czwartek, 17 stycznia 2013

mąż brikoli pichci! - zamojskie cebularze aka cebulaki

No, mam to szczęście żyć u boki mężczyzny, który startował z gotowaniem jako chłopiec, w związku z czym dziś jak wejdzie do kuchni to potrafi zrobić coś z niczego i wychodzą prawdziwe pyszności. Dlatego Jego pichcenie też będzie miało miejsce na moim blogu. Dzisiejszy post jest wynikiem wczorajszego spontanicznego pichcenia po nocy. Tak! po nocy, wtedy najczęściej brikomąż jest nawiedzany przez różne smaki i nie waha się zrealizować pomysłów co by zadowolić podniebienie.
Wczoraj Go naszło na cebulaki, a wszystko przez to, iż byliśmy na koncercie Niezłych Ziółek, gdzie śpiewa wspominana już na tym blogu Justyna; a koncert ów miał miejsce w byłej piekarni, gdzie obecnie mieści się bardzo fajna galeria Biały Kruk. Mąż mój dobrze pamięta czasy jak była tam piekarnia i podobno można było tam nabyć przepyszne cebulaki. Po powrocie do domu duch cebulaków nie chciał odpuścić i J. po prostu MUSIAŁ je zrobić.
tutaj tylko dowód na godzinę realizacji projektu:

Przepis znaleźliśmy na blogu kulinarnym Kuba pichci - no to jakiś znak normalnie ;)

tak więc przedstawiam Wam przepis na pyszne Zamojskie cebularze

potrzebne są:
  • 5 dag drożdży świeżych
  • 1 łyżka cukru
  • 1/2 kg maki (najlepiej krupczatki)
  • 1 szklanka mleka
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 6 dag margaryny
  • 1 kg cebuli
  • 3 czubate łyżki maku
 Drożdże mieszamy z cukrem, 2 łyżkami maki i częścią ciepłego mleka. Pozostawiamy do wyrośnięcia.
Rozpuszczamy w garnku margarynę z reszta mleka. Wyrośnięty rozczyn i cieple mleko z margaryna dodajemy do maki z sola. Jajko roztrzepujemy za pomocą widelca i dodajemy do pozostałych składników zostawiając trochę na posmarowanie brzegów cebularzy (około łyżki).
Wyrabiamy ciasto tak, aby odstawało od reki, w razie potrzeby dodajemy make. Następnie pozostawiamy do wyrośnięcia aż podwoi objętość.
Gdy ciasto rośnie, przygotowujemy cebule – kroimy ja w kostkę i podsmażamy na oleju do uzyskania złotego koloru. Do cieplej jeszcze, ale już zdjętej z ognia cebuli wsypujemy mak oraz doprawiamy sola i pieprzem.
Brikomąż jednak zaszalał i przygotował 3 rodzaje farszu! 1 był typowo cebulakowy, drugi to pieczarki z cebulką a trzeci to kiszona kapusta(homemade :) ) z cebulką. Jak się domyślacie po prostu dusimy pieczarki z solą i pieprzem i odrobiną cebulki i tak samo w przypadku kapusty, tylko jej nie solimy.

Ciasto dzielimy na 12 części. Każda cześć wałkujemy na owalne placki. Brzegi placków smarujemy pozostawionym jajkiem. Następnie kładziemy porcje cebuli, rozkładając ja równomiernie po całym placku. Zanim wstawimy do gorącego piekarnika, poczekajmy chwilkę, aż znów podrosną.
Pieczemy w 200 stopniach do momentu, aż cebularze sie zarumienia.

na blogu Kuby jest jednak wskazówka dotycząca wcześniejszego przygotowania cebuli, z której to z oczywistych powodów (duch cebulaków!) nie skorzystaliśmy, ale zacytuję:

"Przepis na przygotowanie cebulki na cebularze zdobyty w jednej z lubelskich piekarni, gdzie cebularze wypieka sie „od zawsze”
2 łyżki czubate maku
2 wielkie cebule pokrojone w gruba kostkę
szczypta soli
2 łyżki oleju
Cebule do cebularzy przygotowujemy na dzień, dwa przed pieczeniem. Pokrojona w kostkę cebule obgotowujemy chwilkę we wrzątku i odcedzamy. Gorąca wrzucamy do słoika, posypujemy makiem i sola i wlewamy olej. Słoik zakręcamy i wstrząsamy, by wszystko sie dokładnie wymieszało. Po ostygnięciu wkładamy do lodówki. Dzięki takiemu potraktowaniu cebula jest słodka i miękka."

w każdym bądź razie wyszły przepyszne nawet bez kiszenia cebuli przez dwa dni w słoiku, więc niecierpliwych uspokajamy- da się tak od razu :)

rano dzieci wstały a na stole witała Ich miska pełna bułeczek




środa, 16 stycznia 2013

obiad - cud czyli wszyscy lubią spaghetti

Jaki obiad najlepiej zrobić kiedy nie mamy czasu na pichcenie a coś podać trzeba? Albo co jest najlepszym pomysłem na obiad kiedy nic nam się nie chce w kuchni robić? Aż wreszcie co dzieci ZAWSZE zjedzą i na pewno będzie pomysłem bez pudła?
-SPAGHETTI!!!

Dzisiaj u nas było co prawda nie z wyżej wymienionych powodów, ale tak po prostu bo mięliśmy ochotę. I tak szczerze mówiąc to jest pozycja, która jest u nas obowiązkowa co jakiś czas, był to nawet jeden z obiadów który robiliśmy w Słowackich górach pod namiotem. Więc zawsze i wszędzie spaghetti dobre jest. Ja wiem, że to żadne odkrycie Ameryki- jak przyrządzić makaron z sosem pomidorowym, ale postanowiłam zamieścić ten post na blogu, aby pokazać Wam jaki wariant my jadamy ale żeby też poznać Wasze warianty- wpisujcie w komentarzach jak Wy przyrządzacie ten włoski hit, mam chęć się zainspirować :D

Co potrzebne?
-jeśli sezon na pomidory to kilka pomidorów trzeba sparzyć i obrać ze skórki; 
jeśli nie sezon to my kupujemy taki przecier w kartonie, lub w butelce; można też skorzystać z 2 puszek pomidorów

-przyprawy włoskie: cząber/ oregano/ bazylia
-2 ząbki czosnku
-kawałek sera żółtego
-makaron do spaghetti! a jakże
- dowolne dodatki: oliwki, suszone pomidory, kapary
-sól
-odrobina oliwy/oleju

Makaron nastawiamy do gotowania w osolonej wodzie z dodatkiem kapki oliwy bądź oleju. Gotujemy al dente. 
W tym czasie nastawiamy patelnię, wrzucamy na nią zmiksowane pomidory bądź przecier. Na średnim ogniu zostawiamy pomidorowy sos, aby zgęstniał. Dodajemy przyprawy ziołowe. Jak już osiągnie oczekiwaną przez nas gęstość to wciskamy do tego czosnek i podgrzewamy jeszcze minutkę max.

Na talerz wrzucamy makaron, na to sos, na to starty ser a na samą górę dodatki które lubimy we włoskiej kuchni :)

 wersja moja

wersja ozdobiona przez Lefa ;)
                       


                            

wtorek, 15 stycznia 2013

buraczki na ciepło mniam!

Burak mogła bym chyba nazwać swoim ulubionym warzywem...ale trochę się waham bo uwielbiam też dojrzałe awokado...ale jednak jak pomyślę o tych burakach na ciepło...
No dobra, po kolei ;) Przepis mam od mamy mojego Jaca, przepis chyba ma korzenie głębsze niż tylko jedno pokolenie w tył. Idealnie pasuje d dowolnych kotletów, ale tak o tez są świetne. i bajecznie proste!

Co musimy mieć?
kilka buraków, tak na oko-ile mniej więcej zjemy
co najmniej 2 cebule, bo dobrze aby trochę jej było między startym burakiem
liść laurowy
kilka kulek ziela angielskiego
olej do smażenia
śmietana
sól i pieprz

Na początek gotujemy buraki w mundurkach do miękkości. W tym casie kroimy cebulę w kosteczkę w miarę drobną i dusimy z dodatkiem soli.

Jak buraki będą gotowe, wyciągamy na talerz i przekrajany na pół, żeby szybciej ostygły. Chłodne buraki obieramy ze skórki i ścieramy na tarce na małych oczkach.

Dorzucamy do cebuli na patelnie, dodajemy pieprz, liść laurowy i ziele angielskie.
Mieszamy całość i tak ostawiamy by się połączyły smaki i aby się całość tak trochę podsmażyła nieco.

Jak zdejmiemy z ognia to dodajemy śmietanę i zajadamy ze smakiem

ps.to zaszalałam dzisiaj z fotkami, bo przepis nie był jakiś skomplikowany ;)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Quiche z topinamburem

Kolejna tarta, tym razem na słono czyli quiche, bardziej po swojsku kisz :)
Uwielbiamy te tarte odkąd spróbowaliśmy u Justyny, a że w domu akurat był topinambur to pierwszą rzeczą  rana która zaczęła się pichcić u mnie w kuchni były składniki na farsz :D
Kolejnym dobrym powodem aby się z Wami podzielić właśnie dziś tym przepisem jest fakt, iz jutro (15.01.13) w Radio Opole, o 21:00 leci program Mama na obcasach, w którym pod koniec radio gości w kuchniach polskich mam. Tydzień temu gotowałam tam zupę z soczewicy, którym to przepisem się tez tu podzielę, a jakże; a w tym tygodniu będziecie mogli posłuchać jak przygotowuje quiche z topinamburem właśnie.

Ponieważ tamtego dnia u Justyny mój mąż przyjechał nieco później, załapał się na tartę jak była juz zimna, tak oto odkryliśmy, że na zimno jest jeszcze lepsza! i w zasadzie w takiej formie najchętniej ją jemy. Sam przepis pochodzi z ekokoszyka , ja go tylko zmodyfikowałam o tyle, że na farsz daję jeszcze pokrojona w kostkę fetę i z 5 plastrów żółtego sera. Przepis na ciasto wzięłam za radą Justyny ze strony www.kotlet.tv

zaraz zaraz, ale co to jest ten topi...topinambur??



Ja tez do niedawna nie miałam pojęcia, ale mój superheromąż, z zamiłowania wielki ogrodnik, wynalazł to oto warzywo jako zapomniane, a kiedyś bardzo popularne w Polsce, znane tez pod nazwą słonecznik bulwiasty. Jego największe zalety to przede wszystkim ogromna wartość odżywcza, "można go stosować w celu poprawienia przemiany materii i utrzymania właściwej mikroflory jelit, w profilaktyce cukrzycy, nowotworów, chorób serca i naczyń oraz przy niewydolności nerek i arytmii serca. Ponadto wzmacnia układ odpornościowy i pomaga w stanach przewlekłego zmęczenia. Bulwy topinambura są bogatym źródłem potasu, żelaza oraz tiaminy. Nie zawierają tłuszczu ani cholesterolu." (stąd);
ale też łatwość w uprawie. Do tego, raz zasadzony po prosu radośnie dziczeje i rozplenia się po działce ;) więc jest go coraz więcej! Jeśli nie boicie się inwazji topinamburu na swoim ogrodzie działkowym to my polecamy, nie jest tak źle ;)
A jak smakuje? Właśnie trochę jak słonecznik, w zasadzie jak poznacie smak i się oswoicie z nowym warzywem w menu to potem będziecie z chęcią po niego sięgać i cieszyć się na samą myśl jedzenia, kiedy podczas gotowania zapach słonecznikowy zacznie unosić się w Waszej kuchni.

dobra, to teraz sięgnijmy po przepis,
potrzebujemy:

na ciasto
250 gram mąki
125 gram masła dobrze schłodzonego
1 żółtko
50-60 ml wody
szczypta soli


na farsz (podaję swoje własne proporcje)
ok 1 kg topinambura
1 kg ziemniaków
1 por
pół kartonika sera feta
kawałeczek żółtego sera
sól i pieprz do smaku

Zaczynamy przygotowywanie quiche od przygotowania ciasta. Standardowo na stolnicę sypiemy mąkę i odrobinę soli, dajemy na to masło i siekamy nożykiem. Następnie dodajemy żółtko, dalej siekamy łącząc składniki, po czym dolewamy wody. Zagniatamy sprawnie ciasto i formujemy z niego kulę. Schładzamy ciasto w lodówce przez ok 30 minut.
W czasie gdy ciasto się chłodzi możemy przygotować farsz: ziemniaki obieramy i do garnka, topinambur myjemy i również do garnka- gotujemy ok 10-15 minut aż bulwy zmiękną.
W tym czasie pora kroimy na plasterki i podduszamy na patelni z dodatkiem soli.
 
Kiedy topinambur się ugotuje obieramy go ze skórki i mielimy, następnie dorzucamy do mielenia ugotowane ziemniaki. Taką masę przekładamy do miski, mieszamy z podduszonym porem i ew jakimiś przyprawami. I zabieramy się za ciasto z lodówki.
Wałkujemy na oprószonym blacie na taką średnicę aby wypełniło całą formę. Następnie nawijamy delikatnie na wałek i przenosimy na nim ciasto na formę. Dociskamy brzegi, co by nam się upiekły w ładnie prezentującym się, karbowanym kształcie.
Następnie robimy taki myk, aby spód tarty się nie wybrzuszył- kładziemy na ciasto papier do pieczenia a następnie wypełniamy nasz spód fasolkami/ ciecierzycą/ bądź też specjalnymi kulkami ceramicznymi.
 
Tak przygotowaną tartę wrzucamy formę do pieca, rozgrzanego na 200st. Pieczemy przez 15 minut z obciążeniem, następnie ściągamy fasolki i dopiekamy jeszcze 5 minut.
Kiedy kruche ciasto jest gotowe, wypełniamy je farszem i układamy na nim ser feta w dowolny sposób. Dajemy do zapieczenia na następne 30 minut, w temperaturze 180st.
Jeśli ktoś ma ochotę może dorzucić plasterki żółtego sera na jakieś 10 minut przed końcem zapiekania
 

tarta jest wyśmienita na zimno, kiedy farsz stężeje a ciasto będzie prawdziwie kruche. Osobiście uwielbiam ten wariant i naprawdę polecam do spróbowania.
Wiem, ze nie wiadomo teraz skąd wziąć ten cały topinambur... jeśli jesteście z Opola, t działa u nas coś takiego jak Opolska kooperatywa i tam możecie dorwać topinambur u jednego z eko rolników. Ewentualnie wiem, że rodzice Justyny uprawiają, bo ostatnio jak mijaliśmy się z nimi w drzwiach do J. to nieśli całe wiaderko :P no i oczywiście my mamy, więc możemy się podzielić ;)


Pewnie zastanawiacie się jakim cudem matka rocznego dziecka tak spokojnie sobie pichci w kuchni...no więc cały sekret polega na tym, że jak wspominałam, mam kuchnię połączoną z pokojem dziennym, więc wszyscy siedzimy na kupie ;) ale do sukcesu potrzebna jest też pewna doza luzu w temacie dzieci vs. kuchnia. So, kiedy ja robiłam quiche, mój najmłodszy pomocnik też był wielce w kuchni zajęty :)






niedziela, 13 stycznia 2013

Tarta Tatin z jabłkami

Wczoraj na wspólne kolędowanie i ciuchowe wymianki ze znajomymi postanowiłam upichcić tartę tatin z jabłkami, bo nie miałam zbyt wiele czasu na coś innego a jabłek akurat był Ci u nas dostatek. Ta tarta gościła już u nas kilka razy ostatnimi czasy, w końcu mamy głównie sezon na jabłka ;) a ja raczej staram się jeść sezonowo i to co rośnie w okolicy.
Tarta tatin znaczy odwrócona, czyli ciasto zapieka się na wierzchu, a pod spodem są owoce. W dodatku nie trzeba mieć specjalnej karbowanej formy, wystarczy zwykła patelnia- byle miała taką rączkę, którą można wsadzić do piekarnika bez narażania jej na stopienie się. A więc jak ktoś utrzymuje, ze nie może upiec tarty bo nie posiada formy to a-ha, tu Cię mam, nie masz wyjścia teraz, marsz po jabłka ;)

Tarta baaardzo smakowicie i ładnie się prezentuje, taki exclusiv z leksza, ideał dla gości. Możemy wtedy zastosowac taki trik i dać mniej jabłek- wtedy góra będzie bardziej słodka i w zasadzie taki gość zadowoli się jednym kawałkiem, więc starczy na pewno dla wszystkich.
Jeśli mamy dzieci, to polecam umieścić więcej jabłek na patelni podczas karmelizowania, oraz pominąć cukier w przepisie na ciasto kruche, bo same jabłka sa wystarczająco słodkie.

A więc do rzeczy, co potrzeba?

na ciasto:
150 gram mąki
100 gram masła
2 żółtka
odrobina cukru z wanilią  (ja daję pół łyżeczki ekstraktu waniliowego i łyżeczkę cukru pudru, żeby tarta była tak odrobinę słodka)
 opcjonalnie:
25gram cukru
3 łyżki cukru pudru

na farsz:
3 jabłka
70g masła
30 gram cukru (ja daję mniej)

Zaczynam od karmelizowania jabłek. Rozpuszczam na patelni masło, dodaję cukier i mieszam. Wszystko się napuszy i powoli zacznie ciemnieć, aż do karmelowego koloru. Wtedy układam na patelni jabłka pokrojone najpierw na ćwiartki a potem jeszcze każda ćwiartka pokrojona na 4 takie plasterki (mówię tu raczej o dużych jabłkach, ale można dać małe i pokroić raczej każdą ćwiartkę na 2-3 części). Układam na patelni taki wzorek z jabłek jaki potem chcę widzieć na tarcie, dowolność dopuszczalna ;)



 Jabłka zostawiamy aby się porządnie skarmelizowały, na średnim ogniu, doglądając co by nic nie spłonęło ;)
I zabieramy się do robienia ciasta.
Na stolnice wsypuję mąkę, następnie daję masło schłodzone porządnie w lodówce. Biorę mój ruski nożyk do smarowania i siekam masło z mąką o tak:
Następnie dodaję żółtka, ekstrakt waniliowy i odrobinę cukru pudru i dalej siekam wszystko nożem, chodzi o to aby składniki zaczęły się łączyć a jednocześnie masło nie roztapiało się pod wpływem ciepła naszych dłoni, dzięki temu ciasto sprawniej się zagniecie. Zagniatamy więc, formujemy kulę i umieszczamy w lodówce d schłodzenia na 15-30 min, zależy od ilości stopni w kuchni.
W międzyczasie zaglądamy do jabłek czy "już".

Gdy ciasto się schłodzi, wraca na oprószoną mąką stolnicę i wtedy do akcji wkracza wałek, ale to nie będzie jego ostatnie słowo ;)


rozwałkowujemy ciasto na taką średnicę jak mniej więcej ma nasza patelnia. Następnie delikatnie nawijamy ciasto na wałek i tak przenosimy na patelnię


Gdy ciasto jest już na patelni zagniatamy brzegi
całość wygląda tak:
 i w takiej właśnie formie wędruje do piekarnika rozgrzanego na 200st. Zapiekamy naszą tarte ok 20-25 minut aż ciasto nam się ładnie zarumieni.

Mniej więcej tak ma się prezentować po wyjęciu z piekarnika

 Zaraz po wyjęciu przykładamy ostrożnie talerz odpowiedniej wielkości do patelni i sprawnym ruchem obracamy wszystko, tak aby tarta wylądowała na talerzu jabłkami do góry.

 Voila, mamy tartę :D



smacznego






sobota, 12 stycznia 2013

chocolate loaf cake czyli bochenek czekoladowy

dzisiaj post dla prawdziwych fanów czekolady, dla tych co uwielbiają bogaty smak ale też fakturę, najchętniej ciemną, trochę kleistą, najchętniej wręcz przeładowana czekoladą i koniecznie przyrządzoną z ciemnego, sypkiego kakao dobrej jakości.

to ja! to ja!

kiedy odkryłam ten przepis jakiś rok temu na znakomitym blogu Doroty byłam kompletnie zachwycona, to jest dokładnie to o co Ci chodzi, kiedy masz na myśli czekoladę. Tym bardziej, że była wtedy, jak i teraz, zima, więc oczekiwałam ciasta idealnego na miły wieczór z kocem i herbatą :)
Niestety niedługo potem okazało się, iż mój najmłodszy, zwany Miśk, reaguje na kakao niepożądanie i musiałam z bólem wykluczyć wszystko czekoladowe z diety. Wierzcie mi, nie było lekko. Karob to nie to samo co kakao, niestety...o ile da się z nim przyrządzić muffiny, to już takie ciast odpada. Wolałam nawet nie eksperymentować. Ale wiedziałam, że w końcu nadejdzie dzień kiedy czekolada powróci do mojego menu, a stało się to nawet szybciej niż myślałam. Domyślacie się, że nie zwlekałam zbyt długo z upieczeniem tej czekoladowej wspaniałości :D

od dwóch dni się zajadamy tym specjałem, więc czas podzielić się z Wami przepisem.
Robi sie błyskawicznie, to jest jeden z tych przepisów w stylu- zamieszaj składniki i wlej do formy, gotowe ;) za co je dodatkowo uwielbiam, bo mimo iż wielką przyjemność sprawia mi przygotowywanie wypieków, co czynię z prawdziwym namaszczeniem wręcz; to jednak jako mama 3 dzieci czasem nie znajduję odpowiednich warunków a czasem po prostu siły na takie namaszczone pichcenie o działaniu terapeutycznym. Cieszę się wtedy jak mogę w 10 minut wszystko zmieszać, wypełnić formę i do pieca.

co potrzebujemy? 
200 g mąki pszennej
pół łyżeczki sody oczyszczonej 
50 g kakao 
200 g cukru (w oryginale 275g ale to za dużo będzie)
175 g masła, o temperaturze pokojowej
2 jajka 
1 łyżka ekstraktu z wanilii
80 ml kwaśnej śmietany 
125 ml wrzącej wody
175 g czekoladowych drobinek (chipsów), gorzkich lub mlecznych; to est opcjonalne, b nie wszędzie u nas można dostać.
Na syrop:
1 łyżeczka kakao
125 ml wody 
100 g cukru 
25g startej ciemnej czekolady, do posypania  

więc tak jak wspominałam- po kolei umieszczamy wszystko w melakserze, czy co tam kto ma, tylko z wodą jeszcze czekamy. Jak się nam ładnie wszystko połączy w jednolitą masę, wlewamy gorącą wodę, ciągle mieszając. 
Gotową masę wlewamy do formy takiej jak na bochenek chleba, o wymiarach 21*11 i 7,5cm głębokiej. Formę wcześniej smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą.

pieczemy w piekarniku gorącym na 170st, przez godzinę. Ostatnie 20 minut całą kuchnię wypełnia czekoladowy zapach :)

w czasie gdy ciasto się piecze, możemy przygotować syrop.
Wrzucamy wszystko do rondelka, mieszamy i dajemy na ogień. Na średnim ogniu nasz syrop musi sobie kilka dobrych minut pobulgotać, tak aby cukier się skarmelizował. Co jakiś czas sprawdzamy łyżeczką czy całość zgęstniała i zaczęła się kleić.

Gotowe i wystudzone ciast nabijamy w kilku miejscach surowym makaronem spaghetti- jedną nitką rzecz jasna, a następnie polewamy syropem powoli, zaczynając od bruzdy, która wytworzy się podczas pieczenia na powierzchni ciasta.
Jak syrop ostygnie możemy z prawdziwą przyjemnością rozsypać na ciasto startą czekoladę, słuchając dźwięku jaki będzie wydawać, upadając na zastygły syrop. Czysta przyjemność, mówię Wam :)








piątek, 11 stycznia 2013

kotlety z kalafiora

Jeśli danego dnia nie mamy ochoty na coś konkretnie a obiad zrobić przecież trzeba, skoro żywimy 3 małe żołądki; najlepszym sposobem na pomysł na obiad jest otwrzenie lodówki i stwierdzenie co z niej trzeba się pozbyć w najbliższym czasie.Dobra w tym celu nieraz okazuje się improwizacja, nierzadko wychodzą prawdziwie pyszne rzeczy. Mistrzem takiej kuchni jest mój mąż własny, za co chwalę niebiosa :D Nie bójmy się więc czasem zagrać sceny w stylu "mam doła, nic mi nie przychodzi do głowy co dziś zrobić na obiad, kompletna pustka..." i wpuścić chłopa do kuchni, to co się potem dzieje to magia panie ;)

ekhm, wracając do tematu. Zaglądnęłam dziś do lodówki a tam kalafior, który nie został wykorzystany w całości w poprzednim dniu. Zostało go jednak zbyt mało by zrobić na parze, aby się wszyscy najedli. W innym miejscu jeszcze trochę kaszy jaglanej...no to kotlety!

potrzebne produkty:
-mały kalafior albo pół takiego typowego ładnego
-cebula duża
-2 ząbki czosnku
-filiżanka kaszy jaglanej
-sól, pieprz i zioła do smaku (dodałam tymianek i garam masalę, bo mi się kalafior dobrze komponuje z indyjską kuchnią)
-mąka kukurydziana/ lub bułka tarta
-opcjonalnie jajko
-bułka tarta do panierki, ja łączę z sezamem


kalafior ugotowałam na parze, potem zgniotłam tłuczkiem do ziemniaków, dodałam ugotowaną kaszę jaglaną, podduszoną cebulę z czosnkiem, przyprawy, jajko i bułkę tartą aby masa trzymała się zwarcie w miarę, co by dało się uformować kotlety. Następnie formowałam kulki, spłaszczałam w rękach i obtaczałam w bułce z sezamem. 

Takie kotleciki warzywno-kaszowe najlepiej jest dać do lodówki na ok 15-20min przed usmażeniem

następnie oczywiście smażymy i zjadamy.

u nas były dziś z kaszą gryczaną i kapustą kiszoną



tutaj tunel z jedzenia by starsza córa

najmłodszy koneser