Święta zbliżają się wielkimi krokami i postanowiłam wrzucić jeszcze w biegu przepis na pyszny pasztet, który warto przygotować na świąteczny stół. Właśnie wczoraj go zrobiłam i już połowy nie ma, dzieci zajadają się aż miło, więc nic tylko robić!
Przepis podała ostatnio na swoim blogu Jadłonomia a ja dodałam ze swojej strony suszone śliwki w środek, po jednej stronie, a drugą stronę wzbogaciłam o suszone pomidory; żeby było do wyboru. Wyszło przepysznie! Bardzo mi odpowiadało użycie orzechów laskowych bo jeszcze z nimi nie robiłam, zaś kasza jaglana jest zdecydowanie idealna na pasztet.
a więc składniki:
3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej, ugotowanej ze szczyptą soli
1 szklanka orzechów laskowych, zmielonych
100 ml oleju
2 marchewki
2 pietruszki
1 por (biała część)
2 laski selera naciowego
2 ząbki czosnku, posiekane
3 łyżki sosu sojowego
2 liście laurowe
3 kulki ziela angielskiego
1 łyzeczka majeranku
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1 łyżeczka suszonej pietruszki
duża szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz
kilka suszonych śliwek/pomidorów suszonych
pora kroimy w plasterki i dusimy na oleju z liściem laurowym i zielem angielskim. W tym czasie obieramy marchew i pietruszkę, ścieramy na tarce; seler naciowy kroimy w kosteczkę. Kiedy por się zeszkli, wyciągamy liść i zielę angielskie, dodajemy warzywa oraz czosnek; wszystko dusimy przez 15 minut.
Połączyć warzywa z ugotowaną kaszą, orzechami i resztą przypraw. Wszystko miksujemy na gładką masę.
Nakładamy połowę masy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, układamy wzdłuż śliwki/pomidory i nakładamy resztę masy.
pieczemy ok 45 minut w 200 stopniach.
Zjadamy ze smakiem po przestudzeniu
czwartek, 17 kwietnia 2014
piątek, 11 kwietnia 2014
topi-placki czyli ziemniaczane z topinamburem
Naszym rodzinnym zwyczajem jest smażyć placki na naszej działce ogrodowej - bo wiadomo, smażyć można ile wlezie bez obaw o zapachy w domu ;) Do tego robi się łatwo w każdych warunkach i smakuje najlepiej na świeżym powietrzu, czyż nie? :D
Pomysł na topi placki jest Brikomęża, kombinował co by tu jeszcze zrobić z topinamburem i dobrze wykombinował bo placki wyszły przepysznie, i w zasadzie powstała nowa jakość :D
co potrzeba?
-kilo ziemniaków
-kilo topinambura
-3 jajka
-3 duże cebule
-4-5 łyżek mąki pszennej ( ja sypie "na oko" więc może być że więcej, albo mniej...
-pieprz i sól do smaku
Ziemniaki obieramy, topinambur szorujemy szczoteczką (nie ma potrzeby obierać, skórka jest wartościowa) - wszystko ścieramy na tarce. Cebulę kroimy w kosteczkę, mieszamy wszystko razem w misce, dodajemy jajka, mąkę i przyprawy - mieszamy.
można też dodać sobie jakieś dodatki, przyprawy które lubimy, lub np ostatnio natargałam na ogrodzie resztki jarmużu :)
I smażymy :D
polecam!
Pomysł na topi placki jest Brikomęża, kombinował co by tu jeszcze zrobić z topinamburem i dobrze wykombinował bo placki wyszły przepysznie, i w zasadzie powstała nowa jakość :D
co potrzeba?
-kilo ziemniaków
-kilo topinambura
-3 jajka
-3 duże cebule
-4-5 łyżek mąki pszennej ( ja sypie "na oko" więc może być że więcej, albo mniej...
-pieprz i sól do smaku
Ziemniaki obieramy, topinambur szorujemy szczoteczką (nie ma potrzeby obierać, skórka jest wartościowa) - wszystko ścieramy na tarce. Cebulę kroimy w kosteczkę, mieszamy wszystko razem w misce, dodajemy jajka, mąkę i przyprawy - mieszamy.
można też dodać sobie jakieś dodatki, przyprawy które lubimy, lub np ostatnio natargałam na ogrodzie resztki jarmużu :)
I smażymy :D
polecam!
wtorek, 25 marca 2014
rosół bez kury, czyli wersja wege
Chłopaki moje najmłodsze się zakatarzyły, więc dziś rosół. Bez kury, wiadomo, a jednak rosół. Bez kostek rosołowych ze sklepu, bo takich od dawna u mnie w kuchni nie ma. Naprawdę smaczny! Jedna z ulubionych zup moich dzieci. A my z mężem też uwielbiamy i wcale nie tęsknimy za wersją z dzieciństwa, bo ta daje radę :P
Zasada jest prosta - dużo warzyw do dużego gara, przyprawy i sos sojowy; no i gotowanie z 1,5h co najmniej.
co ja wkładam do gara?
-kilka marchewek
-2 korzenie pietruszki
-seler
-kawałek kapusty
-pół pora
-obraną cebulę z powtykanymi goździkami, jeśli macie możliwość to dobrze jest ja opalić
-kilka lasek selera naciowego
-kalarepka
-kawałek glonu kombu
-liście jarmużu (nadają cudownego aromatu)
-idealnie jest mieć świeży lubczyk, w trakcie gotowanie roznosi się tak smakowity zapach, że nie można się doczekać aż będzie gotowe
-pieprz
-pieprz ziołowy
-liść laurowy
-kilka kulek ziela angielskiego
- sos sojowy
-natka pietruszki
-łyżka oliwy/masła
wrzucamy do gara wszystkie warzywa i przyprawy poza sosem sojowym. Nastawiamy na średni ogień to zagotowania, jak zacznie bulgotać to po kilku minutach zmniejszamy i niech sobie pyka dowolnie- generalnie lepiej dłużej niż krócej, bo im dłużej tym więcej aromatu uzyskamy a zupa będzie bardziej rozgrzewająca.
Na koniec gotowania dodajemy sos sojowy do smaku, on uzupełnia nasz rosół, więc daję go ok 6 łyżek na duży gar. Nie solę solą, gdyż sos ją w sobie ma. Na talerzu można sobie zawsze dodać jeszcze sosu, wedle uznania. Na talerzu sypiemy obficie pietruszką.
Zasada jest prosta - dużo warzyw do dużego gara, przyprawy i sos sojowy; no i gotowanie z 1,5h co najmniej.
co ja wkładam do gara?
-kilka marchewek
-2 korzenie pietruszki
-seler
-kawałek kapusty
-pół pora
-obraną cebulę z powtykanymi goździkami, jeśli macie możliwość to dobrze jest ja opalić
-kilka lasek selera naciowego
-kalarepka
-kawałek glonu kombu
-liście jarmużu (nadają cudownego aromatu)
-idealnie jest mieć świeży lubczyk, w trakcie gotowanie roznosi się tak smakowity zapach, że nie można się doczekać aż będzie gotowe
-pieprz
-pieprz ziołowy
-liść laurowy
-kilka kulek ziela angielskiego
- sos sojowy
-natka pietruszki
-łyżka oliwy/masła
wrzucamy do gara wszystkie warzywa i przyprawy poza sosem sojowym. Nastawiamy na średni ogień to zagotowania, jak zacznie bulgotać to po kilku minutach zmniejszamy i niech sobie pyka dowolnie- generalnie lepiej dłużej niż krócej, bo im dłużej tym więcej aromatu uzyskamy a zupa będzie bardziej rozgrzewająca.
Na koniec gotowania dodajemy sos sojowy do smaku, on uzupełnia nasz rosół, więc daję go ok 6 łyżek na duży gar. Nie solę solą, gdyż sos ją w sobie ma. Na talerzu można sobie zawsze dodać jeszcze sosu, wedle uznania. Na talerzu sypiemy obficie pietruszką.
smacznego!
niedziela, 23 marca 2014
chilli sin carne czytaj czili bez mięsa ;)
W ogóle idę na żywioł, bo dopiero wstałam od talerza obiadowego, czyli od tegoż chilli :) dzieci chwilowo w pasji zabawy, może się uda napisać posta? W tle muzyka z filmu Amelie, pamiętacie? Idealna na taką budząca się wiosnę jak u nas teraz, nie narzekam nawet na deszczyk i oziębienie, bo jest dość ciepło i pachnie wiosną, kwiaty już się zaczęły pojawić na drzewach i wszędzie zaczyna się robić zielono! U nas na ogrodzie też wiosna :D
A ja w ten weekend bawiłam się trochę w katering i na dziś wybrałam chilli sin carne, gdyż troszkę zimniej niż ostatnio, więc ciepła i rozgrzewająca strawa jest w cenie ;)
Kiedyś robiłam chilli sin carne inaczej, bo na wzór mięsnego i dodawałam wtedy sojową śrutę 'miast mięsa; mój przepis jest nawet na PUSZCE ;)
Ale od dawna nie używam sojowych suchych pseudo mięsnych gadżetów. Ostatnio widziałam filmik z wizyty Marty z Jadłonomii w ddtvn i robił właśnie chilli sin carne więc przypomniało mi się i zrobiłam sobie.
Co potrzebne?
-2 puszki czerwonej fasoli
-2 kartoniki sosu pomidorowego, bądź 2 puszki pomidorów, bądź jak przyjdzie sezon to ok 1 kg pomidora świeżego
- 2-3 czerwone cebule
-opcjonalnie puszka kukurydzy
-opcjonalnie białe tofu, pokruszone i zalane sosem sojowym na 15 min przed gotowaniem
- 1 marchewka
- laska selera naciowego
- 2 czerwone papryki
-papryka słodka (łyżeczka)
-pieprz cayenne (pół łyżeczki)
- curry (pół łyżeczki)
-kminek (pół łyżeczki)
-cynamon (łyżeczka)
-kawałek imbiru świeżego
-2 ząbki czosnku
-sos sojowy (ok 2 łyżki)
- łyżka cukru trzcinowego
-sok z połowy cytryny
-natka pietruszki
-oliwa
W garnku rozgrzewamy oliwę i dorzucamy tm przyprawy - paprykę, cayenne, curry, kminek zmielony, cynamon, ścieramy na tarce imbir i rozgniatamy czosnek - wszystko razem mieszamy i podsmażamy na oliwie przez chwilkę; następnie dodajemy pociętą w plasterki cebulę i mieszamy. Po chwili dodajemy plasterki marchewki oraz selera naciowego i paprykę pokrojoną w kostkę. Mieszamy i przez chwilę razem dusimy. Następnie dodajemy odcedzona i wypłukaną fasolę, oraz pomidory (jeśli mamy świeże to polecam wcześniej sparzyć i obrać ze skórki) i ew opcjonalne składniki czyli kukurydzę i tofu. Mieszamy. Zostawiamy aż wszystko zacznie bulgotać, wtedy zmniejszamy ogień, dodajemy sok z cytryny i cukier, mieszamy i zostawiamy na małym ogniu na ok 30 minut. Na koniec dodajemy sos sojowy i dajemy się jeszcze połączyć smakom przez 5 minut.
Na talerzu posypujemy natką pietruszki.
My dziś jedliśmy z kaszą jęczmienną i pysznie wyszło, można też z chlebem, ryżem, co kto lubi.
smacznego!
A ja w ten weekend bawiłam się trochę w katering i na dziś wybrałam chilli sin carne, gdyż troszkę zimniej niż ostatnio, więc ciepła i rozgrzewająca strawa jest w cenie ;)
Kiedyś robiłam chilli sin carne inaczej, bo na wzór mięsnego i dodawałam wtedy sojową śrutę 'miast mięsa; mój przepis jest nawet na PUSZCE ;)
Ale od dawna nie używam sojowych suchych pseudo mięsnych gadżetów. Ostatnio widziałam filmik z wizyty Marty z Jadłonomii w ddtvn i robił właśnie chilli sin carne więc przypomniało mi się i zrobiłam sobie.
Co potrzebne?
-2 puszki czerwonej fasoli
-2 kartoniki sosu pomidorowego, bądź 2 puszki pomidorów, bądź jak przyjdzie sezon to ok 1 kg pomidora świeżego
- 2-3 czerwone cebule
-opcjonalnie puszka kukurydzy
-opcjonalnie białe tofu, pokruszone i zalane sosem sojowym na 15 min przed gotowaniem
- 1 marchewka
- laska selera naciowego
- 2 czerwone papryki
-papryka słodka (łyżeczka)
-pieprz cayenne (pół łyżeczki)
- curry (pół łyżeczki)
-kminek (pół łyżeczki)
-cynamon (łyżeczka)
-kawałek imbiru świeżego
-2 ząbki czosnku
-sos sojowy (ok 2 łyżki)
- łyżka cukru trzcinowego
-sok z połowy cytryny
-natka pietruszki
-oliwa
W garnku rozgrzewamy oliwę i dorzucamy tm przyprawy - paprykę, cayenne, curry, kminek zmielony, cynamon, ścieramy na tarce imbir i rozgniatamy czosnek - wszystko razem mieszamy i podsmażamy na oliwie przez chwilkę; następnie dodajemy pociętą w plasterki cebulę i mieszamy. Po chwili dodajemy plasterki marchewki oraz selera naciowego i paprykę pokrojoną w kostkę. Mieszamy i przez chwilę razem dusimy. Następnie dodajemy odcedzona i wypłukaną fasolę, oraz pomidory (jeśli mamy świeże to polecam wcześniej sparzyć i obrać ze skórki) i ew opcjonalne składniki czyli kukurydzę i tofu. Mieszamy. Zostawiamy aż wszystko zacznie bulgotać, wtedy zmniejszamy ogień, dodajemy sok z cytryny i cukier, mieszamy i zostawiamy na małym ogniu na ok 30 minut. Na koniec dodajemy sos sojowy i dajemy się jeszcze połączyć smakom przez 5 minut.
Na talerzu posypujemy natką pietruszki.
My dziś jedliśmy z kaszą jęczmienną i pysznie wyszło, można też z chlebem, ryżem, co kto lubi.
smacznego!
wtorek, 4 marca 2014
dzień naleśnika!
Dzisiaj rano najmłodszy zażyczył sobie naleśniki na śniadanie, więc zrobiłam bo robię dość często i sama lubię. Mozna sobie dowolnie eksperymentować ze składnikami, użyć co się akurat ma pod ręką. Więc robiłam już z różnymi rodzajami mąki, moim ulubionym dodatkiem jest niepalona kasza gryczana, oczywiscie zmielona na mąkę(sucha).Poza tym zawsze mamy w domu płatki owsiane, lub miks płatków typu żytnie,orkisz itd, wtedy tez je mielę i dodaję do ciasta bo z samej mąki robię rzadko. Jak nie macie w domu jajek, lub nie chcecie ich użyć - płatki owsiane pięknie scalają ciasto :) czasem używam mleka, ale najczęściej robie na samej wodzie. Obowiązkowo dodajemy szczyptę soli i kapkę oleju - bo ja nie smażę na oleju,tylko na suchej patelni. Podstawa to dobra patelnia do której nic nie przywiera. I tą patelnię musimy dobrze rozgrzać przed rozlaniem pierwszego naleśnika, a to czego na pewno nie wolno robić to odejść na dłuższą chwilę i przypalić naleśnika bo wtedy zaczną przywierać na bank;). Czasem zdarza mi sie dodać kapkę tłuszczu na brzegi patelni jak mam jakiś wyjątkowo nie-naleśnikowy dzień i wszystko przywiera. Czasem sie zdaża. A konsystencja ciasta?Robię zawsze na oko, jest taka jak gęsta śmietana, ale na tyle lejąca, ze po pochylonej patelni ładnie się leje. Najlepiej wiec zrobić pierwszego i jeśli wyjdzie za gruby to mamy zbyt gęste ciasto i trzeba dolać wody. No to tyle o naleśnikach. Bo dzisiejszy przepis będzie na racuchy;) jako że dzisiaj okazał sie być Pancake Day czyli dzień naleśnika w Anglii, ale już raczej "placuszka" w Ameryce, gdyż ich pancakes z reguły mają na składzie proszek do pieczenia. A że rano były naleśniki to wieczorem racuchy, zwłaszcza, że dużo jabłek w domu i jeszcze dwa nadgryzione przez dzieci banany...
Co będzie nam potrzebne?
50gram świeżych drożdży
500 gram mąki
szczypta soli
1 i pół szklanki mleka
3 łyżki cukru
1 jajko
3-4 jabłka, banan opcjonalnie
cukier puder do posypania racuszków
Na początek wsypujemy do miski mąkę, sól i robimy po środku dołek, do którego kruszymy drożdże,na to sypiemy cukier i zalewamy połową mleka. Odstawiamy miskę, przykrytą ściereczką, w ciepłe miejsce, aby zrobił się zaczyn (potrwa to ok 10-15 minut). Po tym czasie dodajemy jajko i resztę mleka, mieszamy całość drewnianą łyżką do połączenia składników i odstawiamy na co najmniej godzinę, aby ciasto wyrosło. W czasie oczekiwania obieramy jabłka i kroimy je na ćwiartki a następnie na plasterki. Gdy ciasto wyrośnie, wrzucamy jabłka i mieszamy wszystko razem. Odstawiamy na 15 minut. No i jak dotrwaliśmy to można nareszcie smażyć:) Ciasto się trochę lepi więc nabieram je dużą łyżką i drugą łyżką zrzucam na patelnię. Ugrzeczniam ciasto, aby leżało w miarę płasko. Po obruceniu racucha, dociskam go trochę z góry, aby sie rozplaszczył nieco. Smażę na średniej mocy, do złoto-brązowego koloru.
Smacznego!
zdjęcia potem,bo za chinyludowe nie mogę wkleić pisząc z tel...
Co będzie nam potrzebne?
50gram świeżych drożdży
500 gram mąki
szczypta soli
1 i pół szklanki mleka
3 łyżki cukru
1 jajko
3-4 jabłka, banan opcjonalnie
cukier puder do posypania racuszków
Na początek wsypujemy do miski mąkę, sól i robimy po środku dołek, do którego kruszymy drożdże,na to sypiemy cukier i zalewamy połową mleka. Odstawiamy miskę, przykrytą ściereczką, w ciepłe miejsce, aby zrobił się zaczyn (potrwa to ok 10-15 minut). Po tym czasie dodajemy jajko i resztę mleka, mieszamy całość drewnianą łyżką do połączenia składników i odstawiamy na co najmniej godzinę, aby ciasto wyrosło. W czasie oczekiwania obieramy jabłka i kroimy je na ćwiartki a następnie na plasterki. Gdy ciasto wyrośnie, wrzucamy jabłka i mieszamy wszystko razem. Odstawiamy na 15 minut. No i jak dotrwaliśmy to można nareszcie smażyć:) Ciasto się trochę lepi więc nabieram je dużą łyżką i drugą łyżką zrzucam na patelnię. Ugrzeczniam ciasto, aby leżało w miarę płasko. Po obruceniu racucha, dociskam go trochę z góry, aby sie rozplaszczył nieco. Smażę na średniej mocy, do złoto-brązowego koloru.
Smacznego!
zdjęcia potem,bo za chinyludowe nie mogę wkleić pisząc z tel...
wtorek, 11 lutego 2014
brownie z dynią
ale chyba popłynęłam, bo miało być o brownie z dyni ;) przepis jest stąd
Składniki na brownie:
200g gorzkiej czekolady
220g masła
3 jajka
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
130 g mąki
szczypta soli
czekoladę rozpuszczamy na parze, dodajemy masło i mieszamy. Jajka ubić z cukrami na białą masę, powoli dodawać przestudzoną czekoladę, mieszając na małych obrotach. Dodać mąkę i delikatnie wymieszać składniki. Cisto wylać na formę, u mnie to jest taka kwadratowa. Na górę wykładamy puree dyni:
300 gram dyni obranej ze skóry, pieczemy przez ok 40 minut w 180st
następnie miksujemy na puree, dodając 4 łyżeczki cukru i łyżkę soku z cytryny
opcjonalnie- orzechy do posypania na wierzchu. Ja dodałam laskowych, ale ostatecznie myślę, ze lepiej by to współgrało z nerkowcami
pieczemy w 180st przez 30 minut
Ciasto wygląda bajecznie, hm..może dlatego, że uwielbiam kolor pomarańczowy i puree z dyni cudownie wygląda w połączeniu z mocno czekoladowym brownie. Polecam!
piątek, 7 lutego 2014
tort na urodziny!
Zima to czas urodzin mojego najstarszego i najmłodszego dziecka. Zima to też czas kiedy u nas ciężko o jakiś konkretny wybór sezonowych owoców...więc o torcie z malinami czy truskawkami można sobie pomarzyć.. ale to nie znaczy, ze została nam nuda ;) Rok temu robiłam na urodziny mojej córy tort tęczowy, rozsławiony przez internety, pokusił także mnie ale aż rok się przyczajałam.


Był zjawiskowy, nie powiem, dzieci były zachwycone; jednak w smaku był taki mało ciekawy i jak nigdy - jakoś nie mogliśmy go do końca zjeść - my mega łasuchy...
Tak więc w tym roku postanowiłam postawić na smak przede wszystkim, zwłaszcza, że na urodzinach typowym zjawiskiem jest, iż dzieci nie mają czasu na zjedzenie całego kawałka tortu i dużo resztek zostaje, więc i smaczniejszy tort tym większa szansa, że więcej zostanie jednak zjedzone niż pozostawione, a jak by co to przyjemnie dojeść to co zostanie ;)
Tort czekoladowo-bananowo-karmelowy powstał pierwszy raz dla córeczki mojej koleżanki i bardzo mi smakowo podpasował, więc postanowiłam go powtórzyć na imprezę urodzinową mojej córki, z nadzieją, że się trochę nim najem ;)(no będę szczera)
Wymyślając kombinację smaków do tego tortu kierowałam się tym co ostatnio bardzo mi smakowało i co do siebie pasowało; tak więc połączyłam czekoladowe ciasto z Black Forest Cake, biszkopt oraz banany i karmel z tarty bananowej.
Na 3 blaty czekoladowe:
150gram czekolady gorzkiej **
150 gram miękkiego masła
150 gram drobnego cukru
6 żółtek
150 gram mąki
6 białek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Odstawiamy na chwilę aby przestygła. Następnie miksujemy ją z masłem, następnie dodajemy po kolei żółtka i cukier. Miksujemy do połączenia składników. Następnie dosypujemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i mieszamy wszystko łyżką.
W innym naczyniu ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę.
Białka dodajemy do czekoladowej masy i delikatnie mieszamy aby nie stracić powietrza z ubitej piany. Ale będzie to trochę trudne, bo czekoladowa masa jest bardzo gęsta. Nie będzie to więc w efekcie taka puszysta masa jak przy murzynku, ale pamiętajcie że tu zamiast kakao jest rozpuszczona czekolada, więc masa siłą rzeczy jest cięższa i samo ciasto będzie bardziej zwarte niż puszyste po upieczeniu.
teraz możecie podzielić masę na 3 części i każdą upiec osobno (ok 14-20 minut) lub wszystko razem i po przestudzeniu podzielić na 3 części.
pieczemy w 170st przez ok 40 minut, do suchego patyczka
**w wersji tego tortu upiekłam 2 blaty 2/3 składników, z dodatkiem ciemnej czekolady a 3 blat z 1/3 porcji składników i z dodatkiem czekolady mlecznej.
na blat biszkoptowy:
2 jajka
66 g cukru
50,8 g mąki
19 g mąki ziemniaczanej
białka ubić, stopniowo dodawać cukier, następnie żółtka. Mąki przesiać razem, dodać do masy jajecznej i wymieszać. Całość piec ok 12 minut w 170st, aż biszkopt się zarumieni. Następnie wyciągnąć z piekarnika i zrzucić na podłogę 60cm (serio!), pozostawić do ostygnięcia.
Masa czekoladowa:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
500g serka mascarpone
czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, jak chwilę przestygnie zmiksować z serkiem.
na masę bananowo-karmelową:
2 banany
100 ml mleka
4 łyżki cukru brązowego
banany i mleko miksujemy
cukier rozpuszczamy na patelni, kiedy się zrobi karmel dodajemy mix bananowy i mieszamy do połączenia składników, na małym ogniu.
na bitą śmietanę:
kubeczek śmietanki 30%
łyżka cukru pudru
dobrze schładzamy śmietankę, następnie miksujemy z cukrem na sztywno
dodatkowo 2 - 3 dojrzałe banany do tortu
Kiedy będą gotowe blaty przekładamy je masami, ja dałam na dolną część ułożyłam banany pocięte w plastry i na to wylałam masę bananowo-karmelową, środkową część posmarowałam połową masy czekoladowej (resztą udekorowałam cały tort z wierzchu), a na górną warstwę dałam bitą śmietanę.
Tort z boku był posmarowany resztą czekoladowej masy, jak wspomniałam, a na górze był marcepanowy płaski krążek a na nim marcepanowe muszelki i konik morski - jako, że córka lubi takie klimaty. Oczywiście największą popularnością cieszyły się te marcepanowe muszelki ;) musiałam w trakcie imprezy dorabiać.
Na urodziny syna zrobiłam dwa czekoladowe blaty i jeden biszkoptowy, dolne były przełożone kremem czekoladowym, z zatopionymi w nim gruszkami z syropu, które robiła latem; górne przełożyłam bitą śmietaną, polaną sosem karmelowym z przepisu na tartę z jabłkami. Wyszło też pysznie :) a więc zimą wcale nie musi byc nuda w torcie, polecam eksperymenty z łączeniem smaków które znacie i które dobrze ze sobą współgrają.
* masa marcepanowa na szczycie barwiona jest spożywczymi barwnikami w żelu Wilton

Był zjawiskowy, nie powiem, dzieci były zachwycone; jednak w smaku był taki mało ciekawy i jak nigdy - jakoś nie mogliśmy go do końca zjeść - my mega łasuchy...
Tak więc w tym roku postanowiłam postawić na smak przede wszystkim, zwłaszcza, że na urodzinach typowym zjawiskiem jest, iż dzieci nie mają czasu na zjedzenie całego kawałka tortu i dużo resztek zostaje, więc i smaczniejszy tort tym większa szansa, że więcej zostanie jednak zjedzone niż pozostawione, a jak by co to przyjemnie dojeść to co zostanie ;)
Tort czekoladowo-bananowo-karmelowy powstał pierwszy raz dla córeczki mojej koleżanki i bardzo mi smakowo podpasował, więc postanowiłam go powtórzyć na imprezę urodzinową mojej córki, z nadzieją, że się trochę nim najem ;)(no będę szczera)
Wymyślając kombinację smaków do tego tortu kierowałam się tym co ostatnio bardzo mi smakowało i co do siebie pasowało; tak więc połączyłam czekoladowe ciasto z Black Forest Cake, biszkopt oraz banany i karmel z tarty bananowej.
Na 3 blaty czekoladowe:
150gram czekolady gorzkiej **
150 gram miękkiego masła
150 gram drobnego cukru
6 żółtek
150 gram mąki
6 białek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Odstawiamy na chwilę aby przestygła. Następnie miksujemy ją z masłem, następnie dodajemy po kolei żółtka i cukier. Miksujemy do połączenia składników. Następnie dosypujemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i mieszamy wszystko łyżką.
W innym naczyniu ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę.
Białka dodajemy do czekoladowej masy i delikatnie mieszamy aby nie stracić powietrza z ubitej piany. Ale będzie to trochę trudne, bo czekoladowa masa jest bardzo gęsta. Nie będzie to więc w efekcie taka puszysta masa jak przy murzynku, ale pamiętajcie że tu zamiast kakao jest rozpuszczona czekolada, więc masa siłą rzeczy jest cięższa i samo ciasto będzie bardziej zwarte niż puszyste po upieczeniu.
teraz możecie podzielić masę na 3 części i każdą upiec osobno (ok 14-20 minut) lub wszystko razem i po przestudzeniu podzielić na 3 części.
pieczemy w 170st przez ok 40 minut, do suchego patyczka
**w wersji tego tortu upiekłam 2 blaty 2/3 składników, z dodatkiem ciemnej czekolady a 3 blat z 1/3 porcji składników i z dodatkiem czekolady mlecznej.
na blat biszkoptowy:
2 jajka
66 g cukru
50,8 g mąki
19 g mąki ziemniaczanej
białka ubić, stopniowo dodawać cukier, następnie żółtka. Mąki przesiać razem, dodać do masy jajecznej i wymieszać. Całość piec ok 12 minut w 170st, aż biszkopt się zarumieni. Następnie wyciągnąć z piekarnika i zrzucić na podłogę 60cm (serio!), pozostawić do ostygnięcia.
Masa czekoladowa:
2 tabliczki gorzkiej czekolady
500g serka mascarpone
czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, jak chwilę przestygnie zmiksować z serkiem.
na masę bananowo-karmelową:
2 banany
100 ml mleka
4 łyżki cukru brązowego
banany i mleko miksujemy
cukier rozpuszczamy na patelni, kiedy się zrobi karmel dodajemy mix bananowy i mieszamy do połączenia składników, na małym ogniu.
na bitą śmietanę:
kubeczek śmietanki 30%
łyżka cukru pudru
dobrze schładzamy śmietankę, następnie miksujemy z cukrem na sztywno
dodatkowo 2 - 3 dojrzałe banany do tortu
Kiedy będą gotowe blaty przekładamy je masami, ja dałam na dolną część ułożyłam banany pocięte w plastry i na to wylałam masę bananowo-karmelową, środkową część posmarowałam połową masy czekoladowej (resztą udekorowałam cały tort z wierzchu), a na górną warstwę dałam bitą śmietanę.
Tort z boku był posmarowany resztą czekoladowej masy, jak wspomniałam, a na górze był marcepanowy płaski krążek a na nim marcepanowe muszelki i konik morski - jako, że córka lubi takie klimaty. Oczywiście największą popularnością cieszyły się te marcepanowe muszelki ;) musiałam w trakcie imprezy dorabiać.
Na urodziny syna zrobiłam dwa czekoladowe blaty i jeden biszkoptowy, dolne były przełożone kremem czekoladowym, z zatopionymi w nim gruszkami z syropu, które robiła latem; górne przełożyłam bitą śmietaną, polaną sosem karmelowym z przepisu na tartę z jabłkami. Wyszło też pysznie :) a więc zimą wcale nie musi byc nuda w torcie, polecam eksperymenty z łączeniem smaków które znacie i które dobrze ze sobą współgrają.
* masa marcepanowa na szczycie barwiona jest spożywczymi barwnikami w żelu Wilton
Subskrybuj:
Posty (Atom)





