Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 10 lipca 2015
kokosowy ryż basmati z dżemem truskawkowym
Deser ten powstał ostatnio w ramach słodkiej kolacji. Pyszny na ciepło, ale na zimno może nawet lepszy? Spróbujcie sami. Zrobienie go jest banalnie proste bo robi się samo ;)
potrzebujemy:
puszka mleka kokosowego
pół kubka ryżu basmati
dwie garście truskawek
trochę cukru
laska wanilii (opcjonalnie)
Ryż zalewamy mlekiem i gotujemy na małym ogniu aż zmięknie - będzie to trwało dłużej niż na wodzie ale efekt smakowy jest tego warty ;) W razie potrzeby można dodać trochę wody.
Truskawki myjemy, pozbawiamy szypułek i zasypujemy cukrem w rondelku. Gotujemy aż truskawki się rozpadną i dżem nieco zgęstnieje. Opcjonalnie można wrzucić do gotującego się dżemu laskę wanilii - wtedy przekrawamy ją na pół i wydobywamy nasiona - wszystko wrzucamy do truskawek.
Gotowy ryż przekładamy do miseczek i nakładamy nań dżem. Można dorzucić listki mięty - u nas mięta czekoladowa.
Można też schłodzić i zajadać na zimno. Mniam.
środa, 7 stycznia 2015
blok czekoladowy
Dzisiaj smak mojego dzieciństwa. Jestem dzieckiem lat '80; kiedy to lizało się kostki cukru kiedy naszła ochota na słodkie. W sklepach nie było wtedy za wiele do kupienia, a już napewno nic z rzeczy, które chciało by zjeść dziecko. Tak więc trzeba było kombinować samemu. Do dziś pamiętam jak robiłyśmy z siostrą domowe krówki w brązowym, emaliowanym garnuszku. Nie raz nam się spaliły a mimo to desperacko próbowałam je zjeść. Innym przysmakiem było kakao mieszane z cukrem i śmietaną. Najlepiej smakowało u babci, bo tam śmietanka była prosto z krowiego mleka; w pamięci mam obrazek, jak ucieram łyżeczką w szklance cukier z kakaem. Prawdziwym hitem były też kanapki ze śmietaną i cukrem - tato dzielił mi kromkę chleba na małe kwadraty i układał na deseczce. Podchodziłam do stołu i brałam po jednym :) Pamiętam dobrze widok cukru rozpuszczającego się na powierzchni gęstej śmietany (tej z małej szklanej butelki, zakrywanej złotkiem w żółtą kratkę, kto pamięta?).
A od czasu do czasu robiłyśmy właśnie blok czekoladowy, z mleka w proszku, tego w granatowym worku. Mleko było takie żółte i zalepiało podniebienie. Uwielbiałam je wyjadać łyżką. A w bloku czekoladowym, po zastygnięciu, zostawały takie małe grudki tego mleka - tworząc wzór w kropki :)
I tak do dziś kocham ten smak, bo zdecydowanie bez czekolady nie umiała bym żyć a taki blok, mimo iż oazą zdrowia nie jest, to jednak jakoś wolę go podać dzieciom, zamiast kupnej czekolady - po pierwsze w tym przypadku wrzucam do środka sporo całych orzechów i migdałów, dużą garść żurawiny - nie jakieś tam śladowe ilości. Po drugie ilość cukru jest kontrolowana i w sam raz, gdzie niestety większość czekolad kupnych jest dla mnie za słodkich :/ Na dodatek jest ekonomiczniej jak się ma w domu 5 osób uwielbiających czekoladę ;)
-240 gram masła
-pół szklanki wody
-niepełne półtora szklanki cukru
-5 łyżek dobrego, gorzkiego kakao
- 500gram pełnego mleka w proszku
- 600 gram herbatników typu petitki
- 200 gram bakalii (orzechy wrzucam w całości)
masło, cukier, wodę i kakao mieszamy w rondelku i podgrzewamy aż składniki zamienią się w płynną masę. Odstawiamy do przestygnięcia.
Do miski kruszymy herbatniki, a kilka zostawiamy w całości i odstawiamy na bok. Dodajemy do tego masę kakaową (może być wciąż ciepła, ale nie gorąca), dosypujemy mleko stopniowo, mieszając masę łyżką. Dorzucamy bakalie i wszystko razem dokładnie mieszamy - ja używam do tego ręki bo masa jest dość zwarta. Ale jeśli wyszła Wam mniej zwarta to się nie przejmujcie bo i tak wszystko ładnie zastygnie. Następnie wkładamy do foremki keksowej, wyłożonej papierem do pieczenia, i ugniatamy całość. Na koniec wciskamy odłożone wcześniej całe herbatniki.
Odstawiamy do lodówki na kilka godzin, aby masa stężała.
I gotowe, tylko kroić i zajadać ze smakiem!
czwartek, 17 kwietnia 2014
wegański pasztet z kaszy jaglanej i orzechów laskowych
Święta zbliżają się wielkimi krokami i postanowiłam wrzucić jeszcze w biegu przepis na pyszny pasztet, który warto przygotować na świąteczny stół. Właśnie wczoraj go zrobiłam i już połowy nie ma, dzieci zajadają się aż miło, więc nic tylko robić!
Przepis podała ostatnio na swoim blogu Jadłonomia a ja dodałam ze swojej strony suszone śliwki w środek, po jednej stronie, a drugą stronę wzbogaciłam o suszone pomidory; żeby było do wyboru. Wyszło przepysznie! Bardzo mi odpowiadało użycie orzechów laskowych bo jeszcze z nimi nie robiłam, zaś kasza jaglana jest zdecydowanie idealna na pasztet.
a więc składniki:
3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej, ugotowanej ze szczyptą soli
1 szklanka orzechów laskowych, zmielonych
100 ml oleju
2 marchewki
2 pietruszki
1 por (biała część)
2 laski selera naciowego
2 ząbki czosnku, posiekane
3 łyżki sosu sojowego
2 liście laurowe
3 kulki ziela angielskiego
1 łyzeczka majeranku
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1 łyżeczka suszonej pietruszki
duża szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz
kilka suszonych śliwek/pomidorów suszonych
pora kroimy w plasterki i dusimy na oleju z liściem laurowym i zielem angielskim. W tym czasie obieramy marchew i pietruszkę, ścieramy na tarce; seler naciowy kroimy w kosteczkę. Kiedy por się zeszkli, wyciągamy liść i zielę angielskie, dodajemy warzywa oraz czosnek; wszystko dusimy przez 15 minut.
Połączyć warzywa z ugotowaną kaszą, orzechami i resztą przypraw. Wszystko miksujemy na gładką masę.
Nakładamy połowę masy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, układamy wzdłuż śliwki/pomidory i nakładamy resztę masy.
pieczemy ok 45 minut w 200 stopniach.
Zjadamy ze smakiem po przestudzeniu
Przepis podała ostatnio na swoim blogu Jadłonomia a ja dodałam ze swojej strony suszone śliwki w środek, po jednej stronie, a drugą stronę wzbogaciłam o suszone pomidory; żeby było do wyboru. Wyszło przepysznie! Bardzo mi odpowiadało użycie orzechów laskowych bo jeszcze z nimi nie robiłam, zaś kasza jaglana jest zdecydowanie idealna na pasztet.
a więc składniki:
3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej, ugotowanej ze szczyptą soli
1 szklanka orzechów laskowych, zmielonych
100 ml oleju
2 marchewki
2 pietruszki
1 por (biała część)
2 laski selera naciowego
2 ząbki czosnku, posiekane
3 łyżki sosu sojowego
2 liście laurowe
3 kulki ziela angielskiego
1 łyzeczka majeranku
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1 łyżeczka suszonej pietruszki
duża szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz
kilka suszonych śliwek/pomidorów suszonych
pora kroimy w plasterki i dusimy na oleju z liściem laurowym i zielem angielskim. W tym czasie obieramy marchew i pietruszkę, ścieramy na tarce; seler naciowy kroimy w kosteczkę. Kiedy por się zeszkli, wyciągamy liść i zielę angielskie, dodajemy warzywa oraz czosnek; wszystko dusimy przez 15 minut.
Połączyć warzywa z ugotowaną kaszą, orzechami i resztą przypraw. Wszystko miksujemy na gładką masę.
Nakładamy połowę masy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, układamy wzdłuż śliwki/pomidory i nakładamy resztę masy.
pieczemy ok 45 minut w 200 stopniach.
Zjadamy ze smakiem po przestudzeniu
wtorek, 11 lutego 2014
brownie z dynią
ale chyba popłynęłam, bo miało być o brownie z dyni ;) przepis jest stąd
Składniki na brownie:
200g gorzkiej czekolady
220g masła
3 jajka
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
130 g mąki
szczypta soli
czekoladę rozpuszczamy na parze, dodajemy masło i mieszamy. Jajka ubić z cukrami na białą masę, powoli dodawać przestudzoną czekoladę, mieszając na małych obrotach. Dodać mąkę i delikatnie wymieszać składniki. Cisto wylać na formę, u mnie to jest taka kwadratowa. Na górę wykładamy puree dyni:
300 gram dyni obranej ze skóry, pieczemy przez ok 40 minut w 180st
następnie miksujemy na puree, dodając 4 łyżeczki cukru i łyżkę soku z cytryny
opcjonalnie- orzechy do posypania na wierzchu. Ja dodałam laskowych, ale ostatecznie myślę, ze lepiej by to współgrało z nerkowcami
pieczemy w 180st przez 30 minut
Ciasto wygląda bajecznie, hm..może dlatego, że uwielbiam kolor pomarańczowy i puree z dyni cudownie wygląda w połączeniu z mocno czekoladowym brownie. Polecam!
wtorek, 10 grudnia 2013
wegańskie ciasto "Niebo"
Im bliżej świąt tym większego mam smaka na wypieki z miodem, makiem, orzechami...Jak co roku, spędzimy święta w domu moich rodziców, gdzie wypiekami zajmuje się wspaniale siostra mojej mamy, więc jakoś tak naturalnie wychodzi, że moi domownicy mogą nastrajać się świątecznie już przez czas przedświąteczny i próbować typowych dla tego czasu smaków :)
A ponieważ wśród mikołajkowych prezentów znalazła się torba orzechów włoskich, postanowiłam zrobić ciasto które ostatnio piekłam chyba na 3 urodziny mojej córki więc 6 lat temu! Zupełnie zapomniałam o tym przepisie, testując różne nowości a "niebo" kurzyło się gdzieś na początku mojego zeszytu. Na szczęście przypomniałam obie o nim, bo jest to pyszne ciasto, idealne na święta a co najlepsze- praktycznie bez cukru, na samym miodzie no i wegańskie- a więc coś dla wszystkich tych o nie mogą jeść jajek ani mleka krowiego :D Do tego wszystkiego naprawdę bardo proste i każdy bez problemu je wykona a efekt jest przepyszny!
Składniki:
50 dag białej mąki pszennej
3/4 szklanki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1/8 łyżeczki kurkumy
zimna woda (ok. 1/2 szklanki)
szczypta soli
(ja dodałam jeszcze płaską łyżkę cukru, lubię jak ciasto kruche jest lekko słodkie)
sypkie składniki mieszamy, siekamy z olejem i dodajemy powoli wodę, zagniatamy aż ciasto uzyska konsystencję ciasta kruchego.
Rozdzielamy ciasto na 2 części i pieczemy 2 placki, najlepiej na dużej prostokątnej blaszce wałkujemy cienki placek. 180st pieczemy aż się ciasto zarumieni, ok 20 min.
Masa 1:
1 kg obranych jabłek kroimy w plasterki i dusimy, pod koniec dodajemy miodu do smaku (ok łyżkę)
Masa2:
2 szklanki orzechów włoskich
3/4 szkl mleka (roślinnego, lub jeśli nie robi to nikomu różnicy może by krwie) - gorącego
1/ szkl miodu
Orzechy zalewamy wrzątkiem, cedzimy, następnie zalewamy mlekiem i miodem, miksujemy .
Placek nr 1 smarujemy gorącymi jeszcze jabłkami, kładziemy na to drugi placek, smarujemy wierzch masą z orzechów. Górę możemy udekorować gorzką czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej
smacznego!
przepis pochodzi z forum wegedzieciak.pl
A ponieważ wśród mikołajkowych prezentów znalazła się torba orzechów włoskich, postanowiłam zrobić ciasto które ostatnio piekłam chyba na 3 urodziny mojej córki więc 6 lat temu! Zupełnie zapomniałam o tym przepisie, testując różne nowości a "niebo" kurzyło się gdzieś na początku mojego zeszytu. Na szczęście przypomniałam obie o nim, bo jest to pyszne ciasto, idealne na święta a co najlepsze- praktycznie bez cukru, na samym miodzie no i wegańskie- a więc coś dla wszystkich tych o nie mogą jeść jajek ani mleka krowiego :D Do tego wszystkiego naprawdę bardo proste i każdy bez problemu je wykona a efekt jest przepyszny!
Składniki:
50 dag białej mąki pszennej
3/4 szklanki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
1/8 łyżeczki kurkumy
zimna woda (ok. 1/2 szklanki)
szczypta soli
(ja dodałam jeszcze płaską łyżkę cukru, lubię jak ciasto kruche jest lekko słodkie)
sypkie składniki mieszamy, siekamy z olejem i dodajemy powoli wodę, zagniatamy aż ciasto uzyska konsystencję ciasta kruchego.
Rozdzielamy ciasto na 2 części i pieczemy 2 placki, najlepiej na dużej prostokątnej blaszce wałkujemy cienki placek. 180st pieczemy aż się ciasto zarumieni, ok 20 min.
Masa 1:
1 kg obranych jabłek kroimy w plasterki i dusimy, pod koniec dodajemy miodu do smaku (ok łyżkę)
Masa2:
2 szklanki orzechów włoskich
3/4 szkl mleka (roślinnego, lub jeśli nie robi to nikomu różnicy może by krwie) - gorącego
1/ szkl miodu
Orzechy zalewamy wrzątkiem, cedzimy, następnie zalewamy mlekiem i miodem, miksujemy .
Placek nr 1 smarujemy gorącymi jeszcze jabłkami, kładziemy na to drugi placek, smarujemy wierzch masą z orzechów. Górę możemy udekorować gorzką czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej
smacznego!
przepis pochodzi z forum wegedzieciak.pl
niedziela, 28 kwietnia 2013
orzechowe serca
Te bułeczki robiłam już wiele razy i zawsze znikają tak samo szybko, a do tego są urocze :D polecam fanom orzechów włoskich.
Pierwszy raz zobaczyłam je na blogu Tsumko która po przepis posłała na znane Moje wypieki
obu paniom dziekuję za smaczną inspirację i przepis podaję dalej :
potrzebne składniki:
160ml mleka
2,5 łyżki cukru
pół łyżeczki soli
1 jajko
2,5 szklanki mąki pszennej
2 łyżki roztopionego masła
15 g drożdży
z cukru, mleka i drożdży robimy zaczyn; łączymy z pozostałymi składnikami i porządnie wyrabiamy ciasto aż przestanie się kleić do rąk i będzie sprężyste.
Zostawiamy do wyrośnięcia - ok godzinę
Przygotowujemy nadzienie, na które potrzebne będą:
200 gram orzechów włoskich
100gram cukru
80ml śmietanki kremówki
1/ łyżeczki cynamonu
wszystkie składniki miksujemy
I teraz możemy robić bułeczki.
Dzielimy ciasto na 10 części.
Każdą część wałkujemy na placuszek, smarujemy go 1/10 nadzienia i postępujemy tak jak na zdjęciach:
teraz bierzemy ostry nóż i przecinamy ten naleśnik od góry do prawie końca
kładziemy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i rozkładamy przecięte boki, aby ostatecznie bułeczka wyglądała jak serce:
Zostawiamy do wyrośnięcia bułeczki, pod szmatką, rozłożone w dość dużych odległościach od siebie, bo rosną. Ja 5 umieszczam na mojej blaszce. Niech rosną tak ok 30-40 minut.I możemy piec :D Smarujemy wierzch jajkiem roztrzepanym z łyżką mleka, aby były rumiane. Pieczemy w 180st przez 15-17minut.
mój najmłodszy bardzo zaciekawił się planem zdjęciowym ;)
zabrał się za pałaszowanie bułek, na dwie ręce, nie zważając na moje plany ;)
czwartek, 21 marca 2013
Przepyszne ciasto marchewkowe
...do czasu
Przed świętami Bożonarodzeniowymi zostaliśmy zaproszeni, jak co roku, do naszego kumpla Pi na pre-wigilię. A tam ciasto marchewkowe, pyszne, przepyszne!, upieczone przez Zuzię, dziewczynę brata Pi. Przepis wzięty z biegu, plan na jeszcze jedną szansę, no i teraz bez pośpiechu... jak to u mnie- czas przyjdzie sam, w odpowiednim momencie, nie mi to oceniać. Ja po prostu jak czuję w powietrzu, że mam coś zrobić TERAZ to wtedy robię :P
Tak więc TEN moment naszedł mnie w zeszły weekend.
Przyznam sie, że miałam pietra. Do samego końca postanowiłam się przedwcześnie nie ekscytować sukcesem, jednoczenie napawając się chwilą, ciasto sobie spokojnie ostygło, patyczek był suchy, więc chyba spoko...na spokojnie zrobiłam krem na wierzch i z próbowaniem też się nie spieszyłam. Obiad, a potem czas na deser i....UDAŁO SIĘ!!
Jak mi się udało to Wam też się uda :D
Co potrzebne:
4 jajka
300 ml oleju roślinnego
350g cukru (zredukowałam bo w przepisie było 400gram, a ja zwykle redukuję)
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
250 g mąki pszennej
2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki mielonego cynamonu
300 g startej marchewki
100 g posiekanych orzechów włoskich, chyba że ktoś ma pekan, whatever that is
na masę
115 g masła o temperaturze pokojowej
225 g serka śmietankowego o temperaturze pokojowej
50g cukru pudru (w oryginalnym przepisie jest 400gram !!!!!what the hell???? nie wyobrażam sobie jak by to mogło smakować...)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego ( mi się skończył, więc zredukowałam cukier i dodałam cukier wanilinowy)
100 g posiekanych orzechów - ja dałam laskowe, a można na relaksie pominąć
Piekarnik rozgrzać do 175st.
Przygotować blachę o wymiarach 23*30cm
W misie miksujemy jajka z olejem, cukrem i ekstraktem z wanilii. Wmieszać wszystkie suche składniki połączone wcześniej w innej misce. Na koniec dosypać marchewkę startą na dużych oczkach i orzechy i wymieszać wszystko.
Przelać do formy i piec ok 50 minut- do suchego patyczka. U mnie to była godzina
Ciasto wystudzić. Składniki na masę zmiksować, aż powstanie gładki krem. Posmarować wierzch wystudzonego ciasta, posypać orzechami jak ktoś chce.
jest naprawdę przepyszne! Przepis na to ciasto jak widziałam lata po sieci, każdy uraczony innym źródłem. Czasem z udziałem ananasa. Mi Zuzia podała tę stronę - klik
środa, 20 marca 2013
najsmaczniejsze czekoladowe makaroniki z masłem orzechowym
I tak trafiłam na stronę 6 bittersweets, blog którego właścicielka również zakochała się w makaronikach i piecze je obsesyjnie propoując różne ciekawe połączenia smaków. I również szukała przepisu z mniejszą ilością cukru. Niestety drastycznie cięcia nie są możliwe, bo efekt końcowy nie będzie taki jak chcemy... ale ten przepis ma mniej cukru niż ten poprzedni jaki Wam pokazywałam.
Oglądając różne przepisy z 6 bittersweets zauważyłam taki na makaroniki o smaku snickersów. Spoko pomysł :) Postanowiłam spróbować użyć orzechów ziemnych pół na pół z migdałami, akurat miałam w domu niesolone. Jednak postanowiłam sama sobie skomponować środek do makarowników, bo pianek nie dzierżę(fuuuj) i nie chciałam mlecznej czekolady ze względu na kolejną dodatkową słodycz.
Z przepisu wzięłam więc tylko proporcje na ciasteczka a krem zrobiłam z gorzkiej czekolady i połączyłam go z masłem orzechowym :) wyszły pyszne, słono-słodkie i nie ZA-słodkie :D czyli mission accoplished :D
potrzebne będą:
65gram mielonych migdałół
60 gram mielonych orzeszków ziemnych niesolonych
160 gram cukru pudru
100 gram białka, które wcześniej leżakowało przynajmniej 24h (pamiętajcie, ze wysuszone białko zmniejsza swoją wagę, więc wbijcie do miseczki więcej niż 100gram)
55gram cukru
odrobina soli
15gram dobrego gorzkiego kakao
na krem:
85gram gorzkiej czekolady
4 łyżki kremówki
i masło orzechowe
Makaroniki robimy standardowo. Opis jak i co tutaj - klik
jak makaroniki się pieką, przygotowujemy krem- zagotowujemy kremówkę, ściągamy z kuchenki, kruszymy doń czekoladę i odstawiamy na 5 minut. Po tym czasie mieszamy wszystko do połączenia składnikow.
po przestudzeniu na kratce makaroników smarujemy jednego przestudzonym kremem czekoladowym a drugiego masłem orzechowym i łączymy muszelki razem.
to jak narazie moje ulubione makaroniki :)
piątek, 15 marca 2013
makaroniki udane :)
Jejku, zabieram się do tego posta jak sójka się wybierała za morze... zresztą, do samych makaroników zabierałam się z podobną opieszałością, szykowałam się jak na wielkie wyzwanie. Wszystko dlatego, że generalnie wiadomo, iż zrobić makaroniki nie jest tak hop siup. Sama upiekłam chyba 4 tace w sumie, zanim udało mi się osiągnąć upragniony efekt. Ale naprawdę warto :)
Jak już podjęłam się zadania, na początek zaczęłam trochę szperać w sieci na ich temat. Trafiłam w parę fajnych miejsc przy okazji. Wszystkie wskazówki które godzinami(nie przesadzam tu) czytałam, złożyły mi się ostatecznie w jedną całość i dzięki temu też rozpoznawałam błędy, które rujnowały upragniony efekt. Brikomąż zajadał się makaronsami, i zachodził w głowę dlaczego marudzę w tej kuchni i suszę kolejne białka ;)
Tak czy inaczej- posiadam już wiedzę niezbędną do upieczenia makaroników i mogę się nareszcie nią podzielić :)
Zaczniemy od składników. Ja próbowałam robić te ciasteczka z kilku różnych przepisów, porównując efekty i dumając nad nimi. Ostatecznie zdecydowałam, że na pierwszą próbę najlepszy z wypróbowanych przeze mnie jest przepis Ruth Clemens- filalistki pierwszego Great British Bake Off; przepis znalazłam na Jej blogu Pink Whisk. Nawet jak zawaliłam coś po drodze to efekt końcowy był w sumie całkiem niezły.
potrzebne będą:
-110 g białek jajka (ok z 3 dużych jaj)- te białka najlepiej oddzielić od żółtek i miseczkę pozostawić na dobę-do 4. Nie martwcie się, nic się z nimi nie stanie, po prostu zmienią trochę strukturę, Miseczkę wystarczy przykryć czymś.
- 75g drobnego cukru
-125g zmielonych migdałów (bez skórek) (lub orzechów laskowych/pistacjowych bez soli; u mnie na zdjęciach są makaroniki laskowe)
-175g cukru pudru
ponadto:
-taka trzepaczka jak do mieszania sosów
-plastikowa szpatułka, lub metalowa łyżka
-2 miski
-rękaw do dekoracji z otworem na ok 1,5cm; lub rękaw zrobiony z papieru do pieczenia/sztywnej folii
Zaczynam od wyłożenia papierem tac do pieczenia. Można sobie na nich narysować kółka o średnicy 3cm, oddalone o kolejne 3cm od siebie.
natępnie mielę migdały na pył i mieszam je z cukrem pudrem. Jeśli chcecie mieć czekoladowe makaroniki, dodajecie do tej mieszaniny jeszcze łyżkę kakao; lub dobrze zmielonej kawy, jeśli chcecie kawowe.
Przesypuję do suchej miski.
W drugiej misce ubijam białka. Osobiście posiadam stary mikser, bardzo staaary...dlatego ostatecznie przy makaronikach zdecydowałam się na mieszanie białek tą trzepaczką. Jest to trochę wymagające dla prawej ręki zadanie, ale wciąż powtarzam - warto ;)
Tak więc roztrzepujemy białka aż ułoży się na nich biała piana, taka mniej więcej jak w kąpieli z bąbelkami :) Wtedy zaczynamy partiami dosypywać cukru drobnego i nadal ubijać.
Nie trzeba osiągnąć konsystencji sztywnych na maxa białek (tak, ze trzepaczka tworzy na powierzchni białkowe szczyty); wystarczy ubić tak, aby masa była biała i błyszcząca, dość gęsta.
Teraz następuje ważny etap- mieszanie masy białkowej z migdałami i cukrem. Trik polega na tym, aby zamieszać wszystko dość sprawnie, nie tracąc powietrza z ubitych białek, jednocześnie nie mieszając zbyt długo- bo wtedy makaroniki rozleją się na blaszce do pieczenia i możecie zapomnieć o tym końcowym efekcie ze śliczną "stópką", dodatkowo zciągnięcie ciasteczek z papieru do pieczenia będzie koszmarem..
Generalnie już lepiej jest mieszać zbyt krótko niż za długo.
Naczytałam się o konsystencji tej masy sporo, ale ostatecznie kilka prób własnych dało mi do myślenia, i z obserwacji jak zachowuje się masa- sama doszłam do wniosków jak powinna wyglądać zanim nałożę ją do rękawa dekoracyjnego. jak to wytłumaczyć? Hm... tak jak mówiłam- mieszacie tylko do połączenia składników, delikatnie, aby nie stracić puszystej konsystencji białek. Jak uniesiecie szpatułkę, masa powinna z niej spływać grubą wstęgą, nie odrywać się. Ale też nie chcemy aby się zlewała niejako z tej szpatułki bo wtedy na bank makaroniki rozleją się za bardzo na blaszce. Jak wyciśniemy masę na blaszkę to ona po prostu powinna zachować niejako nadany jej kształt, choć troszeczkę się rozlać, ale malutko.
Tak przygotowane makaroniki zostawiamy na jakieś pół godziny, godzinę max. W tym czasie na powierzchni ciasteczka powinna się utworzyć skorupka, wyczuwalna opuszkiem palca jak delikatnie dotkniemy powierzchni. jeśli będzie się kleiła mimo nawet godziny leżakowania- niestety masa była zbyt wymieszana. Mimo to można upiec ciasteczka, choć nie będą miały charakterystycznego wyglądu makaroników, ale będą dobre :)
Po minimum 30 minutach leżakowania, kiedy skorupka na powierzchni się pojawi- możemy zabrać się za pieczenie.
Mam nadzieję, że po wyciągnięciu z piekarnika zobaczycie coś takiego :)
u propozycja podania wg Brikomęża :)
Upieczone makaroniki odstawiamy do ostygnięcia, najlepiej zsuwamy papier na kratkę.
Po ostygnięciu, dobrze przyrządzone makaroniki będą lekko odchodziły od papieru do pieczenia, zachowując delikatną skorupkę na górze i na dole. Środek zaś będzie miękki i ciągnący :)
Przestudzone makaroniki można przełożyć dowolnym kremem. W wielu przepisach dominują kremy maślane i dość słodkie, natomiast same makaroniki są bardzo słodkie-gdyż to jest po części beza. Tak więc ja zdecydowanie wolę kremy na bazie serka mascarpone.
przykładowy krem czekoladowy:
-250g serka mascarpone
-pół tabliczki gorzkiej czekolady
-pół tabliczki mlecznej czekolady
czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej, i teraz można zrobić krem bardziej serkowy- czyli ostudzić czekoladę i połączyć z serkiem za pomocą miksera; lub nie studzić czekolady tylko odrazu dodać serek i szybko wymieszać- wtedy krem będzie miał bardziej gładką konsystencję i będzie bardziej czekoladowy w smaku. W zasadzie jest to moje przypadkowe odkrycie ;)
z mascarpone robiłam też pyszny krem cytrynowy, dodając do serka po prostu dwie łyżki domowego lemon curd, jest to taki krem o konsystencji budyniu, pysznie cytrynowy. Mi smakował w połączeniu z makaronikami z dodatkiem orzechów laskowych( zamiast migdałów mielimy obrane ze skórek orzechy laskowe, lub łączmymy laskowe i migdały pół na pół).
a ostatnio zaintrygował mnie krem z solonego karmelu, połączyłam go z kawowymi makaronikami.
W makaronikach fajne jest też to, że można je zrobić w różnych kolorach poprzez dodanie barwnika (najlepiej w żelu) do piany z białek, oraz można je zrobić w dowolnym smaku; więc jak już osiągniecie wprawę w tworzeniu tych ślicznych ciasteczek, możecie pofantazjować w polu ich wyglądu i smaku :D
miłej zabawy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


