sie zdaża. A konsystencja ciasta?Robię zawsze na oko, jest taka jak gęsta śmietana, ale na tyle lejąca, ze po pochylonej patelni ładnie się leje. Najlepiej wiec zrobić pierwszego i jeśli wyjdzie za gruby to mamy zbyt gęste ciasto i trzeba dolać wody. No to tyle o naleśnikach. Bo dzisiejszy przepis będzie na racuchy;) jako że dzisiaj okazał sie być Pancake Day czyli dzień naleśnika w Anglii, ale już raczej "placuszka" w Ameryce, gdyż ich pancakes z reguły mają na składzie proszek do pieczenia. A że rano były naleśniki to wieczorem racuchy, zwłaszcza, że dużo jabłek w domu i jeszcze dwa nadgryzione przez dzieci banany...
Co będzie nam potrzebne?
50gram świeżych drożdży
500 gram mąki
szczypta soli
1 i pół szklanki mleka
3 łyżki cukru
1 jajko
3-4 jabłka, banan opcjonalnie
cukier puder do posypania racuszków
Na początek wsypujemy do miski mąkę, sól i robimy po środku dołek, do którego kruszymy drożdże,na to sypiemy cukier i zalewamy połową mleka. Odstawiamy miskę, przykrytą ściereczką, w ciepłe miejsce, aby zrobił się zaczyn (potrwa to ok 10-15 minut). Po tym czasie dodajemy jajko i resztę mleka, mieszamy całość drewnianą łyżką do połączenia składników i odstawiamy na co najmniej godzinę, aby ciasto wyrosło. W czasie oczekiwania obieramy jabłka i kroimy je na ćwiartki a następnie na plasterki. Gdy ciasto wyrośnie, wrzucamy jabłka i mieszamy wszystko razem. Odstawiamy na 15 minut. No i jak dotrwaliśmy to można nareszcie smażyć:) Ciasto się trochę lepi więc nabieram je dużą łyżką i drugą łyżką zrzucam na patelnię. Ugrzeczniam ciasto, aby leżało w miarę płasko. Po obruceniu racucha, dociskam go trochę z góry, aby sie rozplaszczył nieco. Smażę na średniej mocy, do złoto-brązowego koloru.
Smacznego!

zdjęcia potem,bo za chinyludowe nie mogę wkleić pisząc z tel...

wtorek, 11 lutego 2014

brownie z dynią

Ponieważ ostatnio znalazłam na dziale warzywnym w tesko piękne dynie piżmowe, radośnie przytargałam je do domu i pomyślałam, że mogę z czystym sumieniem podzielić się z Wami przepisem na ciasto, które piekłam jeszcze we wrześniu... niestety wciąż ciężko mi po prostu na bieżąco wklepywać tu przepisy, mój dwu-latek jest prawdziwym harpaganem - odkrywcą i spuszczenie Go  z uwagi na minutę często kończy się sprzątaniem na co najmniej 10... jest jeszcze problem w postaci zepsutej ładowarki do akumulatorków..w związku z czym aparat nie funkcjonuje..jak mam robić zdjęcia komórką to już całkiem rezygnuję...jednak mam jakieś wymagania wobec prezentacji na tym blogu. Może nie wygląda, ale zdjęcia robię z pasją od czasów podstawówki kiedy nadałam drugie życie Zenitowi rodziców. Potem miałam przez jakiś cas Nikona, jednakże weszły czasy cyfrówek, łatwość robienia zdjęć, brak konieczności bulenia kasy na odbitki...no i pierwsze dziecko, które łatwiej było gonić z małą cyfrówką niż dużą lustrzanką.. wydaliśmy na cyfrówkę becikowe ;) a potem kolejne becikowe na lepszą cyfrówkę ;) jednak jeszcze nie udało nam się nabyć cyfrowej lustrzanki, choć nieustannie o niej marzę i do kolejnych ofert w gazetkach, zostawianych w skrzynce na listy, wzdycham.. Kiedy padła decyzja o sprzedaży Nikona, płakałam za nim... ale miałam nadzieję, ze jego miejsce zastąpi cyfrowy Nikon. Ale póki co wciąż jest to tylko marzenie, nigdy nie udaje się odłożyć na ten cel, bo zawsze coś a aparat przecież mamy. Nie narzekam na niego, jest całkiem przyzwoity. Jednak jestem wychowana na obiektywie, którym mogę regulować...a  drugiej strony przyznam się Wam szczerze, że jestem kompletną fanka fotografii analogowej. Nie przemawiają do mnie poprawki w fotoszopach i innych wynalazkach. Robienie zdjęcia dla mnie to złapanie tej jednej klatki w tej wyjątkowej sekundzie, takiej jaka ona jest a nie poprawki tej rzeczywistości. Tęsknię za fotografią analogową i jestem bardzo krytyczna wobec zdjęć które oglądam na co dzień, a oglądam pasjami, kocham i uwielbiam fotografię. Tak więc odkurzyć mam zamiar mojego starego Zenita i sprawdzić jeszcze muszę czy w ogóle działa stary Canon nabyty na targowisku staroci...marzę o obwieszeniu ściany naszego pokoju analogowymi fotografiami mojej rodziny :)
ale chyba popłynęłam, bo miało być o brownie z dyni ;) przepis jest stąd


Składniki na brownie:
200g gorzkiej czekolady
220g masła
3 jajka
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
130 g mąki
szczypta soli

czekoladę rozpuszczamy na parze, dodajemy masło i mieszamy. Jajka ubić z cukrami na białą masę, powoli dodawać przestudzoną czekoladę, mieszając na małych obrotach. Dodać mąkę i delikatnie wymieszać składniki. Cisto wylać na formę, u mnie to jest taka kwadratowa. Na górę wykładamy puree  dyni:
300 gram dyni obranej ze skóry, pieczemy przez ok 40 minut w 180st
następnie miksujemy na puree, dodając 4 łyżeczki cukru i łyżkę soku z cytryny

opcjonalnie- orzechy do posypania na wierzchu. Ja dodałam laskowych, ale ostatecznie myślę, ze lepiej by to współgrało z nerkowcami

pieczemy w 180st przez 30 minut

Ciasto wygląda bajecznie, hm..może dlatego, że uwielbiam kolor pomarańczowy i puree z dyni cudownie wygląda w połączeniu z mocno czekoladowym brownie. Polecam!




piątek, 7 lutego 2014

tort na urodziny!

Zima to czas urodzin mojego najstarszego i najmłodszego dziecka. Zima to też czas kiedy u nas ciężko o jakiś konkretny wybór sezonowych owoców...więc o torcie z malinami czy truskawkami można sobie pomarzyć.. ale to nie znaczy, ze została nam nuda ;) Rok temu robiłam na urodziny mojej córy tort tęczowy, rozsławiony przez internety, pokusił także mnie ale aż rok się przyczajałam.

 Był zjawiskowy, nie powiem, dzieci były zachwycone; jednak w smaku był taki mało ciekawy i jak nigdy - jakoś nie mogliśmy go do końca zjeść - my mega łasuchy...

Tak więc w tym roku postanowiłam postawić na smak przede wszystkim, zwłaszcza, że na urodzinach typowym zjawiskiem jest, iż dzieci nie mają czasu na zjedzenie całego kawałka tortu i dużo resztek zostaje, więc i smaczniejszy tort tym większa szansa, że więcej zostanie jednak zjedzone niż pozostawione, a jak by co to przyjemnie dojeść to co zostanie ;)

Tort czekoladowo-bananowo-karmelowy powstał pierwszy raz dla córeczki mojej koleżanki i bardzo mi smakowo podpasował, więc postanowiłam go powtórzyć na imprezę urodzinową mojej córki, z nadzieją, że się trochę nim najem ;)(no będę szczera)
Wymyślając kombinację smaków do tego tortu kierowałam się tym co ostatnio bardzo mi smakowało i co do siebie pasowało; tak więc połączyłam czekoladowe ciasto z Black Forest Cake, biszkopt oraz banany i karmel z tarty bananowej.

Na 3 blaty czekoladowe:
150gram czekolady gorzkiej **
150 gram miękkiego masła
150 gram drobnego cukru
6 żółtek
150 gram mąki
6 białek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Odstawiamy na chwilę aby przestygła. Następnie miksujemy ją z masłem, następnie dodajemy po kolei żółtka i cukier. Miksujemy do połączenia składników. Następnie dosypujemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i mieszamy wszystko łyżką.

W innym naczyniu ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę.

Białka dodajemy do czekoladowej masy i delikatnie mieszamy aby nie stracić powietrza z ubitej piany. Ale będzie to trochę trudne, bo czekoladowa masa jest bardzo gęsta. Nie będzie to więc w efekcie taka puszysta masa jak przy murzynku, ale pamiętajcie że tu zamiast kakao jest rozpuszczona czekolada, więc masa siłą rzeczy jest cięższa i samo ciasto będzie bardziej zwarte niż puszyste po upieczeniu.

teraz możecie podzielić masę na 3 części i każdą upiec osobno (ok 14-20 minut) lub wszystko razem i po przestudzeniu podzielić na 3 części.

pieczemy w 170st przez ok 40 minut, do suchego patyczka

**w wersji tego tortu upiekłam 2 blaty  2/3 składników, z dodatkiem ciemnej czekolady a 3 blat z 1/3 porcji składników i z dodatkiem czekolady mlecznej.

na blat biszkoptowy:
2 jajka
66 g cukru
50,8 g mąki
19 g mąki ziemniaczanej

białka ubić, stopniowo dodawać cukier, następnie żółtka. Mąki przesiać razem, dodać do masy jajecznej i wymieszać. Całość piec ok 12 minut w 170st, aż biszkopt się zarumieni. Następnie wyciągnąć z piekarnika i zrzucić na podłogę  60cm (serio!), pozostawić do ostygnięcia.

Masa czekoladowa:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
500g serka mascarpone

czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, jak chwilę przestygnie zmiksować z serkiem.

na masę bananowo-karmelową:
2 banany
100 ml mleka
4 łyżki cukru brązowego

banany i mleko miksujemy
cukier rozpuszczamy na patelni, kiedy się zrobi karmel dodajemy mix bananowy i mieszamy do połączenia składników, na małym ogniu.

na bitą śmietanę:
kubeczek śmietanki 30%
łyżka cukru pudru

dobrze schładzamy śmietankę, następnie miksujemy z cukrem na sztywno

dodatkowo 2 - 3 dojrzałe banany do tortu

Kiedy będą gotowe blaty przekładamy je masami, ja dałam na dolną część ułożyłam banany pocięte w plastry i na to wylałam masę bananowo-karmelową, środkową część  posmarowałam połową masy czekoladowej (resztą udekorowałam cały tort z wierzchu), a na górną warstwę dałam bitą śmietanę.

Tort z boku był posmarowany resztą czekoladowej masy, jak wspomniałam, a na górze był marcepanowy płaski krążek a na nim marcepanowe muszelki i konik morski - jako, że córka lubi takie klimaty. Oczywiście największą popularnością cieszyły się te marcepanowe muszelki ;) musiałam w trakcie imprezy dorabiać.

Na urodziny syna zrobiłam dwa czekoladowe blaty i jeden biszkoptowy, dolne były przełożone kremem czekoladowym, z zatopionymi w nim gruszkami z syropu, które robiła latem; górne przełożyłam bitą śmietaną, polaną sosem karmelowym z przepisu na tartę z jabłkami. Wyszło też pysznie :) a więc zimą wcale nie musi byc nuda w torcie, polecam eksperymenty z łączeniem smaków które znacie i które dobrze ze sobą współgrają.



* masa marcepanowa na szczycie barwiona jest spożywczymi barwnikami w żelu Wilton