Jadłonomia zamieściła ostatnio przepis na wegański sos pieczeniowy (jakkolwiek dziwnie to brzmi ;)) co bardzo trafiło w nasze gusta, gdy lubimy od czasu do czasu zjeść kluski śląski + pseudo-pieczeń z sejtanu. Niestety dotychczas jedliśmy z gotowym sosem w proszku. Dlatego ten przepis bardzo mi się spodobał i natychmiast go wypróbowałam. Wyszedł prawie idealny, trochę a bardzo pomidorowy ale i tak byliśmy zachwyceni. Ale jak postanowiłam zrobić go drugi raz to już lekko zmieniłam proporcje i wyszło jak dla mnie idealnie :) Dziś jedliśmy oczywiście z kluskami śląskimi oraz klopsami, które wyszły mi naprawdę pysznie, więc łapcie przepis :)
na sos:
-2 cebule
-2 liście laurowe
-2 kulki pieprzu
-2 kulki ziela angielskiego
-łyzeczka tymianku
-łyżeczka rozmarynu
-olej
-1marchew
-1pieruszka
-2 laski selera naciowego
-2 ząbki czosnku
-1/2 łyzki cukru brązowego
-3 łyżki sosu sojowego
-1 łyżka przecieru pomidorowego
-1 litr bulionu warzywnego
-sól i pieprz
Sos najlepiej przygotowywać kiedy gotujemy zupę, wtedy robimy gar bulionu na zupę, z przeznaczeniem jednego litra na sos :)
Cebulę kroimy w piórka i wrzucamy na olej z przyprawami. Gdy się zeszkli, układamy ją łyżką równo na dnie garnka i podsmażamy aż zbrązowieje. Następnie wrzucamy warzywa pocięte w grubsze plastry i czosnek w drobną kosteczkę. Całość smażymy na średnim ogniu, mieszając tylko aby sie nie przypaliły. Po ok 20 minutach dorzucamy cukier, sos sojowy i koncentrat i na małym ogniu smażymy 2 minuty. Po tym czasie zalewamy całość bulionem i gotujemy przez ok 40 minut, aż sos się zredukuje.
Następnie odcedzamy sos od warzyw, odciskając porządnie warzywa na sitku. Sos przelewamy z powrotem do garnka, doprawiamy solą i pieprzem. Jeśli lubicie aby sos był gęsty - zróbcie zasmażkę.
Gotowy :D
na pulpety:
- szklanka ugotowanej kaszy jaglanej (pół szklanki suchej kaszy)
-2 cebule
- 30 dkg pieczarek
-1 jajko*
-2 łyżki bułki tartej*
-2 łyżki mąki*
-sól
-pieprz
-pieprz ziołowy
*w wersji wegan można zastąpić te składniki mąką z cieciorki
Kaszę gotujemy, cebulę kroimy w kosteczkę i szklimy na patelni (doprawiamy ją solą); pieczarki ścieramy na tarce, dorzucamy do cebuli, doprawiamy pieprzem oraz pieprzem ziołowym i podsmażamy aż pieczarki nieco zbrązowieją. Wszystko wrzucamy do miski, dodajemy jajko, bułkę tartą i mąkę, mieszamy. W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę, na wrzątek wrzucamy uformowane pulpeciki (dobrze jest zwilżyć ręce). Najlepiej wrzucić najpierw jednego i sprawdzić czy się nie rozpada, jeśli się rozpada-dodać więcej mąki. Moje się na szczęście nie rozpadały. Gotujemy przez ok 7 minut.
Pulpety można wrzucić do sosu i jeszcze chwilę pogotować na małym ogniu aby wchłonęły nieco sosu, ale nie rozpadły się.
my zjedliśmy z kluskami śląskimi
sobota, 20 grudnia 2014
wtorek, 28 października 2014
dyniowa zupa krem - na ostro oooo
Rok temu namiętnie piekłam keks dyniowy, który był ciastem jesieni 2013; w tym roku wciąż wracam do zupy dyniowej. Robię coraz to inaczej, ale zawsze z dyni hokkaido. Obsesyjnie ją wykupywałam, kiedy skończyły się zapasy z naszego własnego ogrodu. 8 sztuk leży w kuchni na podłodze, a drugie tyle siedzi już w zamrażalniku jako puree. Kolor pomarańczowy to mój ulubiony energetycznie kolor. Otaczam się nim od lat instynktownie, i jem go ;)
A dzisiejsza wersja zupy dyniowej idealnie pasuje do aury za oknem, czas się ogrzewać i wzmacniać.
Potrzebne składniki:
- 1 dynia hokkaido
-2 ząbki czosnku
-pół zielonego chilli (jeśli nie przepadacie tak bardzo za ostrym to można pominąć, ewentualnie wyciągnąć pestki)
-gruby plasterek imbiru
-duża szczypta wędzonej papryki (można pominąć)
-filiżanka wody
-puszka mleka kokosowego
-olej do smażenia
-sól i pieprz do smaku
-natka pietruszki do podania
Dynię kroimy na pół i wkładamy do piekarnika rozgrzanego na 180st, pieczemy przez 40 minut. Wyciągamy, studzimy, wyciągamy pestki i kroimy w kostkę (skórkę można zostawić).
W rondelku grzejemy olej na dnie, imbir i czosnek kroimy w kosteczkę, chilli w plasterki - wrzucamy to na olej, dodajemy wędzoną paprykę. Mieszamy przez minutę, dorzucamy dynię. Mieszamy wszystko i po chwili zalewamy mlekiem kokosowym, dodajemy wodę oraz doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy na mniejszym ogniu przez ok 10-15 minut. Następnie miksujemy na krem. Podajemy z natką pietruszki.
konsystencja idealnie kremowa, smaki ostre mieszają się ze słodyczą dyni i mleka kokosowego - pyycha przekąska na zimny wieczór, lub kiedy katar nas próbuje dopaść.
A dzisiejsza wersja zupy dyniowej idealnie pasuje do aury za oknem, czas się ogrzewać i wzmacniać.
Potrzebne składniki:
- 1 dynia hokkaido
-2 ząbki czosnku
-pół zielonego chilli (jeśli nie przepadacie tak bardzo za ostrym to można pominąć, ewentualnie wyciągnąć pestki)
-gruby plasterek imbiru
-duża szczypta wędzonej papryki (można pominąć)
-filiżanka wody
-puszka mleka kokosowego
-olej do smażenia
-sól i pieprz do smaku
-natka pietruszki do podania
Dynię kroimy na pół i wkładamy do piekarnika rozgrzanego na 180st, pieczemy przez 40 minut. Wyciągamy, studzimy, wyciągamy pestki i kroimy w kostkę (skórkę można zostawić).
W rondelku grzejemy olej na dnie, imbir i czosnek kroimy w kosteczkę, chilli w plasterki - wrzucamy to na olej, dodajemy wędzoną paprykę. Mieszamy przez minutę, dorzucamy dynię. Mieszamy wszystko i po chwili zalewamy mlekiem kokosowym, dodajemy wodę oraz doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy na mniejszym ogniu przez ok 10-15 minut. Następnie miksujemy na krem. Podajemy z natką pietruszki.
konsystencja idealnie kremowa, smaki ostre mieszają się ze słodyczą dyni i mleka kokosowego - pyycha przekąska na zimny wieczór, lub kiedy katar nas próbuje dopaść.
czwartek, 11 września 2014
do pudełka czyli co zabrać ze sobą do szkoły / pracy
W tym roku mam w domu już dwóch szkolniaków, czwartoklasistkę, która spędza nagle więcej czasu w szkole z racji nowyc przedmiotów i klasy sportowej z dodatkowym wf-em; oraz pierwszoklasistę, któremu oczywiście chcę umilić czas w nowym miejscu fajnymi przekąskami na przerwy :)
Idea jest taka, aby nie było nudno i nie było monotonnie. Zatem staram się pakować Im różnorodne śniadaniówki; tak żeby były owoce i warzywa i kanapki a czasem też coś słodkiego. Nie musi być tego dużo, ważne by można było sobie coś przegryźć między lekcjami i aby to nie było 5 kanapek z tym samym ;) Warzywa fajnie jest pociąć w atrakcyjne kształty, owoce przygotować tak aby łatwo było zjeść; kanapki z czymś co dzieci lubią, lub jedną z tym co lubią a jedną z czymś co my lubimy, żeby zjadły :P
Do pracy też można robić kolorowe śniadaniówki, dlaczego nie? :)
zachęcam do zaglądania na DO PUDEŁKA gdzie można codziennie jakiś pomysł podglądnąć :) przez moje znajome zostałam wkręcona we współtworzenie tej strony i bardzo się z tego ciesze, gdyż robienie śniadaniówek sprawia mi dużą przyjemność, a jak dzieci proszą aby jutro też były marchewki-kwiatki to sami wiecie :)
Idea jest taka, aby nie było nudno i nie było monotonnie. Zatem staram się pakować Im różnorodne śniadaniówki; tak żeby były owoce i warzywa i kanapki a czasem też coś słodkiego. Nie musi być tego dużo, ważne by można było sobie coś przegryźć między lekcjami i aby to nie było 5 kanapek z tym samym ;) Warzywa fajnie jest pociąć w atrakcyjne kształty, owoce przygotować tak aby łatwo było zjeść; kanapki z czymś co dzieci lubią, lub jedną z tym co lubią a jedną z czymś co my lubimy, żeby zjadły :P
Do pracy też można robić kolorowe śniadaniówki, dlaczego nie? :)
zachęcam do zaglądania na DO PUDEŁKA gdzie można codziennie jakiś pomysł podglądnąć :) przez moje znajome zostałam wkręcona we współtworzenie tej strony i bardzo się z tego ciesze, gdyż robienie śniadaniówek sprawia mi dużą przyjemność, a jak dzieci proszą aby jutro też były marchewki-kwiatki to sami wiecie :)

niedziela, 31 sierpnia 2014
do słoika - śliwka renkloda ulena z cynamonem i imbirem
Tak więc polecam, polecam, biegnijcie na bazarek zobaczyć czy jeszcze jest. Szukajcie już bardziej żółtawych, bo pod koniec sierpnia są już one dojrzałe.
powidła z Renklody Uleny z cynamonem/kardamonem i imbirem
- 2 kilo śliwek, umytych i wypestkowanych
- kawałek świeżego imbiru
- 3 szczypty cynamonu lub kardamonu
- 5 łyżki cukru
Śliwki wrzuciłam na głęboka patelnię, zasypałam cukrem i odstawiłam aby puściły sok. Po ok 30 minutach zaczęłam je smażyć, na początek na większym ogniu, jak już konkretnie puściły sok to zmniejszyłam na mały i tak sobie pykały, czasem je mieszałam aby się nie przypaliły. Po ok 40 minutach wyłączyłam i zostawiłam. Wieczorem znów zaczęłam smażyć. Kiedy wszystko zaczęło gęstnieć, dodałam cynamon i starty imbir. Zamieszałam i smażyłam dalej aż do pożądanej konsystencji. Czasem warto zostawić na noc i rano jeszcze podsmażyć, jeśli w jeden dzień nie zgęstnieją tak jak chcemy.
Gotowe powidła wrzucałam do wyparzonych wcześniej słoików.
smakuje jak dla mnie idealnie, jest słodko-kwaskowata a do tego obecność imbiru i cynamonu bądź kardamonu gwarantuje dodatkowe rozgrzanie na zimowe dni. Pyszności. Zachęcam Was do eksperymentowania z klasycznymi przepisami na przetwory :)
u mnie jest z 10 razy tyle;) uwielbiam chować smak lata w słoiki i potem zajadać zimą ze smakiem. Planuję co roku odkrywać jakieś nowe kombinacje. Tego lata zdecydowanie ulena z imbirem i cynamonem, oraz truskawka z kardamonem.
środa, 30 lipca 2014
jarmużowe smoothie
to była improwizacja w stylu - zużyć co trzeba zjeść zanim zacznie wołać o pomstę ;)
i do improwizacji będę Was nadal namawiała ;)
Smoothie robiłam pierwszy raz, pomyślałam, że jarmuż-bardzo bogaty w wapno i witaminę C- będzie idealnym składnikiem takiego napoju, jako, że tu wchodzi na surowo.
użyłam:
3 dość duże liście jarmużu
1 morela
garść zamrożonych truskawek
1 dojżały banan
pół kubka kefiru
sok z połówki cytryny
Najpierw zmiksowałam owoce z sokiem z cytryny, na koniec dodałam kefir i znów mix na gładką masę.
Wyszedł z tego orzeźwiający i smaczny, zielony napój :)
i do improwizacji będę Was nadal namawiała ;)
Smoothie robiłam pierwszy raz, pomyślałam, że jarmuż-bardzo bogaty w wapno i witaminę C- będzie idealnym składnikiem takiego napoju, jako, że tu wchodzi na surowo.
użyłam:
3 dość duże liście jarmużu
1 morela
garść zamrożonych truskawek
1 dojżały banan
pół kubka kefiru
sok z połówki cytryny
Najpierw zmiksowałam owoce z sokiem z cytryny, na koniec dodałam kefir i znów mix na gładką masę.
Wyszedł z tego orzeźwiający i smaczny, zielony napój :)
wtorek, 29 lipca 2014
burgery jarmużowe
Burgery okazały się idealnym posiłkiem na wyjazd. Robisz w domu, pieczesz w piekarniku a na drugi dzień, kiedy jedziesz na drugi koniec kraju i po rozłożeniu namiotu marzysz o wartościowym i ciepłym posiłku - wystarczy mieć ze sobą bułki i ulubione warzywa; burgery podgrzewają się w minutę na suchej patelni i GOTOWE :D Do tego dobrze się przechowują, wiec na drugi dzień też można było je zjeść. Tak więc na wyjazdy zdecydowanie polecam!
W produkcji inspirowałam się przepisami na burgery warzywne od jadłonomii
Składniki których użyłam:
2 pęczki jarmużu (liście miałam dość duże)
kubek ugotowanej kaszy jaglanej
pół szklanki podprażonych na suchej patelni ziaren słonecznika oraz sezamu
1/4 szklanki oleju
4 łyżki mąki
1 cebula
posiekany koperek
4 łyżki sosu sojowego
1 ząbek czosnku
łyżeczka kuminu
łyżeczka kolendry
pieprz
sól
Jarmuż blanszujemy w wodzie z odrobiną soli, trzymamy go w wodzie dłużej niż delikatniejszy szpinak. Łodygi oczywiście odcinamy. Następnie kroimy dość drobno. Mieszamy z ugotowaną kaszą jaglaną, posiekaną w kostkę cebulką, i resztą składników. Z powstałej masy formujemy burgery, układamy je na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 200st przez 30 minut; po 20 minutach odwracamy burgery.
Gotowe podajemy z ulubionymi dodatkami. Łatwe do podgrzania, skradły moje serce. Wcześniej idealnie sprawdziły się jako obiad na naszym ogrodzie a teraz na wakacjach nad morzem okazały się być wprost idealne, dzięki temu jak szybko można je przyrządzić gdy już jesteśmy pod namiotem, bo całą robotę tak naprawdę robimy w domu a na kempingu możemy się delektować pysznym, wartościowym obiadem robionym w mig ;)
W produkcji inspirowałam się przepisami na burgery warzywne od jadłonomii
Składniki których użyłam:
2 pęczki jarmużu (liście miałam dość duże)
kubek ugotowanej kaszy jaglanej
pół szklanki podprażonych na suchej patelni ziaren słonecznika oraz sezamu
1/4 szklanki oleju
4 łyżki mąki
1 cebula
posiekany koperek
4 łyżki sosu sojowego
1 ząbek czosnku
łyżeczka kuminu
łyżeczka kolendry
pieprz
sól
Jarmuż blanszujemy w wodzie z odrobiną soli, trzymamy go w wodzie dłużej niż delikatniejszy szpinak. Łodygi oczywiście odcinamy. Następnie kroimy dość drobno. Mieszamy z ugotowaną kaszą jaglaną, posiekaną w kostkę cebulką, i resztą składników. Z powstałej masy formujemy burgery, układamy je na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 200st przez 30 minut; po 20 minutach odwracamy burgery.
Gotowe podajemy z ulubionymi dodatkami. Łatwe do podgrzania, skradły moje serce. Wcześniej idealnie sprawdziły się jako obiad na naszym ogrodzie a teraz na wakacjach nad morzem okazały się być wprost idealne, dzięki temu jak szybko można je przyrządzić gdy już jesteśmy pod namiotem, bo całą robotę tak naprawdę robimy w domu a na kempingu możemy się delektować pysznym, wartościowym obiadem robionym w mig ;)
tu właśnie zdjęcie z przed namiotu, z podwójnym burgerem, mniam
burger w towarzystwie pomidora, papryki czerwonej, wędzonego tofu, musztardy i majo + oczywiście polecam sałatę, ale nie mięliśmy wtedy.
poniedziałek, 28 lipca 2014
żółte sabdżi
Sabdżi to typowe danie kuchni indyjskiej, są to warzywa duszone z przyprawami, idealne do ryżu lub papadamów (indyjskiego pieczywa). W zasadzie można robić z czego się chce, co się najbardziej lubi, lub co akurat pod reką. Szybkie do zrobienia i idealne, kiedy chcemy zasmakować Indii.
Aktualnie przebywam w domu moich rodziców, więc dużo tu improwizuję, aby było szybko i z tego co jest. O powstaniu dzisiejszego dania zaważyły dwa składniki - dynia haloween, którą tato przyniósł rano oraz mieszanka przypraw, którą ktoś podarował mojej mamie. Zaglądnęłam do lodówki i dobrałam z tego co było. Wyszło pysznie i lekko, więc zachęcam do eksperymentowania :)
składniki:
-1 cebula
-2 marchewki
-20 dkg żółtej fasolki szparagowej
-pół redniej dyni haloween
-3 średnie pomidory, bez skórki
-puszka pomidorów
-sos sojowy
-pół puszki mleczka kokosowego
-opcjonalnie papryczka chilli, drobno skrojona
-masala przypraw - chilli, curry, kolendra, kurkuma, kumin, imbir
-olej
Na olej wrzucamy przyprawy oraz chilli, jeśli chcemy aby sabdżi było ostre. Cebulkę kroimy w kosteczkę lub w piórka, dorzucamy na patelnię i szklimy. Dodajemy po kolei, marchewkę pokrojoną w talarki, fasolkę szparagową; po chwili dodajemy dynię- obraną ze skórki i pozbawiona nasion, pokrojoną w kostkę grubszą. Na koniec dodajemy pokrojone w ćwiartki pomidory oraz pomidory z puszki. Mieszamy i dusimy pod przykryciem. Kiedy warzywa będą miękkie, dodajemy ok 1/2 puszki mleka kokosowego(można dać więcej lub mniej, jak kto lubi), chwile dusimy razem. Na koniec doprawiamy sosem sojowym do smaku.
my zjedliśmy z ryżem i natką pietruszki.
wybaczcie nieprzewidywalną częstotliwość pojawiania się przepisów, niestety z czasem jest trochę ciężko..ale ostatecznie uznałam, że może nie będę tu umieszczać artystycznych zdjęć mojego jedzenia, jako że rodzina nie zwykła czekać z jedzeniem aż wykonam fotografie ;) zatem zdjęcia będą przeróżne, prawdopodobnie będą raczej na szybko robione, przed pałaszowaniem, ale może przynajmniej uda mi się więcej rzeczy wrzucać :)
Aktualnie przebywam w domu moich rodziców, więc dużo tu improwizuję, aby było szybko i z tego co jest. O powstaniu dzisiejszego dania zaważyły dwa składniki - dynia haloween, którą tato przyniósł rano oraz mieszanka przypraw, którą ktoś podarował mojej mamie. Zaglądnęłam do lodówki i dobrałam z tego co było. Wyszło pysznie i lekko, więc zachęcam do eksperymentowania :)
składniki:
-1 cebula
-2 marchewki
-20 dkg żółtej fasolki szparagowej
-pół redniej dyni haloween
-3 średnie pomidory, bez skórki
-puszka pomidorów
-sos sojowy
-pół puszki mleczka kokosowego
-opcjonalnie papryczka chilli, drobno skrojona
-masala przypraw - chilli, curry, kolendra, kurkuma, kumin, imbir
-olej
Na olej wrzucamy przyprawy oraz chilli, jeśli chcemy aby sabdżi było ostre. Cebulkę kroimy w kosteczkę lub w piórka, dorzucamy na patelnię i szklimy. Dodajemy po kolei, marchewkę pokrojoną w talarki, fasolkę szparagową; po chwili dodajemy dynię- obraną ze skórki i pozbawiona nasion, pokrojoną w kostkę grubszą. Na koniec dodajemy pokrojone w ćwiartki pomidory oraz pomidory z puszki. Mieszamy i dusimy pod przykryciem. Kiedy warzywa będą miękkie, dodajemy ok 1/2 puszki mleka kokosowego(można dać więcej lub mniej, jak kto lubi), chwile dusimy razem. Na koniec doprawiamy sosem sojowym do smaku.
my zjedliśmy z ryżem i natką pietruszki.
wybaczcie nieprzewidywalną częstotliwość pojawiania się przepisów, niestety z czasem jest trochę ciężko..ale ostatecznie uznałam, że może nie będę tu umieszczać artystycznych zdjęć mojego jedzenia, jako że rodzina nie zwykła czekać z jedzeniem aż wykonam fotografie ;) zatem zdjęcia będą przeróżne, prawdopodobnie będą raczej na szybko robione, przed pałaszowaniem, ale może przynajmniej uda mi się więcej rzeczy wrzucać :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










